Boże, słoneczne narodzenie.

Dzieło Gerarda van Honthorsta ​​/ Źródło: fot. Godot13 / Wikimedia commons

Wszyscy wiemy, że kościół katolicki obchodzi Boże Narodzenie 25 grudnia, upamiętniając symbolicznie narodziny Jezusa Chrystusa. Skąd jednak wzięła się ta data, a szerzej – cała  tradycja uwielbianych przez dzieci świąt? 

Boże Narodzenie nie było wcale hucznie obchodzone od samych początków chrześcijaństwa. W pierwszym wieku naszej ery wyznawcy Chrystusa nie przywiązywali dużej wagi do dnia własnych narodzin. Unikali oni świętowania urodzin nawet swoich dzieci. Korzenie zwyczaju świętowania narodzin bóstw są prastare, łączą się z pierwszymi formami ludzkiej religijności i wiarą w cykl życia i śmierci. W świecie rzymskim, w którym narodziło się chrześcijaństwo możemy prześledzić je na wielu przykładach.

Po śmierci Juliusza Cezara, w związku z jego kultem, obowiązkowe stało się składanie ofiar w dniu jego urodzin – w okolicach 12 lipca. Podobny los spotkał jego adoptowanego syna, Oktawiana Augusta. Praktyki te stosowano wobec późniejszych cesarzy, którzy również mieli szczęście zostać uwzględnieni w panteonie bóstw. 

Warto przenieść się do trzeciego wieku naszej ery i przyjrzeć się cesarzowi Heliogabalowi, Rzymianinowi pochodzącemu z terenów dzisiejszej Syrii. Przed objęciem godności cesarskiej pełnił funkcję kapłana boga Elagabala. Po objęciu władzy wyniósł go ponad innych czczonych ówcześnie bogów rzymskich. Próba reformy religijnej nie powiodła się, a bóg ze wschodniej prowincji został szybko zapomniany. Była to jednak sytuacja symptomatyczna dla zachodzących wtedy przemian społeczno-duchowych. 

W związku z kryzysem, który opanował Cesarstwo Rzymskie w trzecim wieku, na znaczeniu zaczęły zyskiwać nowe bóstwa, ich kulty szybko rozprzestrzeniały się po imperium. Były to przede wszystkim bóstwa silne, cieszące się jednowładztwem w ramach danego systemu religijnego. Zmęczeni ciągłą niepewnością losu ludzie zwracali się ku nim w nadziei na uzyskanie łask i zapewnienie sobie życia pośmiertnego. Dzięki temu nastąpił szybki rozwój nowych wierzeń, zarówno tych o niedługiej tradycji, takich jak chrześcijaństwo, jak i tych starszych – na przykład kultu Sol Invictus.

Było to bóstwo synkretyczne, połączenie greckiego Apollona, indoirańskiego Mitry, ale także wspomnianego już, pochodzącego z Syrii Elagabala. Dosłowna translacja łacińskiego imienia brzmi: Słońce Niezwyciężone, co daje dobre wyobrażenie o charakterze nowego boga. Mimo wyraźnego aspektu orientalnej, nie był on dla Rzymian zupełnie obcy, już wcześniej czcili oni bowiem różne wcielenia słońca.

Cesarz Aurelian, na pamiątkę zwycięstwa, którym miał go obdarzyć Sol Invictus, ustanowił igrzyska na jego cześć. Obchodzono je raz na cztery lata, zazwyczaj w trzecim tygodniu października. Za czasów Konstantyna dzień słońca, wypadający w niedzielę, ustanowiono dniem odpoczynku. Pokrywało się to z chrześcijańskim planem ułożenia tygodnia, wierzono bowiem, że tego dnia Jezus Chrystus zmartwychwstał. Co ciekawe, ślady tej rzymskiej tradycji przetrwały do dziś – w języku angielskim słowo Sunday oznacza właśnie „dzień słońca”

Kwestia datacji

Dzień narodzin Sol Invictus obchodzono 25 grudnia. Święto ponownych narodzin słońca łączono z przesileniem zimowym, które wypadało tego samego dnia. Podkreślało to wysoką pozycję bóstwa, bowiem jego narodziny łączono z elementem przełomu. Od tego dnia noc miała stawać się coraz krótsza, a dzień wydłużać. Trudno o lepszy czas na umiejscowienie urodzin bóstwa słońca. 

Ale dlaczego przesilenie zimowe przypadło na 25 grudnia? Obecnie przecież przypada ono przecież na 21 lub 22 dnia tego miesiąca. Wynika to z niewielkich różnic w kalendarzach stosowanych na przestrzeni dziejów. Rzymianie czasów Cesarstwa używali kalendarza juliańskiego, a dziś większość świata, w tym Polska, stosuje kalendarz gregoriański. Różne sposoby obliczania dni przyczyniły się do tego kilkudniowego przesunięcia. 

Koncepcja, według której Jezus Chrystus również miał się narodzić 25 grudnia, została najwcześniej zanotowana przez Hipolita Rzymskiego, chrześcijańskiego pisarza, żyjącego na przełomie II i III wieku. Uważał on, iż Jezus przyszedł na świat dziewięć miesięcy po dacie stworzenia świata, którą wyznaczał na 25 marca, czyli właśnie 25 grudnia. 

Kolejną wzmiankę na ten temat znajdujemy u niejakiego Filokalusa. Pisał on o bóstwie Sol Invictus jako tym, który miał narodzić się podczas przesilenia zimowego. Datuje narodziny Chrystusa na  rok pierwszy, osiem dni przed kalendami styczniowymi, a więc właśnie 25 grudnia. Jest to źródło późniejsze w stosunku do zachowanych tekstów Hipolita, jednak równie istotne. Pokazuje ono chronologię świąt religijnych w trakcie roku, co jest bardzo cenną informacją dla badaczy antycznych religii. Filokalus pisał również, że datacja narodzin Jezusa w okolicach przesilenia zimowego przyjęła się wśród jego wyznawców. Oczywiście, jak zawsze przy kształtowaniu się nowej wiary, element ten również stał się częścią sporów doktrynalnych. 

Trudno dziś powiedzieć, która religia jako pierwsza ustanowiła datę narodzin swego bóstwa w dzień przesilenia zimowego, a tym samym kto od kogo to rozwiązanie skopiował. Różni badacze wysuwają odmienne hipotezy. Niektórzy chcą widzieć prymat chrześcijaństwa, inni zaś twierdzą, że chrześcijanie byli jedynie naśladowcami, chcącymi świętować w przeznaczonym już do tego terminie. Możliwe również jest, że podobnie jak w przypadku świętowania niedziel, obie religie pokryły się przypadkiem, wynikającym z życia w tych samych realiach społecznych. 

Świętowanie 

Święta narodzin obydwu bóstw obchodzono zaskakująco podobnie. Zazwyczaj były to dni częściowo wolne od pracy, podczas których należało skupić się na przebłaganiu wyznawanego boga poprzez modły lub ofiary. Te drugie składano bóstwom, domagającym się tego, wedle tradycji, od swoich wyznawców. Święta spędzano w gronie rodziny i współwyznawców, co umacniało więzi we wspólnocie. Pito lepsze niż zazwyczaj wino, spożywano uroczyste posiłki i wymieniano się niedrogimi prezentami, zazwyczaj o charakterze religijnym. Można więc powiedzieć, że obchodzenie świąt Bożego Narodzenia nie zmieniło się aż tak bardzo przez niemal dwa tysiące lat. 

Świadomość, że zwyczaje, którym hołdujemy do dzisiaj, nie narodziły się w próżni, jest bardzo ważna w czasach rosnących napięć na tle religijnym. Warto pamiętać, że żadna religia nie kształtuje się w oderwaniu od warunków społeczno-politycznych i że każda, bez wyjątku, adaptuje część elementów z innych kultów. W przypadku Bożego Narodzenia możemy wskazać na kult Sol Invictus, ale zapewne również na inne wierzenia z czasów Cesarstwa Rzymskiego, o których pamięć zatarła się z upływem czasu. 

Stanisław Piotrowski