Partie są wszystkim

Są ludzie, którzy chcą uprawiać politykę bez polityki i wybory bez wyborów. Nie ma parlamentu bez partii politycznych, a tych bez silnego przywództwa. Jak po raz kolejny słyszę lament, że partie mają wodzowski charakter, to niby jaki mają mieć? Przywództwo ma być rozmamłane i rotacyjne? Takie partie są na wysypiskach śmieci, a nie w parlamencie. Polskie partie polityczne są takie jak wszędzie, ani lepsze, ani gorsze (…).

Powyższy cytat pochodzi z nie tak dawno wydanej „Anatomii siły”, wywiadu-rzeki z byłym premierem Leszkiem Millerem przeprowadzonego przez Roberta Krasowskiego. Dlaczego akurat ten fragment podaję na początek tego artykułu? Dlatego, że doskonale wyjaśnia on jedno z najistotniejszych praw polityki, które można sprowadzić do krótkiego sformułowania „nie ma polityki bez partii”.


Od komórki do smartfona

Leszek Miller, jak dobrze pamiętamy, nie odznaczył się we współczesnej historii jako mąż stanu, mimo to w dziejach III RP ustanowił poważną cezurę a mianowicie zakończył „erę politycznych mięczaków”. Przez pierwsze lata wolnej Polski mieliśmy mnóstwo małych partii politycznych, które – powiedzmy sobie wprost – były głównie pospolitymi ruszeniami. Miller poszedł krok dalej. Dokonał przemiany swojego pospolitego ruszenia w pierwszą potężną machinę polityczną, jaką było SLD. W późniejszym okresie twór uległ licznym i dotkliwym, także dla jego twórcy, awariom. BMW stało się Fiatem, jednak „dał nam przykład Leszek Miller, jak zwyciężać mamy”. Dał ten przykład Donaldowi Tuskowi i Jarosławowi Kaczyńskiemu. Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość to udoskonalone kopie dzieła Leszka Millera. Do zwykłego telefonu komórkowego dodano nowe bajery i tak powstał smartfon.

Jedna armia, jeden generał, wiele spraw

Na czym ten wielki sukces polegał? Między innymi na tym, że pojawił się wódz. Supermachina polityczna nie mogła działać jak Akcja Wyborcza Solidarność, w której bez przerwy Marian Krzaklewski musiał biegać za każdym szefem tworzącego wówczas AWS podmiotu. Nie mogła też być ugrupowaniem jednego środowiska jak Unia Wolności. Wielu powie, że tak jednak nie może być. Nikt nie mówi, że musi, ale proszę mi wierzyć, lepszej drogi nie ma. Armia, która chce zwyciężać musi być dowodzona przez generała, a nie przez grupę pułkowników. Nie można tracić czasu na oficera z wybujałym ego, jeśli nie ma on pod sobą wiernych żołnierzy.

Białe plamy na czarnych tłach

Swoją drogą, chcący uprawiać “politykę bez polityki” i próbujący walczyć z ową prawidłowością, paradoksalnie stają się od niej coraz bardziej zależni. Najbardziej świeże przykłady Jarosława Gowina i Ryszarda Kalisza powinny być dla takich outsiderów przestrogą. Obaj, będąc w partiach, na przekór im, stali się politycznymi gwiazdami. Gowin i Kalisz byli białymi plamami na czarnych tłach. Gdy na owe tła odwracało się wzrok oni jako piersi wpadali w oczy. Jednak w momencie, gdy białe plamy trafiły na białe tło wówczas wykrycie ich zaczęło wymagać większego wysiłku.

Słówko dla idealistów

Ten tekst nie powstał po to, aby kogoś dołować w niechęci do partii, a co za tym idzie do samej polityki. Powstał w celach czysto edukacyjnych, zwłaszcza dla „bardziej ambitnych”. Dobra rada dla tych, którzy chcą odnieść polityczny sukces, ale bardziej nawet do idealistów z prawdziwego zdarzenia chcących zmieniać świat na lepszy – nie próbujcie niszczyć systemu od zewnątrz, bo w ten sposób nic mu nie robicie. Stańcie się jego elementami i jak huba na konarze drzewa bierzcie go od środka. Bądźcie Piłsudzkim, czy de Gaulle’m, a nie gwiazdą, której – gdy gdzieś spadnie – nikt później na niebie nie zobaczy.

Mikołaj STANEK

Dodaj komentarz