Leszek i spółka

„Będzie mi żal Ryszarda”- tak odpowiedział mi w sobotę Leszek Miller na pytanie o partyjny sąd nad Ryszardem Kaliszem i ewentualny (wtedy jeszcze) rozbrat (nomen omen) z najpopularniejszym politykiem Sojuszu. We wtorkowy poranek stwierdził w RMF, że prawdziwi mężczyźni nie płaczą i za swoim byłym już partyjnym kolegą łzy nie uroni.

Leszek Miller to prawdziwy mężczyzna. A tego poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna. Szef SLD kończyć jeszcze nie chce. Przeciwnie, widać, że polityka to nadal jego żywioł i na emeryturę odchodzić nie zamierza (mimo, że w lipcu skończy ustawowe 67 lat). Bryluje w mediach, z błyskiem w oczach prowadzi grę na lewicy.

Sojusz, po ostatniej wyborczej klęsce, odbija się od dna. Szło to mozolnie, ale efekty widać. W sondażach podbija pod 15%, często ma 2 razy więcej punktów procentowych niż Ruch Palikota. Uważam jednak, że za sprawą Kalisza trend się odwróci. W końcu jest to (wróć – był) ulubieniec mediów, a także wyborców. Bryluje w sondażach zaufania. Zaufanie partii jednak zawiódł. SLD oczywiście broni się tym, że decyzję podjął sąd, a nie sam szef. Jednak nie mam wątpliwości, że gdyby Leszek Miller chciał Kalisza przed partyjną gilotyną uratować, to sąd swojej niezawisłości nie broniłby jak niepodległości.

Miller próbuje przykryć sprawę Ryszarda szumem wokół Kongresu Lewicy, który już niedługo. Zaprosił na niego i Wałęsę i Kwaśniewskiego i Jaruzelskiego. Wszyscy będą.. Nie do zapomnienia był widok Józefa Oleksego, który w ten sam dzień krytykował Millera za zaproszenie Wałęsy i w ten sam dzień decyzję tę chwalił. Widać jak na dłoni, że były premier rządzi. Na razie we własnej partii.
Właśnie, na razie. Wiewiórki na mieście mówią, że dla Leszka Millera dobrym zwieńczeniem politycznej kariery byłoby stanowisko wicepremiera w rządzie Donalda Tuska. Były premier obecnego zresztą ceni, a najbardziej zaimponowało mu to, że Tusk drugi raz wygrał wybory. Miller przyznaje szczerze – po prostu mu tego zazdrości.
Na razie nic nie mówi Palikot. Punkt w boju o Kwaśniewskiego zdobył teraz Leszek Miller. Choć lider Ruchu własnego imienia pewnie tak łatwo tego nie odpuści. Moim zdaniem jednak, głównym problemem Palikota jest jego sprint. Często szybciej powie niż pomyśli, idei od liku wyciąga niczym króliki z kapelusza. Miller jest długodystanowcem. I w polityce to chyba zaleta.

Sprawę samego Kongresu przykryła na razie 3. rocznica katastrofy smoleńskiej i 3 osoby, które (według Antoniego Macierewicza) ją przeżyły. Jednak im bliżej, tym sprawa będzie głośniejsza. I ja oczywiście o niej nie zapomnę, polityków będę o to pytać.
Lewicowej telenoweli ciąg dalszy nastąpi. Jej głównym bohaterem jest bez wątpienia Leszek Miller. Do zobaczenia w kolejnym odcinku.
Maciej Kluczka