Dorosłość jest przereklamowana? Recenzja książki Duchy Dolly Alderton.

A ty znasz zjawisko ghostingu? / Źródło: Fenestra

Wymarzona praca, w której wciąż czujesz, że zaraz się potkniesz. Randkowanie z ludźmi myślącymi tylko o sobie. Umierające przyjaźnie, bo brakuje na nie czasu. Codzienność przepełniona samotnością, gdzie każdy kolejny dzień staje się trudniejszy. Tak opisać można dorosłe życie głównej bohaterki najnowszej powieści Dolly Alderton.

„Duchy” skupiają się na losach Niny Dean – młodej kobiety, która weszła w świat dorosłości, a ten nie okazuje się równie kolorowy jak w serialach. Dom, rodzina, znajomi, życie miłosne. Praktycznie nic nie układa się po jej myśli. Poznaje niegodnego zaufania partnera oraz martwi się o nieuchronnie starzejących się rodziców.

Pod względem poruszanych problemów „Duchy” są naprawdę genialną książką. Wreszcie ktoś postanawia zderzyć nasze cukierkowe wizje dorosłości z rzeczywistością. Liczycie, że będziecie mieć paczkę przyjaciół rodem z serialu „Friends”? A musicie się bardzo zaangażować, żeby znaleźć czas na jedno spotkanie w miesiącu. Facet poznany w aplikacji okaże się mężczyzną idealnym? Tylko wtedy, kiedy uda się znaleźć tego jednego na milion.

Nina jest postacią niezwykle zagubioną, co oczywiście można zrozumieć, gdy poznajemy jej historię. Przemyślenia i podejmowane przez nią decyzje wprowadzały mnie czasami w emocjonalne rozterki, a nawet oburzenie. Jednocześnie z determinacją stawia czoła wszelkim przeciwnościom, co sprawia, że ostatecznie zyskała w moich oczach. Jedną z trudności, z którymi musi się zmierzyć, jest choroba ojca. Cierpi on na zaniki pamięci, doprowadzające czasem do niebezpiecznych sytuacji. Natomiast matka Niny odkrywa nową siebie – zmienia imię oraz styl życia. Dziewczynie trudno nadążyć za przeciwstawnymi potrzebami rodziców, których przecież bardzo kocha.

Z drugiej strony życie miłosne – jej dawny partner układa sobie przyszłość, a Nina jakby wciąż tkwiła w tym samym miejscu. Niespodziewanie pojawia się Max, z pozoru idealny mężczyzna. Ciepły, dojrzały i inteligentny, który już na pierwszej randce wspomina o ślubie. Szybko jednak przekonamy się, że jest on przykładem postaci równie zagubionej jak Nina. Obawia się pełnego zaangażowania w relacje, a jego zachowanie krzywdzi wszystkie potencjalne partnerki. Z dnia na dzień zrywa z nimi wszelki kontakt, dopuszczając się tym samym ghostingu, zjawiska coraz powszechniej pojawiającego się w erze aplikacji i mediów społecznościowych. Właśnie taki los spotyka główną bohaterkę ze strony nowo poznanego mężczyzny. Czy po takiej sytuacji można kontynuować budowanie zdrowego związku? To kolejne rozterki, przed którymi zostaje postawiona Nina. Dla niej związek z Maxem jest bolesny, ale przynosi też coś pozytywnego, ponieważ staje się katalizatorem zmian. To moment konfrontacji jej oczekiwań wobec miłości. Uczy się stawiać granice i formułować wymagania dla przyszłych partnerów.

Otaczają ją też dwie przyjaciółki – niezwykle różne, będące na innych etapach życia. Lola jest pełna energii, a negatywne emocje rozładowuje żartem. Wspiera Ninę w każdej sytuacji, chociaż jej postać też mierzy się z poważnymi problemami. Wpada często w relacje o zawiłym i toksycznym zabarwieniu, z których nie potrafi się wyplątać. Podobnie jak Nina szuka miłości. Odczuwa również samotność, co sprawia, że doskonale się rozumieją. Z kolei Katherine, długoletnia przyjaciółka głównej bohaterki, ma już ułożone życie, męża i dziecko. Relacja kobiet zmienia się ze względu na różnice w ich stylach życia. Pomiędzy nimi pojawia się niewidoczna przepaść wypełniona trudnościami w zrozumieniu potrzeb oraz rozterek drugiej strony. Jednakże dzielą się ze sobą swoimi problemami i kryzysami, drastycznie różnymi, a jednocześnie tak samo bolesnymi. Relacje z obiema przyjaciółkami sprawiają, że Nina nie znajduje jedynej słusznej wersji dojrzałości.

Czy dorosłość jest zatem przereklamowana? Czy jesteśmy karmieni pewną jej wizją i kiedy finalnie docieramy do tego etapu życia, to chcielibyśmy się cofnąć, aby bardziej chłonąć to, co było wcześniej? Dolly Alderton pokazuje nam, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Karmieni społecznymi i kulturowymi obietnicami możemy zdecydowanie poczuć się oszukani. Historia głównej bohaterki ma nam subtelnie wskazać wartości, które nabywa dzięki tym trudom. Dorosłe relacje może wymagają większej uwagi oraz odpowiedzialności, lecz właściwie pielęgnowane przynoszą szczęście. Nauka płynąca z redefiniowania priorytetów, postrzegania miłości i poczucia własnej wartości to prawdziwa głębia, wyciągnięta z perypetii życia Niny – dorosłości mniej filmowej i spektakularnej, ale rzeczywistej i skomplikowanej.

Z tym tematem całkiem ciekawie wiąże się pojęcie emerging adulthood, stworzone przez Jeffreya J. Arnetta. Opracował on teorię, że w życiu człowieka wyróżniamy odrębny etap, jakim jest wkraczanie w dorosłość, następujący między 18-29. rokiem życia. To wtedy tworzymy własną tożsamość, zyskujemy pełną możliwość podejmowania własnych decyzji i zderzamy się z rzeczywistością. Z jednej strony odczuwamy ekscytację, z drugiej – zagubienie oraz niestabilność. To też moment optymistyczny, moment odczuwania szerokich możliwości. Kluczowy jest czas trwania tego okresu, który tak naprawdę potrafi trwać nawet 11 lat. Po zderzeniu z tyloma czynnikami potrzebujemy przestrzeni, aby w spokoju się odnaleźć. Jednym uda się to szybciej, inni poświęcą na to dłuższą chwilę, ale istotą całej drogi jest jej cel – osadzenie swojej dorosłości w poczuciu satysfakcji i zadowolenia.

Jeżeli jesteście na tym etapie życia i przechodzicie podobne rozterki, to książka Dolly Alderton może być tym, czego właśnie potrzebujecie. Chociaż czasami potrafi silnie trafić w czułe miejsca, trafnie opisuje otaczającą nas rzeczywistość. Postaci Niny może nie polubicie, ale na pewno wyciągnięcie z jej historii ważne wnioski. Ponieważ książki skłaniające do przemyśleń, tych słodkich i gorzkich, przecież wyjątkowo lubimy.

Martyna KOCZOROWSKA