WOJNA CZY POKÓJ?

Konflikt zbrojny, który rozpętał się na terenach wschodniej Ukrainy w kwietniu 2014 roku, przez dłuższy czas zajmował czołówki europejskich mediów. Mało kto przypuszczał, że odsunięcie w czasie podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, przez wykazującego tendencje prorosyjskie Wiktora Janukowycza, doprowadzi do ziszczenia się wojennego scenariusza. Od czasu podpisania protokołu o zawieszeniu broni we wrześniu 2014, temat wojny na Ukrainie wyraźnie przycichł. Czy to oznacza, że możemy mówić o końcu wojny? Niezupełnie.

 

Doniesienia ostatnich miesięcy wskazują na to, że rozejm był jedynie myśleniem życzeniowym. Świadczą o tym m.in. słowa koordynatora akcji humanitarnej „Papież dla Ukrainy”, bpa Jana Sobiły, który określa sytuację miejscowej ludności jako bardzo trudną. Nie ustają próby opuszczania ogarniętych walkami terenów z powodu trwających ostrzałów, a rannych i zabitych wciąż przybywa. Według danych z połowy sierpnia br. od początku wojny życie straciło łącznie ponad 10 tysięcy ludzi; wiele wskazuje jednak na to, że szacunki te są mocno zaniżone. Liczba ta ponadto nie uwzględnia 25 tysięcy rannych, ani blisko dwóch milionów ludzi, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów.

 

Niestety, wprawny poszukiwacz dość łatwo znajdzie informacje wskazujące na eskalację konfliktu. Tylko w ciągu ostatniej doby doszło do 18 ataków na ukraińskie pozycje, w których zginął jeden żołnierz. Również w sobotę doszło do nieudanej próby zabójstwa ministra skarbu samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL) Aleksandra Timofiejewa, w której poszkodowanych zostało siedem innych osób. Te fragmenty najnowszych wieści pokazują, że cisza panująca w mediach głównego nurtu jest tylko chwilowym wypchnięciem tematu z agendy i nie odzwierciedla trudnej rzeczywistości, z jaką muszą mierzyć się mieszkańcy wschodniej Ukrainy – szczególnie obwodu donieckiego i ługańskiego.

 

Przed kilkoma tygodniami na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ wypowiadał się prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Wystosował on apel o przysłanie na sporne tereny sił pokojowych z misją techniczną, argumentując to pogarszającą się sytuacją ludności cywilnej w Donbasie i powołując się na udział ukraińskich sił w misjach pokojowych w innych krajach. Nie zabrakło w nim odniesień do rosyjskich działań w Syrii, ani statutowej działalności Organizacji Narodów Zjednoczonych. Na odpowiedź Rosji nie trzeba było długo czekać; proponuje ona półroczną misję, pod warunkiem uprzedniej demilitaryzacji spornego obszaru. O ostatecznych ustaleniach z pewnością usłyszymy niebawem.

 

To co w tym kontekście jest szczególnie warte podkreślenia, to ciągła zmiana sytuacji. Z ostatnich doniesień prasowych wynika, że Unia Europejska rozważa zakaz lądowań na lotniskach Zaporoża, Charkowa oraz Dniepru, mimo że miasta te leżą w znacznej odległości od ogarniętego walkami terenu. Świadczy to o wysokim ryzyku eskalacji konfliktu i coraz szerzej zakrojonych działaniach, zmierzających do wywarcia nacisku na obie strony. Pewne jest, że sytuacja żadnej ze stron nie jest godna pozazdroszczenia, a rozejm tylko chwilowo uspokoił mocno zaognioną sytuację. Czy ONZ zdecyduje się na bardziej stanowcze niż do tej pory kroki? Cokolwiek się nie stanie – ludzie nadal będą cierpieć, a raz ustalony układ sił może otworzyć drogę do kolejnych rewizji granic przez wpływową Rosję. Chciałabym być złym prorokiem, jednak historia lubi się powtarzać…

 

Weronika MIKSZA