Katar arabskiego świata

http://www.inquisitr.com

Poniedziałkowym porankiem wstrząsnęła nagła wiadomość: Arabia Saudyjska zrywa stosunki dyplomatyczne z Katarem. Na podobny ruch zdecydowały się równocześnie inne państwa: Bahrajn, Egipt, Jemen, a także Zjednoczone Emiraty Arabskie. Do ich grona dołączyły również Libia oraz Malediwy. Czy ten incydent staje się nowym rozdziałem konfliktu w rejonie Półwyspu Arabskiego?

Tego nie spodziewał się prawie nikt: Katar, bogate w surowce naturalne państwo na Bliskim Wschodzie, jeden z członków koalicji zwalczającej tzw. Państwo Islamskie, znalazło się nagle w samym centrum kryzysu dyplomatycznego. Główne zarzuty, wysnuwane przez jego sąsiadów, dotyczą wspierania i finansowania terroryzmu, w tym Bractwa Muzułmańskiego, choć Bahrajn zarzuca Katarowi również ingerencję w wewnętrzne sprawy państwowe.

Efekt domina

Bezpośrednią przyczyną takiej decyzji miały być komentarze emira Kataru m.in. na temat Iranu, Izraela, a także Arabii Saudyjskiej, wyemitowane za pośrednictwem Katarskiej Agencji Informacyjnej, co uważa się za efekt działalności hakerów. Oprócz wydalenia katarskich dyplomatów Katar został wykluczony z koalicji walczącej z radykałami w Jemenie. Nie są to jednak jedyne bezpośrednie skutki kryzysu. Konsekwencje tego stanu rzeczy dość mocno odbijają się jednak nie tylko na wzajemnych relacjach, lecz także na sytuacji gospodarczej. Cena baryłki ropy na nowojorskiej giełdzie wzrosła o 1,6 procenta, po raz pierwszy od dłuższego czasu. Również katarskie linie lotnicze, z powodu blokady granicy, dysponują ograniczoną możliwością realizacji lotów. Pasażerowie muszą liczyć się z różnymi niedogodnościami: m.in. opóźnieniami lotów, czy wydłużeniem istniejących tras. Sprawa jest rozwojowa, więc ujawnienie kolejnych skutków wydaje się być kwestią czasu.

Winni hakerzy?

Wątek hakerski skłonił niektóre instytucje do szukania winnych zamieszania. Niedługo po całym zajściu głos zabrało amerykańskie CIA, oskarżając o jego wywołanie rosyjskich hakerów. Śledczy są zdania, że działanie to było obliczone na spowodowanie destabilizacji Bliskiego Wschodu, a co się z tym wiąże – z umocnieniem strategicznej pozycji Rosji. Rewelacje te zdementował rzecznik rządu Dmitrij Pieskow, stanowczo określając je jako kolejne kłamstwo i zapewniając, że Federacja Rosyjska nie ingeruje w wewnętrzne sprawy innych państw. Wiceszef komisji spraw zagranicznych Rosji Władimir Dżabarow określił incydent jako próbę wywołania konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją. Faktem jest, że oskarżenia pod adresem Rosji nie są niczym nowym w tych relacjach. Wcześniej sugerowano, jakoby rosyjscy hakerzy mieli wpływać na wybory prezydenckie w USA, a następnie we Francji. Niektóre źródła przypisują Rosji próbę wpływu na ukraińskie systemy energetyki, a także próbę przejęcia sieci komputerowej Reichstagu.

Co będzie dalej?

Mimo że ogólna sytuacja na Bliskim Wschodzie jest daleka od normalności, w interesie większości państw wydaje się być względny spokój. Konsekwencje nawarstwienia się kilku problemów w relacjach międzypaństwowych staną się widoczne w ciągu niedługiego czasu,    o ile kryzys nie zostanie zażegnany z inicjatywy stron trzecich. Być może w rozwiązanie konfliktu zaangażują się Stany Zjednoczone, dla których Arabia Saudyjska – główny inicjator zerwania stosunków – jest jednym z głównych sojuszników. Warto dodać, że na terenie Kataru umiejscowiona jest strategiczna baza USA, a więc trwające zawirowania mogą negatywnie odbić się również na pozycji tego mocarstwa w regionie. Podczas gdy przedstawiciele Kataru kategorycznie odrzucają możliwość rewizji prowadzonej polityki zagranicznej, parlament turecki, chcąc zażegnać konflikt, zdecydował o wysłaniu sił wojskowych do Kataru, wyrażając tym samym poparcie dla tego kraju. W Katarze toczą się również rozmowy z Iranem i Turcją na temat zapewnienia racji żywnościowych. Jak potoczą się losy ujawnionego w poniedziałek, toczącego się dotąd w ukryciu, konfliktu? Czy kichnięcie przerodzi się w katar i – metaforycznie ujmując – chorobę, czy może uda się jej zawczasu zaradzić i uzyskać status quo? Przekonamy się już wkrótce.

Weronika MIKSZA