Czego dowiadujemy się o sobie z historii naszych przodkiń? Trauma pokoleniowa wśród Polek według Chłopek Joanny Kuciel-Frydraszak.

Jaką wiedzę o nas samych przynoszą historie naszych przodkiń? / Źródło: fot. Piotr
Frydecki / Wikimedia commons

Historia matki jest historią córki. Historia babki jest historią matki. Codziennie odbijamy się w doświadczeniach naszych przodków. Zgłębianie losów narodu, którego jesteśmy częścią, może być początkiem drogi do zrozumienia zarówno współobywateli, jak i samych siebie. 

Polska na początku XX wieku – to tam chowały się nasze prababki. Joanna Kuciel-Frydryszak w „Chłopkach” opisuje losy tych kobiet, które z perspektywy ówczesnych czasów miały najmniej szczęścia – tych urodzonych na wsi. Jaki obraz macie przed oczami, słysząc zwrot “wiejska kobieta”? Albo, bardziej kolokwialnie – “baba ze wsi”? Wielu z nas skojarzy go z wizerunkiem kobiety zapracowanej, silnej, zahartowanej w boju. Inni w pierwszej kolejności pomyślą o osobie głośnej, zawziętej i upartej – takiej, której lepiej nie wchodzić w drogę. “Chłopki” opowiadają nam historie (a może “herstorie”?) o wycieńczającej pracy w polu, o drodze do edukacji, o przymusowych małżeństwach i przemocy w relacjach damsko-męskich. Nie można nie zauważyć, że są to warunki zdecydowanie trudniejsze dla osób wrażliwych i wysoko emocjonalnych, a więc nie z chęci, a z potrzeby – te cechy wśród kobiet wiejskich zanikały, będąc uważane za zbędne. W ten sposób wykształcił się pewien archetyp chłopki, który przez lata pozostawał niezmienny. 

Edukacja dla chłopstwa 

Gdy w rodzinie chłopskiej pojawiała się możliwość zapisania dziecka do szkoły, w pierwszej kolejności padało na chłopców. Bieda nie pozwalała rodzicom na pozbycie się darmowego pracownika, jakim było dziecko, a więc nauka, nawet na najbardziej podstawowym poziomie, dla dzieci na wsiach była szczytem luksusu. Niesamowitym był już akt samego uczestniczenia w lekcjach jako zupełnie nowe i odmienne doświadczenie. Szczególnie jednak, to możliwości, które niosła za sobą edukacja były tym, co sprawiało, że młodzież na wsi chciała się kształcić. Odczuwając na własnej skórze nędzę, w jakiej przyszło im żyć bardziej świadoma i doinformowana część młodych pragnęła opuścić rodzinne strony i ułożyć sobie życie w mieście, bez konieczności ciężkiej, często nieopłacalnej pracy fizycznej. Kiedy więc jedno z rodzeństwa dostawało przyzwolenie na naukę, podczas gdy resztę zaprzęgano do pracy w polu, poczucie niesprawiedliwości wśród dzieci było ogromne. Kuciel-Frydryszak opisuje w

książce przypadki, w których z tej samej rodziny wychodzi córka nie umiejąca pisać oraz syn wyjeżdżający na uniwersytet. To nie kwestia braku chęci – badania pokazują, że statystycznie dziewczynki były bardziej pochłonięte nauką. Powód leżał gdzie indziej – według chłopskich rodziców, dziewczynie edukacja była niepotrzebna. Przecież wyjdzie za mąż, a więc to małżonek ewentualnie coś za nią podpisze czy przeczyta. A syn? Syn musi umieć pisać, bo jak pójdzie do wojska, to kto się będzie za niego podpisywał? Często więc losy kobiety były z góry przesądzone. Już w dzieciństwie rodzice decydowali o jej całkowitym uzależnieniu od przyszłego męża. 

Zdarzało się jednak, że matce, która spośród dwójki rodziców miała zdecydowanie bliższe relacje z potomstwem, szczególnie zależało na wykształceniu wszystkich dzieci. Stawała ona wówczas na rzęsach, żeby móc zaopatrzyć dziecko w czyste ubranie czy buty na zimę. W okresie wiosenno-letnim, zupełnie normalnym wśród chłopskich dzieci było przychodzenie do szkoły boso. W “Chłopkach” czytamy o przypadku matki, która pomimo braku środków postanawia wysłać córeczkę do szkoły. Wiedząc, że nie jest w stanie zapewnić jej butów, codziennie rano owija jej stopy płachtą, a następnie każe starszemu bratu nieść ją pod drzwi szkoły, gdzie dziewczynka może uwolnić nogi i już na boso udać się do sali lekcyjnej. Ta historia to jedynie kropla w morzu opowieści o trudnej drodze do edukacji, a więc także o drodze do zdobycia wiedzy, która zapewni szansę na ucieczkę ze wsi. 

A co z niewykształconymi? 

Te dziewczynki, które nie dostały możliwości nauki, w większości kończyły u boku mężczyzny wybranego przez ojca. Jeśli istnieje w was przekonanie, że w biednych społecznościach wiejskich relacje między małżonkami były szczere i pełne miłości – “Chłopki” zapewnią wam zimny prysznic. Kultura wiejska w swojej istocie była oparta na całkowitym patriarchacie i niemalże wykluczała kobiety z dyskusji o ich własnym losie. Sprawiało to, że w obliczu małżeństwa i wyboru potencjalnego kandydata – chłopka nie miała prawa głosu. Ojciec podejmował decyzje o ślubie sam, najczęściej w akcie pewnego rodzaju transakcji z przyszłym zięciem. Zawarcie związku małżeńskiego stawało się więc dla mężczyzny okazją do nabycia dóbr materialnych. Dla kobiety z kolei zamążpójście oznacza przejście spod władzy ojca pod władzę męża. Kobieta bez zgody małżonka nie może podjąć żadnej istotnej decyzji. W książce czytamy o przypadku małżeństwa, które nie mogło wziąć kredytu – mężczyzna nie potrafił samodzielnie się podpisać, a podpisu kobiety nikt nie uznał za wartościowy, więc umowy nie zawarto. Kuciel-Frydryszak pisze: „Mężczyzna dominuje nad kobietą nie tylko fizycznie. Jako bardziej uczestniczący w życiu pozadomowym czuje się mądrzejszy, bardziej zorientowany w świecie i uprawniony do narzucania swojej opinii, pouczania, wychowywania kobiety, ale też wyśmiewania jej wąskich horyzontów. Ten sam męski świat, który zamknął ją w kuchni, teraz nią pogardza jako niemającą pojęcia o czymkolwiek poza kuchnią”. Innym, oczywistym powodem, niesłyszalności kobiet wiejskich był strach, jaki mężczyźni celowo wzbudzali w swoich żonach. Pobicia, gwałty, zastraszanie – to codzienność chłopek, szczególnie tych, które nie chciały ze swojego głosu rezygnować. Nawet, jeśli kobieta zgłosi przemoc w domu, co bezpośrednio zdarzało się stosunkowo rzadko, może liczyć na to, że jej oprawca otrzyma jedynie symboliczny wyrok – możemy przeczytać o karze roku pozbawienia wolności za usiłowanie zabójstwa na żonie. To nie jednostkowy przypadek, to system opresji wobec wszystkich mieszkanek wsi. 

Co w rodzinie, to nie zginie 

Statystyki zawarte w książce mówią nam, że w 1931 roku w Polsce na wsi mieszka około 73% wszystkich obywateli. Oznacza to, że znaczna część nas, żyjących obecnie, może pochwalić się korzeniami chłopskimi. Ktoś mógłby tutaj zadać pytanie: jaki ma to związek ze mną, jeśli od urodzenia mieszkam w mieście? Oprócz aspektu kulturowego, a zatem ogólnego rozpowszechnienia się pewnych zachowań, przyzwyczajeń i tradycji w całym społeczeństwie polskim, warto wspomnieć również o terminie bazującym stricte na relacjach rodzinnych – o traumie pokoleniowej. 

Około trzy, czasem cztery pokolenia – tyle mnie oraz moich rówieśników dzieli od naszych przodków, będących tematem rozważań Joanny Kuciel-Frydryszak. Rodzina to pierwsza społeczność, do której należymy. Pierwsza ucząca nas współdziałania, a także pierwsza dająca nam środki i narzędzia do komunikowania. Niezależnie od naszej oceny doświadczonych przez nas metod wychowania, możemy być pewni, że ich wpływ na nasze funkcjonowanie był i jest znaczący. Badania nad traumą pokoleniową mówią nam, że konkretne lęki mogą być przenoszone na kolejne generacje poprzez wchłanianie oraz naśladowanie wadliwych mechanizmów rodzinnych. 

Chociaż w Polsce odsetek studentów pochodzących ze wsi rośnie z roku na rok, na uczelniach wciąż liczbowo dominują mieszkańcy miast. Niedostępność uczelni dla wiejskiej młodzieży z powodów geograficznych to jedno, drugie natomiast to panujące wśród nich przekonanie, że wykształcenie wyższe jest czymś dalekim i nieosiągalnym. Z drugiej strony – mamy do czynienia z masowym przesiedleniem się młodych do miast w poszukiwaniu szerszych perspektyw, bardziej atrakcyjnych możliwości od tych oferowanych przez wioski. Możemy także zauważyć, jak na przestrzeni ostatnich dekad zmienia się postrzeganie kobiety w przestrzeni publicznej. Oczywiście – wyjście z uwięzi kultury patriarchatu jest ciągle daleko. Kobiety stanowią jednak obecnie 58,5% wszystkich studentów na uczelniach w Polsce (badania Głównego Urzędu Statystycznego na rok akademicki 2023/2024). To pokazuje, że Polkom zależy na edukacji, na statucie społecznym, na uznaniu ze względu na ich własne osiągnięcia. 

Wszystkie uczymy się, jak funkcjonować w świecie, do którego jeszcze do niedawna nie miałyśmy dostępu. Próbujemy żyć tak, aby nie dosięgły nas zapisane w rodzinach duchy historii naszych babek. Dlatego nie dziwi mnie, gdy czuję strach przed niespełnieniem swoich ambicji – wiem, że to także strach mojej babci, której odebrano tę możliwość. Nie ma we mnie zdumienia, gdy odczuwam lęk przed biedą – wiem, że zaledwie kilka pokoleń przede mną moi przodkowie głodowali z powodu braku środków na życie. Rozumiem również, dlaczego na myśl o polskiej wsi, która mnie wychowała, czuję tak skrajne emocje – wiem, że choć dla mnie jest przytulnym schronem, była więzieniem dla kobiet przede mną. 

Amelia KOLAŃCZYK