
Choć obecna kampania europejskich rozgrywek wciąż znajduje się w początkowej fazie, to rzesze kibiców już zastanawiają się, jaką decyzję odnośnie do swojej przyszłości podejmie Robert Lewandowski. Jego kontrakt z FC Barceloną wygasa bowiem wraz z czerwcem 2026 roku, a to oznacza, że przed polskim snajperem zdecydowanie gorący okres.
Po wygaśnięciu umowy, na mocy której reprezentant Polski zarabia 21 milionów euro rocznie, Lewandowski oficjalnie stanie się wolnym zawodnikiem, lecz o utrzymanie tego statusu raczej nie musi się martwić. Są bowiem spore szanse, że przed tą datą „Lewy” albo znajdzie sobie nowy klub, albo… zostanie w FC Barcelonie.
Istnieją całkiem poważne przesłanki co do tego, że umowa pomiędzy snajperem a klubem ze stolicy Katalonii zostanie przedłużona. Po pierwsze, zespół prowadzony przez Hansiego Flicka nie ma zbyt dużego pola manewru, jeśli chodzi o szerokość kadry, co powoduje, że FC Barcelona zwyczajnie nie „wyhodowała” sobie następcy Polaka. Obecnie jedyną opcją rotacji za Lewandowskiego jest będący w słabej formie Ferran Torres, a mając na względzie finansową kondycję klubu, na wielki transfer do Barcelony pokroju Erlinga Haalanda czy choćby Juliana Alvareza raczej nie ma co liczyć.
Ponadto zatrzymanie „Lewego” w słonecznej Katalonii byłoby w smak Hansiemu Flickowi, który jak żaden inny trener zna polskiego napastnika i wyciska z niego maksimum umiejętności. O tym fakcie najlepiej świadczą liczby, ponieważ pod wodzą niemieckiego szkoleniowca Polak sięgnął po triumf w Lidze Mistrzów, wygrał dwa mistrzostwa Niemiec oraz jedno mistrzostwo Hiszpanii. Indywidualnie również brylował – to właśnie mając Flicka za trenera Lewandowski w 2021 roku pobił słynny rekord Gerda Müllera, poprzez strzelenie 40 goli w jednym sezonie Bundesligi. Podczas pracy w Barcelonie polsko-niemiecki duet również działa kapitalnie, a Polak strzela gola za golem.
Jakie więc mogą być przeszkody na drodze do tego, aby Lewandowski na dłużej związał się z obecnym pracodawcą? Dwie główne z nich dotyczą ulubionych tematów rodaków „Lewego” przy świątecznym stole, czyli… pieniędzy i zdrowia. Wysoka pensja 37-latka jest bowiem sporym obciążeniem dla klubu, który tnie wydatki jak tylko może, a co roku zmaga się z kłopotem polegającym na zarejestrowaniu swoich piłkarzy w La Lidze. Lewandowski najpewniej musiałby zgodzić się więc na dość wyraźną obniżkę pensji, która na pewno nie byłaby szczytem jego marzeń. Poza tym snajper nie jest już najmłodszej daty, co powoduje wątpliwości w Katalonii dotyczące tego, czy w przyszłych sezonach dalej będzie on gwarantem przynajmniej 20 goli w sezonie, jak miało to miejsce do tej pory.
Amerykański lub arabski sen
Kolejnym możliwym, choć raczej najmniej prawdopodobnym wariantem przyszłości Roberta Lewandowskiego jest jego skok na ogromną kasę, jakim niewątpliwie byłyby przenosiny napastnika do któregoś z klubów wywodzących się ze Stanów Zjednoczonych lub Arabii Saudyjskiej. Wielu mogłoby stwierdzić, że przecież przez dotychczasową karierę Polak wystarczająco się dorobił, a większa suma na koncie to oderwana od rzeczywistości fanaberia. I właśnie w tym miejscu warto zajrzeć do ostatniej, nieautoryzowanej biografii o napastniku autorstwa Sebastiana Staszewskiego o tytule „Lewandowski. Prawdziwy”, w której „Lewy” otwarcie przyznaje, że czasami miewa myśli polegające na finansowym kataklizmie i utracie całego majątku. Przenosiny na koniec kariery do USA czy Arabii na pewno pozwoliłyby obecnemu zawodnikowi FC Barcelony jeszcze bardziej zabezpieczyć siebie i swoją rodzinę.
Jeśli Polak zdecydowałby się na któryś z egzotycznych kierunków, to raczej na Stany. Życie w Arabii Saudyjskiej byłoby bowiem bardzo uciążliwe, o czym w ostatnim czasie opowiadał choćby Paweł Dawidowicz. Obrońca reprezentacji Polski w „Kanale Sportowym” stwierdził, że w związku z panującymi ścisłymi regułami dotyczącymi życia codziennego, miał „zwyczajnie dość”.
Major League Soccer wydaje się więc bardziej przyjazna i ciekawsza medialnie – w końcu wszyscy widzimy, jak wielką gwiazdą za oceanem jest Leo Messi. W jego ślady mógłby pójść też Lewandowski, który po dołączeniu do Interu Miami na pewno, stałby się bohaterem lokalnych kibiców, a przede wszystkim otworzyłby tamtejszą ligę na rynek europejski. Poza tym jeżeli “Lewy” przeszedłby do któregoś z amerykańskich klubów, to trafiłby na dość sprawdzony grunt – w końcu karierę w USA kończyły już inne wielkie gwiazdy piłki nożnej – David Beckham (obecnie prezes wspomnianego Interu Miami), Andrea Pirlo, Steven Gerrard czy idol Polaka – Thierry Henry.
Wciąż pozostaje jednak pytanie, czy taki ruch nie byłby podjęty zbyt wcześnie. Lewandowski wciąż jest bowiem piłkarzem klasy europejskiej, który – tak się przynajmniej wydaje – jest w stanie pograć na najwyższym poziomie jeszcze przynajmniej przez dwa, a może nawet trzy sezony.
Ostatni europejski taniec?
Właśnie ten wariant kontynuowania kariery przez Lewandowskiego jednocześnie spędza sen z powiek wielu kibicom i jest ich marzeniem. Mowa bowiem o przenosinach Polaka do któregoś z innych gigantów Starego Kontynentu, gdzie miałby podobne zadanie do tego z początku przygody z FC Barceloną – czyli wniesienie nowej jakości przy jednoczesnym wprowadzeniu młodzieży do wielkiej piłki.
Za taką opcją mogłyby przemawiać dwa istotne argumenty. Pierwszy z nich dotyczy spróbowania czegoś nowego, zagrania w innej lidze – na przykład włoskiej, czy nawet angielskiej. Na przestrzeni lat Premier League na pewno chodziła Lewandowskiemu po głowie. Wiadomo , że wielokrotne podchody pod transfer urodzonego w podwarszawskim Lesznie piłkarza czyniła Chelsea, którą dziś śmiało można uznać za kontynentalną czołówkę. Wystarczy przecież wspomnieć ostatni wynik spotkania Ligi Mistrzów, w którym „The Blues” pokonali „Dumę Katalonii” aż 3:0.
Bardziej prawdopodobny wydawałby się jednak transfer do któregoś z włoskich klubów, który wciąż pozwoliłby rodzinie Lewandowskich i jemu samemu mieszkać w sprzyjających warunkach. Jednocześnie mógłby on spróbować dorównać Cristianowi Ronaldowi, który odnosił sukcesy w trzech z pięciu najlepszych lig świata, a dorównanie wielkiemu Portugalczykowi na pewno byłoby czymś, co wzniosłoby dziedzictwo Lewandowskiego na jeszcze wyższy poziom. Zgodnie z informacjami mediów z Półwyspu Apenińskiego (calciomercato.it) pierwsze starania o przekonanie do siebie Lewandowskiego poczynił AC Milan, nie ustają także plotki o zainteresowaniu Napoli, gdzie mógłby liczyć na wsparcie niesamowicie oddanych i kochających futbol kibiców.
Na razie wciąż nie można stwierdzić, na który wariant ostatecznie zdecyduje się reprezentant Biało-Czerwonych. Sam Lewandowski nie sprawia wrażenia niecierpliwego, w ostatniej rozmowie z TVP Sport stwierdził, że „jest jeszcze sporo czasu na podjęcie decyzji”. Natomiast jedno jest pewne – przed legendą polskiej piłki naprawdę trudna decyzja, która w dużej mierze zadecyduje o tym, jak zapamiętamy ostatnią prostą w jego karierze.
Mateusz Dukat
