
Nie od dziś wiadomo, że polityka i sport są dwiema nierozłącznymi ze sobą dziedzinami. Możemy więc przypuszczać, że będzie to również widoczne podczas przyszłorocznego mundialu, który odbędzie się w USA, Kanadzie i Meksyku. Czy główną gwiazdą tej imprezy będzie amerykański prezydent?
Mistrzostwa Świata to nie tylko wydarzenie sportowe, gdyż jest ono niezwykle ważne również pod względem kulturowym. Jest to przecież turniej, podczas którego spotykają się ludzie z wszystkich zakątków świata. Jednym z głównych haseł FIFA jest to, że piłka nożna ma łączyć, a nie dzielić, ale czy na pewno będzie tak w tym wypadku? Organizacja mundialu jest niezwykle prestiżowa. Z wcześniej wymienionych państw najważniejszą rolę odegrają Stany Zjednoczone, bo to tam turniej się rozpocznie oraz tam zostanie rozegrany finał. Według oficjalnych danych przedstawionych przez FIFA, mundial ma w samych Stanach Zjednoczonych wygenerować ok 47 miliardów dolarów, dla amerykańskiego PKB, oraz umożliwić stworzenie blisko 300 tysięcy miejsc pracy. Wobec tego organizacja, turnieju jest tak istotna pod względem politycznym.
Niedawno w Białym Domu zawitał Gianni Infantino, czyli przewodniczący FIFA, gdzie wspólnie z prezydentem w Gabinecie Owalnym byli przepytywani przez dziennikarzy. Donald Trump zapowiedział, że amerykańskie władze na czas trwania tej imprezy sportowej, będą wydawać specjalne wizy, o które kibicom będzie łatwiej zabiegać. Ma to usprawnić system podróży do USA. Istotne jest jednak to, że obywatele niektórych państw takich wiz nie dostaną. Administracja Białego Domu sporządziła listę 19 państw, których to obywatele nie mogą się dostać na terytorium USA, gdyż mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Na tej liście znajduje się chociażby Haiti, które to zakwalifikowało się po raz drugi w swojej historii na mundial, a ich kibice nie będą mogli wesprzeć swej ekipy na żywo (nie liczą oczywiście ludności haitańskiej mieszkającej już w USA, a jest to dość spora grupa imigrantów, licząca blisko 850 tysięcy ludzi według raportu CIS czyli Center for Immigration Studies). Podobnie sprawa wygląda z Irańczykami, którzy też zagrają na tej imprezie. Oczywiście jedynym wyjątkiem są zawodnicy reprezentacyjni, którzy to dostaną specjalną przepustkę. Infantino powiedział, że wszyscy są mile widziani i zaproszeni na mistrzostwa świata, co jak możemy zauważyć nie jest do końca prawdą.
Los Angeles, Seattle i Boston niebezpiecznymi miastami
Donald Trump kilkakrotnie już, zasugerował zmianę miast goszczących mecze, które nie będą wspierać jego inicjatyw dotyczących imigracji i zmniejszenia przestępczości: – Jeśli uznamy, że istnieje jakiekolwiek ryzyko problemów, poprosiłbym Gianniego o przeniesienie meczów do innego miasta. Mamy wiele miast, które bardzo chętnie je przyjmą. Zrobimy to przede wszystkim, żeby było bezpiecznie – odpowiedział prezydent na pytanie zadane podczas konferencji w Białym Domu. Choć przedstawiciele FIFA gwarantują, że prezydent Trump nie wpłynie na zmianę miast gospodarzy, lider ruchu MAGA nie przegapi okazji, by wbić kilka szpilek w miasta rządzone przez Demokratów. Jest to pewna metoda zastraszenia ich burmistrzów, aby zaczęli działać zgodnie z wizją polityki Białego Domu, bo w przeciwnym wypadku mogą stracić przywilej bycia gospodarzem meczów. Mimo to relokacja miast organizatorskich nie wydaje się być realna, ponieważ jest to raczej specjalnie wywołane zamieszania, aby prezydent mógł skraść show i wykorzystać je do swoich celów.
Stadion imienia Donalda Trumpa
Co ciekawe w ostatnim czasie w USA rozbrzmiała kolejna głośna dyskusja, dotycząca tym razem ligi futbolu amerykańskiego czyli NFL. Mianowicie pojawiło się wiele głosów, choć z anonimowych insiderskich źródeł portalu ESPN, że Donald Trump nalega na nazwanie budującego się właśnie stadionu w Waszyngtonie swoim imieniem. Te głosy nabrały większego prawdopodobieństwa, gdy Karoline Leavitt, czyli rzeczniczka Białego Domu na pytanie zadane przez dziennikarzy BBC o tę kwestię odpowiedziała, że “Byłaby to piękna nazwa, ponieważ to prezydent Trump umożliwił budowę nowego stadionu”. Jest to tylko pewna ciekawostka, która świetnie jednak obrazuje megalomaństwo obecnie urzędującej głowy państwa, choć to raczej nikogo nie dziwi. Sport zawsze jest na tapecie mediów i kibiców, więc jeśli w tym środowisku będzie się obracał Trump, to jasnym jest, że prezydent również będzie w centrum uwagi, choć mogłoby się wydawać, że wcale rozgłosu mu nie brakuje.
Jeśli organizacja turnieju pójdzie zgodnie, z planem i my jako kibice otrzymamy wystarczająco dużo emocji sportowych,, z pewnością zasługi za sukces organizacyjny przypisze sobie Donald Trump. Gdy rozbrzmi pierwszy gwizdek, dla kibiców piłkarskich wszystkie wspomniane kontrowersje, raczej i tak pójdą w zapomnienie, tak jak to było w przypadku mundialu w Katarze, bo ostatecznie dla prawdziwych fanów najważniejsza będzie sama piłka nożna i związane z nią emocje.
Jakub Fenrich