I jak tu wszystkim dogodzić? Umowa handlowa Unii Europejskiej i Mercosur.

Ursula von der Leyen i liderzy państw Mercosur /Twórca: Dati Bendo/ EC/DATI BENDO; European Union, 2024

Każdego dnia pojawiają się nowe doniesienia dotyczące umowy Mercosur z Unią Europejską. Nagłówki w większości straszą niewiele mówiącymi, emocjonalnymi hasłami, a pewne aspekty sprawy są często pomijane. Dyskusja głównego nurtu wokół umowy zwykle pomija szerszy kontekst gospodarczy, który ma kluczowe znaczenie dla obu stron. Warto przystanąć i na chłodno przeanalizować sytuację, która daje nam wgląd w interesy państw dwóch kontynentów. Kto może zyskać, a kto stracić?

Członkowie Unii Europejskiej żywo dyskutują o umowie handlowej z Mercosur. Żeby móc pochylić się nad tym tematem, najpierw należy wyjaśnić, co się za nim kryje. Mercado Común del Sur to z hiszpańskiego „Wspólny Rynek Południa”, powołana w 1991 roku międzynarodowa organizacja gospodarcza w Ameryce Łacińskiej. W jej skład wchodzą Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj, a od 2024 roku także Boliwia. Teoretycznie do Mercosur należy też Wenezuela, praktycznie – jest zawieszona od prawie dekady.

28 czerwca 2019 r. Mercosur oraz Unia Europejska zakończyły negocjacje w sprawie umowy handlowej, 6 grudnia 2024 r. zaś uzgodniły nowe zobowiązania na rzecz zrównoważonego rozwoju. To porozumienie miałoby zacieśnić polityczne, ekonomiczne i kulturalne więzi, znieść cła na część produktów oraz wspomóc walkę ze zmianą klimatyczną poprzez wykonanie porozumienia paryskiego. Jak podaje Komisja Europejska, to ostatnie zakłada różne zobowiązania: obie strony miałyby osiągnąć neutralność klimatyczną do 2050 r., UE – zmniejszyć o 55% wewnętrzne emisje do 2030 r. względem 1990 r., a Brazylia – powstrzymać nielegalne wylesianie m.in. w swojej części Amazonii. Jednak w dyskursie publicznym największych emocji nie budzi globalne ocieplenie, lecz potencjalne zyski i straty poszczególnych krajów.

Rynek Południa

Dla Argentyny, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju (Boliwii, jako świeżego członka Mercosur, układ z UE jeszcze nie obejmuje) umowa handlowa z Unią Europejską oznaczałaby możliwość zwiększenia eksportu mięsa, surowców i towarów rolno-spożywczych. To również okazja na przyciągnięcie zagranicznych inwestorów oraz zmodernizowanie przemysłu i rolnictwa. Trzeba przy tym zaznaczyć, że najwięcej do zyskania mają Brazylia oraz Argentyna. To z nimi Unia Europejska może wejść w bliższe relacje handlowe. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego PKB Brazylii wyrażone w parytecie siły nabywczej w 2023 roku wyniosło ponad 4 biliony i 101 miliardów dolarów, a Argentyny – niespełna 1 bilion 240 miliardów (dla kontekstu polskie PKB było o około 470 miliardów wyższe od argentyńskiego). Gospodarki Paragwaju i Urugwaju są zdecydowanie mniejsze; PKB tego pierwszego w 2023 to ponad 117 miliardów, a drugiego – ponad 103, kraje te nie mają więc porównywalnej siły przebicia. Choć różnica w potencjale państw należących do Mercosur jest widoczna, porozumienie dałoby każdemu szansę na rozwój gospodarczy i zwiększenie obecności na rynku europejskim, oddalając je od wpływów chińskich. Musiałyby przy tym sprostać wymaganiom UE dotyczącym ochrony środowiska i standardów produkcji.

Skłócona Europa

Umowa miałaby przynieść zyski rolnictwu Mercosur i przemysłowi Unii Europejskiej. Na pierwszy rzut oka sytuacja nie wygląda na skomplikowaną: ten, kto sprzedaje zaawansowane, przetworzone dobra, zyskuje więcej niż ten, który oferuje niskomarżowe surowce i płody rolne. UE powinna zatem wyjść na tym układzie lepiej. Tu pojawia się jednak kwestia indywidualnych gospodarek państw członkowskich.

Bez wątpienia zyskałyby Niemcy – wynegocjowane w grudniu zeszłego roku obniżki lub zniesienie ceł było wręcz idealnie skrojone pod naszego sąsiada, ponieważ potrzebuje rynku zbytu dla swojego przemysłu motoryzacyjnego, chemicznego i farmaceutycznego. Podobnie jest z drugim najgłośniejszym zwolennikiem umowy, Hiszpanią, która oczekuje zdecydowanego wzrostu eksportu do Mercosur oraz stworzenia tysięcy miejsc pracy.

Z drugiej strony swój sprzeciw wyraziły takie państwa jak Francja czy Polska. Kraje z istotnymi sektorami rolniczymi obawiają się problemów. Choć strona unijna podkreśla, że produkty rolne Mercosur będą musiały spełniać europejskie standardy przed trafieniem na rynek, sceptycy powątpiewają, czy dopilnowanie tych norm jest praktycznie możliwe. Europejskie rolnictwo (w tym polskie, składające się głównie z małych gospodarstw) najprawdopodobniej będzie musiało konkurować z tańszym, potencjalnie gorszym jakościowo wielkoskalowym rolnictwem południowoamerykańskim. Dla przeciętnego konsumenta może to oznaczać niższe ceny, ale też potencjalne problemy zdrowotne. Z drugiej strony pytanie, o ile umowa faktycznie zmieni obecny stan rzeczy. Już teraz Brazylia jest największym eksporterem produktów rolnych do Unii Europejskiej, a artykuły importowane na preferencyjnych warunkach celnych z Ameryki Południowej stanowiłyby ułamek ogólnego zapotrzebowania (np. eksport kurczaków wynosiłby 1,4% europejskiej konsumpcji).

Świat patrzy

Dywagując na temat umowy między UE a Mercosur, warto też spojrzeć na globalną politykę. Zwolennicy porozumienia podkreślają podobieństwa kulturowe, językowe i religijne między ludnością obu regionów, chcąc związać Europę z Ameryką Łacińską. Aktywność farm trolli w UE czy najpewniej zlecone przez Rosję wysadzenie torów w Polsce są impulsem do działania. W świecie, w którym USA przestały być do końca pewnym sojusznikiem, a Chiny konsekwentnie poszerzają swoje wpływy gospodarcze i technologiczne, Europa znajduje się pod coraz większą presją, by wzmacniać własną autonomię i dywersyfikować partnerów. Analogicznie Brazylia razem z pozostałymi państwami Mercosur nie chce się w pełni uzależnić od Chin. Strategiczne zbliżenie się do siebie państw Unii oraz Wspólnego Rynku Południa może umocnić pozycje obu tych organizacji na arenie międzynarodowej. Nie bez znaczenia dla europejskiej gospodarki pozostają też brazylijskie złoża ropy naftowej.

Niestabilność geopolityczna to jednak powód nie tylko do szukania nowych sojuszników, ale też wewnętrznego rozwoju – UE nie powinna się zbytnio uzależniać od żywności z Ameryki Łacińskiej. Warto kontynuować wsparcie dla miejscowych biznesów. Proponowane są takie mechanizmy ochronne jak fundusz rekompensat (w wysokości około 6,3 miliarda euro) oraz wsparcie dla rolników w ramach istniejących instrumentów Wspólnej Polityki Rolnej, w tym cyfryzacji i szkoleń.

Umowa z Mercosur wciąż stoi pod znakiem zapytania i budzi coraz większe emocje. Obserwując sytuację, należy pamiętać o tym, by spojrzeć na sprawę z różnych perspektyw – tak, aby mieć jak najpełniejszy obraz całości. Niezależnie od tego, czy porozumienie wejdzie w życie (a jeśli tak, to w jakiej formie), wpłynie to na gospodarkę i politykę Unii Europejskiej oraz Wspólnego Rynku Południa.

Paulina Zielińska