Rok z królową sportu

Rok 2017 w lekkoatletyce upłynął głównie pod znakiem mistrzostw świata w Londynie, ale to wcale nie oznacza braku sportowych emocji – wręcz przeciwnie. Sprawdźcie, co elektryzowało lekkoatletycznych fanów w tym roku.

Zdecydowanie najgłośniej było o pożegnaniu Usaina Bolta z królową sportu, czyli lekkoatletyką. Najszybszy człowiek świata zakończył więcej niż udaną karierę i na zawsze rozstał się z bieżnią, pozostawiając po sobie tylko dobre wspomnienia. Nic dziwnego, zważywszy na fakt, że Jamajczyk przez długie lata cieszył oczy kibiców, ustanawiając kolejne rekordy i zostając multimedalistą największych sportowych imprez. Najczęściej stawał na najwyższym stopniu podium, bo aż jedenastokrotnie na mistrzostwach świata i trzykrotnie na igrzyskach olimpijskich. Rekordzista świata pożegnał się z bieganiem w najgorszy możliwy sposób, bo kontuzją, która uniemożliwiła mu dokończenie finałowej rywalizacji w sztafecie 4×100 metrów. Na swoim koronnym dystansie 100 metrów również nie udało mu się obronić tytułu mistrza świata, ale nie zmienia to faktu, że odchodzi ze sportu jako niekwestionowany król lekkoatletyki i ulubieniec kibiców, a jego rekordy jeszcze przez długi czas mogą okazać się niepokonane. Stadion, na którym wielokrotnie zdobywał złote medale, opuścił żegnany aplauzem i… z kawałkiem bieżni podarowanym mu przez organizatorów. Jamajczyk nie usuwa się jednak w cień. Zapowiedział, że już w nadchodzącym roku chce spróbować swoich sił jako piłkarz.

Mistrzostwa niespodzianek

16. Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce przyniosły wiele nieoczekiwanych rezultatów. Niemile mogą je wspominać mistrzowie olimpijscy jak Usain Bolt czy jego rodaczka Elaine Thompson. Jamajczyk z bieganiem pożegnał się jedynie brązowym medalem, a do tego musiał uznać wyższość Amerykanina Justina Gatlina oraz młodziutkiego Christiana Colemana. Kibicom nie spodobał się taki rozwój wydarzeń i w efekcie wygwizdali nowego mistrza, którego wcześniej dwukrotnie przyłapano na stosowaniu dopingu. To wyraźnie nie spodobało się Boltowi, któremu Gatlin oddał hołd. Natomiast Elaine Thompson – typowana na faworytkę biegu na 100 metrów – sensacyjnie przegrała, plasując się na dalekiej piątej pozycji. Po złoto sięgnęła Amerykanka Torie Bowie, która wyprzedziła Iworyjkę Marię Josée Ta Lou o zaledwie jedną setną sekundy. Oczekiwaniom nie sprostał także genialny Brytyjczyk Mohamed Farah, którzy wprawdzie powtórzył swój wyczyn z Rio de Janeiro na dystansie 10 000 metrów, ale już 5000 metrów zdecydowanie należało do Etiopczyka Edrisa. Pojawiły się jednak wątpliwości, czy w przypadku pierwszego z biegów Mo nie powinien zostać zdyskwalifikowany za wyjście poza bieżnię, czego nie dopatrzyli się sędziowie. To jednak nie przeszkodziło kibicom w zgotowaniu mu owacji na stojąco na zakończenie jego owocnej kariery. Południowoafrykańczycy dużą nadzieję pokładali w swoim rodaku Wayde van Niekerku – faworycie biegu na 200 metrów. Ostatecznie rekordzista świata niespodziewanie dał się pokonać azerskiemu sprinterowi Ramilowi Quliyevowi reprezentującemu barwy Turcji. Sam van Niekerk sezon zakończył nękany kontuzjami.

Z kolei polscy kibice nie mają na co narzekać. Nasza drużyna zakończyła mistrzostwa świata
w Londynie na wysokim ósmym miejscu w klasyfikacji medalowej z ośmioma krążkami, choć mało kto liczył na tak duży sukces. Z kolei w klasyfikacji punktowej Polacy uplasowali się aż cztery oczka wyżej, przegrywając tylko z niedoścignionymi Stanami Zjednoczonymi, Kenią i Wielką Brytanią. Jak zawsze nie zawiodła Anita Włodarczyk, która tym razem nie ustanowiła rekordu świata, ale wygrała z bólem. Kontuzja nie przeszkodziła jej w pozostawieniu konkurencji daleko za swoimi plecami. Niespodziankę sprawiła Malwina Koproń, która dorzuciła brąz. 79,81 metra Pawła Fajdka w rzucie młotem wystarczyło na zdobycie złota. Podobnie jak u pań, w kategorii mężczyzn brąz przypadł Wojciechowi Nowickiemu. Kamila Lićwinko stała się pierwszą Polką, która wywalczyła medal w skoku wzwyż – centymetr poniżej dwóch metrów dał jej brąz. Piotr Lisek sięgnął po wicemistrzostwo świata, a także ustanowił rekord kraju – na początku roku jako pierwszy z „biało-czerwonych” przekroczył granicę sześciu metrów w skoku o tyczce. Największym zaskoczeniem było wywalczenie brązu w sztafecie kobiet 4×400 metrów. Aleksandra Gaworska, Iga Baumgart, Małgorzata Hołub oraz Justyna Święty do finału zakwalifikowały się z szóstym czasem, ale już w finale pobiegły szybciej. Srebro z kolei wybiegał Adam Kszczot. Halowe mistrzostwa Europy w stolicy Serbii w wykonaniu naszej drużyny miały się równie dobrze, o ile nie lepiej. Tam nie mieliśmy sobie równych, plasując się na szczycie klasyfikacji medalowej i punktowej.

Ci, którzy liczyli na oszałamiające rezultaty, mogą czuć się rozczarowani. Mistrzostwa nie owocowały w rekordy świata. Ustanowiono tylko jeden historyczny wynik – Inês Henriques wygrała pierwszą w historii lekkoatletycznych mistrzostw świata rywalizację w chodzie na 50 kilometrów kobiet. Portugalka uzyskała czas 4:05.56 i tym samym pobiła o półtorej minuty należący do niej samej poprzedni rekord.

Czerwona kartka dla Rosji

To były też pierwsze mistrzostwa świata bez Rosji. Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) zdyskwalifikowało Rosję z zawodów z powodu wykrycia w kraju systemu dopingowego, w który zaangażowane było nawet tamtejsze ministerstwo sportu. Wykluczenie, trwające od jesieni 2015 roku, podtrzymano ze względu na to, że wiele warunków postawionych przez IAAF wciąż nie zostało spełnionych przez rosyjski związek lekkoatletyczny. Do startu dopuszczono 19 rosyjskich sportowców, ale pod flagą neutralną. W Londynie wystartowali tylko ci zawodnicy, którzy nie zostali przyłapani na stosowaniu nielegalnych środków oraz otrzymali indywidualną zgodę IAAF. Autoryzowani lekkoatleci neutralni zdobyli łącznie sześć medali, w tym jeden złoty w skoku wzwyż. Marija Lasickienė – bardziej znana jako Marija Kuczina – wysłuchała hymnu Międzynarodowego Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych, co miało miejsce pierwszy raz w historii zawodów. Pomimo wykluczenia Rosji, na mistrzostwach świata wykryto trzy przypadki dopingu, jednak żaden nie dotyczył medalistów.

O swoją przyszłość może obawiać się także Caster Semenya. IAAF przedstawiło wyniki badań, które najprawdopodobniej zmuszą Południowoafrykankę i inne zawodniczki z podwyższonym poziomem testosteronu do poddania się ponownej terapii hormonalnej. Według badań, którym poddane zostały 1332 lekkoatletki biorące udział w 21 dyscyplinach sportowych podczas mistrzostw świata w 2011 oraz 2013 roku, podwyższony poziom testosteronu jednoznacznie wpływa na osiąganie lepszych wyników. W przypadku biegów na 800 metrów, w których udział bierze Semenya, przewaga nad konkurentkami wynosi nawet 1,8 procent, co na profesjonalnym poziomie stanowi dużą różnicę. Ostateczna decyzja wciąż nie jest znana.

Sukces innych zawodów

Tradycyjnie także i w tym roku odbył się już ósmy Memoriał Kamili Skolimowskiej. Choć młociarka zmarła osiem lat temu, pamięć o niej wciąż przyciąga gwiazdy lekkoatletyczne do Polski. Czwarty raz z rzędu impreza odbyła się na specjalnie przystosowanym do przeprowadzenia zawodów Stadionie Narodowym w Warszawie. Nie mogło zabraknąć Anity Włodarczyk czy Pawła Fajdka, ale oprócz nich kibice mogli oglądać jeszcze 11 innych medalistów z Londynu. Na trybunach zasiadło około 35 tysięcy widzów. Również tegoroczna Diamentowa Liga zakończyła się sukcesem. Ósma edycja prestiżowej imprezy tym razem rozpoczęła się w stolicy Kataru, a finiszowała w Brukseli. Jak podało IAAF, rywalizacje najlepszych lekkoatletów świata śledziło 282 miliony widzów z 161 krajów świata. Niestety w tym roku żadnemu z Polaków nie udało się zdobyć diamentowego trofeum.

Rok 2017 to przede wszystkim rok udanych startów Polaków. Pozostaje mieć nadzieję, że następny będzie równie dobry i potwierdzi, że to, co się wydarzyło, nie jest przypadkiem, a Polska rzeczywiście jest lekkoatletyczną potęgą.

Paulina PSZCZÓŁKOWSKA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.