Teatr – Ostatni Bastion

Czy współcześnie istnieją jakieś formy sztuki broniące się przed komercjalizacją? Jakie są argumenty przemawiające “za” teatrem jako formą sztuki skierowaną do młodego widza i co jest jego największa zaleta?

W dobie komputeryzacji otaczającego nas świata, coraz częściej przenosimy życie na nasze komputery, telefony, tablety. Młodzi ludzie coraz częściej wolą korzystać z kas samoobsługowych, „bo po co mamy stać w kolejce do pani Kasi, która często jest niemiła?”. Płacimy kartą – przecież łatwiej jest przyłożyć plastik i czekać na zbawienny komunikat: „Transakcja zaakceptowana”, niż szukać drobnych w kieszeni. Zeszyty zostają zastąpione przez tablety. Powoli relację międzyludzkie zamieniają się w internetowe znajomości, gdyż wysłanie sms kosztuje nas mniej niż spotkanie się z drugą osobą. Każda sfera naszego życia spotyka się z pozornym ułatwieniem, które zresztą ma ogromną rzeszę fanów. Kiedy fala ta dociera jednak do najbardziej indywidualnych w odbiorze wartości, do sztuki, zaczyna być niebezpieczna. Każdy z nas zanim kupi płytę nie słucha jej w radiu, a przeszukuje youtube. Filmy coraz częściej zastępowane są przez seriale, które można obejrzeć w sieci. Całe nasze życie zaczyna zmierzać w kierunku tego, co wygodne i ogólnodostępne. Mało kto jeszcze pamięta czasy, kiedy na płytę ulubionego zespołu trzeba było zbierać pieniądze przez miesiąc, nie wspominając już o wyrzeczeniach związanych z koncertem. Czy jednak istnieją jakieś formy, które bronią się przed falą wszechogarniającego upowszechnienia? Tak! Bez wątpienia jedną z nich jest teatr.

Teatr? To nie dla mnie

Właśnie. Młodym ludziom teatr często kojarzy się z czymś archaicznym, pozbawionym efektownych wybuchów, filmowych pościgów, zaawansowanej techniki. Zwykły odbiorca, nie mający na co dzień styczności ze sztuką, jaką jest spektakl teatralny, przy pierwszym kontakcie z nią nie zobaczy niczego szczególnego. W jego odbiorze teatr może być tylko grą paru nieznanych aktorów, scenografii, całkowicie pozbawionej jakichkolwiek walorów, a całość negatywnych spostrzeżeń pogłębiać będzie czarna otchłań sceny. Innymi słowy – nic szczególnego. Tak powiedzą sceptycy teatru i rzeczywiście coś w tym jest. Teatr ma zmuszać widza do myślenia, wymagać od niego użycia wyobraźni. Żąda zastanowienia się nad sztuką i wyciągnięcia wniosków, posługując się przy tym radykalnymi środkami.

Aktor  i widz – fundamenty wielkiego teatru

Pomimo wszystkich kontrargumentów dla tej formy sztuki, to właśnie rola „Aktora” stanowi o wyższości spektaklu nad seansem. Aktor i jego emocje, które mają w swoim założeniu oddziaływać na widza, nie zostają zastąpione przez żadną technikę. Bezpośredniość tego, co chce przekazać za pomocą swojego ciała i głosu ma większy wydźwięk, gdy widzimy go na żywo, w realnym czasie i w realnym miejscu. Każdy jego ruch, każda głoska staje się dla nas spójną całością. Ten oto człowiek, zmusza nas do wyobrażenia sobie całej sytuacji stworzenia czegoś kompletnie różnego od tego, co dzieje się w głowie naszego sąsiada. Emocje zaczynają wręcz wylewać się ze sceny i uderzają w widza ogromną falą, która zmusza do empatii. Wydźwięk banalnego tła zmienia się diametralnie, kiedy kilkanaście osób na sali widzi swój własny świat, swoje miejsce. Mimowolnie, w jednym momencie stajemy się członkami tego, co dzieje się na scenie. Jednak to do nas należy wybór jak zakończy się dzieło, do jakich wniosków dojdziemy i jaka będzie nasza interpretacja. Do nas należy decyzja, jakiekolwiek ramy, niestworzone przez nas samych przestają istnieć. Teatr nie tylko staje się dla nas czystą formą rozrywki, ale umożliwia przeciętnemu człowiekowi, który wchodzi na salę, stanie się współtwórcą całego performencu. Teatr nie może pozwolić sobie, w przeciwieństwie do filmu, na nieliczenie się z widzem. Na pierwszym miejscu stawiany jest właśnie widz. To on tworzy sens całej sztuki i całego spektaklu, a jego reakcja jest wyznacznikiem powodzenia lub porażki. Widz w teatrze jest wartością nadrzędną.

Jak sztuka to przez wielkie „S”

Taka forma sztuki jest powszechnie potrzebna. Umożliwia ona nam zastanowienie się nad samym sobą przez pryzmat naszych uczuć. Wyzwala w nas emocje, które często zaskakują nas samych. Przez proces ten kształtuje nas i zmienia. Wniosek więc jest prosty – musimy znaleźć czas na sztukę. I to nie taką, która jest banalna, wyłącznie przyjemna, komercyjna, ale na taką, która nas zadziwi i zostawi małą cząstkę w naszej duszy. Liczba przeczytanych książek, zwiedzonych miejsc, obejrzanych spektakli, przesłuchanej muzyki ukształtują lub może raczej zachowają w nas człowieka.
Mateusz IWIŃSKI