To jest Polska?

Kino mroczne i smutne. Poruszające sprawy, o których przeciętny obywatel woli na co dzień nie myśleć, zostając z uspokajającym przeświadczeniem o życiu w państwie prawa. 4. kwietnia swoją premierę miał nowy film Ryszarda Bugajskiego „Układ zamknięty”.
Ryszard Bugajski to reżyser i scenarzysta m.in. głośnych obrazów „Przesłuchanie” i „Generał Nil”. Tym razem dzięki niemu na ekranach kin możemy obejrzeć historię trzech polskich przedsiębiorców – Maja, Stawskiego i Rybarczyka. Są młodzi, zdolni, ambitni i zdobyli zagranicznego kontrahenta. Przepis na sukces? Niekoniecznie. Dobra passa kończy się, gdy intrygę zaczynają knuć prokurator, jego podwładny i naczelnik urzędu skarbowego. Czuwa nad nimi minister. Biznesmeni zostają aresztowani i oskarżeni o działalność w zorganizowanej grupie przestępczej. Przez zmowę urzędników tracą wszystko, a to dopiero początek problemów.


Scenariusz z życia
„Układ zamknięty” jest jak połączenie dobrego kryminału z filmem psychologicznym. W istocie, sylwetki psychologiczne bohaterów są tak wyraziście narysowane, że aż przejaskrawione. Istnieje wyraźny podział na „dobrych” i „złych”. Nietypowo głównym bohaterem jest bezwzględny „czarny charakter”, fenomenalnie zagrany przez Janusza Gajosa. I wszystko to byłoby ucztą kinomana, gdyby nie fakt, że tę historię oparto na autentycznych wydarzeniach. Sprawa Lecha Jeziornego i Pawła Reya jest prawdziwa, a oni sami do dziś mają poczucie głębokiej niesprawiedliwości.
Szukając winnych
Jeziorny i Rey, właściciele Polmozbyt i Krakmeat w Krakowie, zostali oskarżeni m.in. o nieprawidłowości w rozliczeniach obu firm. Wraz z grupą współpracowników (łącznie 11 osób), we wrześniu 2003 roku trafili do aresztu. Spędzili tam dziewięć miesięcy. W tym czasie zakłady mięsne zbankrutowały, a kontrolę nad drugą spółką przejęła rada nadzorcza, kierowana przez szefa urzędu skarbowego. Miał on jednocześnie monitorować spółkę jako naczelnik US. Nikt nie uznał tego „konfliktu interesu” za niezgodny z prawem. Z czasem suma rzekomych malwersacji malała, aż w końcu po 6 latach, prokuratura umorzyła śledztwo. Pokrzywdzeni dostali po 10 tysięcy złotych odszkodowania. Oczywiście nie udowodniono żadnego z zarzucanych im przestępstw.
Warto
„Układ zamknięty” nie jest wiernym odwzorowaniem historii z Krakowa. Nawet sam Bugajski mówi, że nie chce, aby jego obraz był tak postrzegany. Niewątpliwie jednak jest to film ważny, skłaniający do refleksji. Jedno jest pewne: każdy wyjdzie z kina poruszony. Choćby dlatego, że żyjemy w tym kraju.

Aleksandra Laps