NIESZCZELNA NIE TYLKO BRAMKA

 

Foto: PAP/Wojciech Pacewicz, Dawid Kownacki w pojedynku z Filipem Dagerstalem w meczu Polska – Szwecja

Negatywnie zaskakują brakiem taktyki, nieprzygotowaniem do wielkiej imprezy oraz zagubieniem na boisku! O kim mowa? O reprezentacji Polski U-21 w piłkę nożną. Po obejrzeniu meczu ze Słowacją kibice na stadionie i przed telewizorami zapewne łapali się za głowę. Mecz ze Szwedami pokazał, że reprezentacja ma więcej szczęścia niż umiejętności. To przykre, ale prawdziwe.

 Podczas pierwszego spotkania od początku wydawało się, że ugramy dużo. W pierwszej minucie bowiem bramkę zdobył Lipski. Gol zapisał się w historii, bo na tej imprezie był pierwszy. Później jednak wszystko zaczęło się diametralnie zmieniać. Słowacy pokazali się z bardzo dobrej strony – to jedno, ale Polacy nie zrobili wiele, by wygrać ten mecz. Nie można oczywiście uogólniać, bo tacy zawodnicy, jak np. Lipski, Stępiński czy Moneta, który wszedł za Kapustkę, grali dobrze. Do zwycięstwa jednak potrzeba jedenastu przygotowanych, grających z głową zawodników, podobnie jak do tanga trzeba dwojga, bo solo ani rusz. Wspomniany wcześniej Kapustka również nie pokazał się z najlepszej strony. Na pewno oczekiwano od niego więcej, zważając na fakt, iż rozegrał kilka meczów u boku Roberta Lewandowskiego czy Jakuba Błaszczykowskiego. Doznał urazu stawu skokowego i został zmieniony.

Z bardzo złej strony pokazał się przede wszystkim bramkarz – Wrąbel. Dwa razy wpuścił do bramki piłkę, ponadto niezbyt dobrze się ustawiał, a kilkakrotnie od ponownego wyciągania piłki z siatki uratowały go poprzeczka i słupki oraz koledzy z drużyny.

Więcej można było wymagać również od Karola Linetty’ego. On jednak nie grał najgorzej. Nie zaliczył wielu strat, grał rozsądnie. Niestety nie ośmielił się grać odważniej, ale nie miał też u boku starszych, doświadczonych kolegów. A może gdyby postawił wszystko na jedną kartę, coś by z tego wyszło… Mecz przegraliśmy 1:2. Słowacja – przeciwnik, wydawałoby się łatwy do pokonania, ograł nas na naszym terenie.

 Drugi mecz – ze Szwecją – zremisowany. Pierwszą bramkę zdobyliśmy my, a konkretnie Łukasz Moneta. Już od jego debiutu na ME U-21 widać było, że chłopak chce grać i tym razem było mu to dane od pierwszego gwizdka. Do wyrównania doszło po 30 minutach, po serii błędów. W kolejnych minutach gra nie wyglądała najlepiej, aczkolwiek pewniej niż w meczu ze Słowakami. Jedyny problem – dziury w obronie. Po 5 minutach Szwedzi zdobyli kolejnego gola. Tym razem po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Druga połowa w wykonaniu naszej reprezentacji wyglądała tak, jakbyśmy upadli na kolana i nie mogli z nich wstać, mimo szczerych chęci. Były próby dośrodkowań, sytuacje sam na sam z bramkarzem, lecz nic z tego nie wyszło. W końcówce meczu Polacy przebudzili się i próbowali strzałów, zawsze jednak górą był golkiper rywali. Dopisało nam szczęście. Wywalczony rzut karny Kownacki szybko zamienił na remis i taki wynik utrzymał się już do końca. Oczywiście nie jest on satysfakcjonujący, ale mogło być gorzej. Mogła to być druga przegrana z rzędu, druga na dwa mecze…

 Z przykrością trzeba stwierdzić, że drużyna Dorny nie wygląda na boisku dobrze. Jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie przyjąć do wiadomości, że reprezentacja Polski U-21 brała udział w ME tylko ze względu na to, że była gospodarzem, bo swoją grą raczej nie wywalczyłaby sobie na tej imprezie miejsca. Myślę, że głównym powodem takiego układu spraw jest brak ogrania. W swoich klubach często siedzą na ławkach rezerwowych. Również wzajemne niezrozumienie, tak wyraźnie widoczne na murawie, zdecydowało o wynikach obu meczów. Trener powinien więc wprowadzić większą dyscyplinę. Jeżeli gra będzie dalej tak wyglądać, to po zakończeniu kariery czołowych piłkarzy starszej reprezentacji, w Polsce znowu będzie długa przerwa w dobrej grze reprezentacyjnej. Przede wszystkim trzeba szkolić młodych! Z takim hasłem na ustach powinni chodzić działacze PZPN, bo wśród dzieciaków jest mnóstwo dobrych piłkarzy, ale najzwyczajniej z tego wyrastają, bo nie trenują…

AGNIESZKA MALCZEWSKA

Dodaj komentarz