Jak przedstawić „Parsifala”?

Jedna z ostatnich oper Ryszarda Wagnera – „Parsifal” – miała swoją premierę na scenie poznańskiego Teatru Wielkiego 18 października. Z interpretacją tego monumentalnego dzieła zmierzyła się duńska grupa artystów Hotel Pro Forma.

„Parsifal” to misterium sceniczne w trzech aktach, do którego Ryszard Wagner skomponował muzykę i napisał libretto. Całość opery nawiązuje do legendy o świętym Graalu, którego cudowną siłę może posiąść tylko ten, kto potrafi oprzeć się miłości zmysłowej. Nie jest to zadanie łatwe, bo świat kusi potencjalnych kandydatów na każdy sposób.

parsifalFotZALEWSKA-3d

Fot. Katarzyna Zalewska/www.opera.poznan.pl

Jak zapewniali twórcy: „Parsifal” w wykonaniu Hotelu Pro Forma jest poematem scenicznym, w którym przedmioty są metaforami, scena jest krajobrazem, oświetlenie – narratorem, głosem – ludzkie ciało, zaś muzyka jest mostem prowadzącym do naszego „wewnętrznego Wagnera”. Artyści do granic możliwości uwspółcześnili operę, chcąc dostosować ją do obecnych realiów, co niekoniecznie było dobrym zabiegiem. „Parsifal” to misterium pełne symboli – twórcy wzięli to sobie bardzo do serca i zaserwowali widzom pełen wachlarz symboliki, nie do końca jasnej zarówno dla przeciętnego widza, jak i dla znawcy opery.

parsifalFotZALEWSKA-10d

Fot. Katarzyna Zalewska/www.opera.poznan.pl

Główny bohater – Parsifal, występuje na scenie w dziwnym białym uniformie. Ma obok siebie dublera, który pokazuje to, co on śpiewał w języku migowym – może twórcy chcieli pójść o krok dalej i stworzyć operę dla niesłyszących, jednak dlaczego w takim razie tylko ta jedna postać jest dublowana? Zagłębiając się dalej w symbolikę opery, wszystko staje się jeszcze dziwniejsze. Jeden z bohaterów – Gurnmenz – przedstawiony został jako bibliotekarz. Polegało to na tym, że jego strój posiadał kaptur, do którego kilka razy w ciągu całego spektaklu ktoś podchodził, wkładał książki i zapinał go – aluzja aż zbyt dosadna. Kundry, która w drugim akcie kusi Parsifala, ma swoje odbicie lustrzane – twórcy zastosowali taki zabieg, w którym artystka śpiewająca partie Kundry stała na scenie (oczywiście śpiewając), a jej lustrzanym odbiciem była młoda tancerka kusząca Parsifala – co wypadło bardziej komicznie niż zmysłowo. Najbardziej niezrozumiała i czasem pozbawiona sensu była symbolika związana właśnie z Kundry – w czasie całej opery jej odbicie lustrzane wnosiło na scenę dziwne przedmioty, których sens i znaczenie bardzo trudno było odkryć. Dla przykładu: Kundry wniosła na scenę coś, co wyglądało jak ludzki płód, który dźgała nożem, rozkładała coś, na kształt krzyża i ubierała go w marynarkę – zrozumieć to mogli chyba tylko sami twórcy idei. W sposób równie dziwny pokazana została śmierć łabędzia – baletnica weszła na scenę i po prostu zabrała z niej sztucznego ptaka schodząc tanecznym krokiem.

parsifalFotZALEWSKA-12d

Fot. Katarzyna Zalewska/www.opera.poznan.pl

Pomijając całą otoczkę niezrozumiałej symboliki, „Parsifal” w wykonaniu Hotelu Pro Forma to niesamowity spektakl świateł, które na scenie odgrywały bardzo ważną rolę i uzupełniały partie śpiewane. Sceny śpiewu grupowego pozytywnie zaskakują widza swoją monumentalnością i rozmachem. Jednak uwspółcześnienie tej opery nie wpłynęło na odbiór korzystnie, co niewątpliwie przyćmiło inne aspekty spektaklu.

Daria DREJZA