
Do niedawna była ulubienicą widzów, zwłaszcza pokolenia Z, dzięki rolom
w rom-comie „Tylko nie ty” oraz w serialu stacji HBO „Euforia”. Dziś coraz częściej przypina się jej łatkę stereotypowej konserwatystki, która „nie stoi po stronie dziewczyn”. Warto przyjrzeć się temu, jak duży zwrot nastąpił w postrzeganiu Sydney Sweeney i co właściwie doprowadziło do kryzysu jej wizerunku.
Jedenastoletnia Sydney prawdopodobnie nie mogła przewidzieć, że w pewnym momencie jej droga zawodowa skrzyżuje się z marką American Eagle. Na długo przed staniem się twarzą niesławnej kampanii modowej mała Sweeney spisała kilkuletni biznesplan, który miał wynieść ją na hollywoodzkie szczyty – i przekonać rodziców, że aktorstwo jest realnym planem na życie. Do swojego marzenia podeszła jak wzorowy maturzysta przed wyborem ścieżki zawodowej: skrupulatnie, strategicznie i z wyraźnym nastawieniem na sukces. Chciała robić to, co szczerze kochała, jednocześnie myśląc o tym, jak przekuć pasję w zyski. Niektórzy stwierdzą, że z takim podejściem nastoletnia Sydney mogłaby przybić piątkę Taylor Swift. I rzeczywiście – konsekwentnie realizowała swój plan, choć po drodze nie obyło się bez przeszkód.
Sydney urodziła się i wychowała w religijnej rodzinie przywiązanej do tradycyjnych amerykańskich wartości. Mimo że ostatecznie przekonała rodziców do swojego biznesplanu, jako nastolatka spotykała się z mieszanymi reakcjami ze strony dalszych krewnych. Gdy w wieku dwunastu lat zadebiutowała na małym ekranie, jej występy nie zapowiadały spektakularnej kariery. Początkowo otrzymywała jedynie epizodyczne role w serialach takich jak „Zabójcze umysły” czy „90210”. Rodzina zastanawiała się, kiedy dziewczyna znajdzie „prawdziwą” pracę, a sama Sydney – pozbawiona jakichkolwiek kontaktów w Hollywood – próbowała przebić się przez powszechny w branży nepotyzm. Z tego powodu poświęcała wiele czasu na naukę, dążąc do zdobycia wyższego wykształcenia na wypadek, gdyby jej marzenie nie przełożyło się na korzyści finansowe.
Narodziny gwiazdy
Z czasem plan Sydney zaczął przeradzać się w rzeczywistość. Pierwsze znaczące występy w „Opowieści podręcznej” czy „Everything Sucks!” przyniosły jej upragnioną rozpoznawalność, którą wzmocniła trzecioplanowa rola w filmie Quentina Tarantino „Pewnego razu… w Hollywood”. Ten sukces miał jednak swoją cenę – Sweeney musiała zrezygnować z nauki w college’u. Gdy próbowała zaliczyć egzamin z prawa autorskiego, profesor odmówił jej z powodu niskiej frekwencji na zajęciach.
Ostatecznie to „Euforia” otworzyła aktorce drzwi do kariery. Sweeney doskonale odnalazła się w roli Cassie Howard, zwłaszcza w drugim sezonie, który pozwolił jej pokazać pełne spektrum emocji i niuansów postaci. Występ przyniósł jej nie tylko większą liczbę obserwujących na Instagramie, lecz także kolejne duże projekty: „Biały Lotos”, „Reality”, „Niepokalaną” oraz inspirowane Szekspirem „Tylko nie ty”. W międzyczasie aktorka zaczęła próbować swoich sił również za kamerą, rozwijając własną firmę produkcyjną Fifty-Fifty Films, która odpowiadała za niektóre z wymienionych produkcji.
Rosnąca popularność wystawiła Sweeney także na falę krytyki. Sydney była niejednokrotnie oceniana przez pryzmat swojego wyglądu, a nie umiejętności. Często powracał temat eksponowania biustu, a część internautów twierdziła, że fenomen Sweeney opiera się głównie na seksualizacji jej wizerunku. Aktorka wielokrotnie podkreślała, że jest świadoma tych opinii i stara się do nich nawiązywać z nutą ironii. W monologu przygotowanym do programu „Saturday Night Live” żartowała, że pokazywanie piersi to jej „plan awaryjny” na osiągnięcie sukcesu w Hollywood.
W ostatnich latach Sydney konsekwentnie wybierała role, w których mogła zaprezentować przede wszystkim warsztat aktorski, a nie jedynie urodę. Niestety jej najnowszy projekt, thriller „Eden”, mimo gwiazdorskiej obsady z Aną de Armas i Jude’em Law nie okazał się hitem. Widzowie krytykowali Sweeney m. in. za pokazanie piersi w finałowych scenach. Do amerykańskich kin trafił też niedawno jej film biograficzny „Christy” o amerykańskiej bokserce, lecz i ta produkcja spektakularnie poległa w box office. Wielu krytyków przypisało to wizerunkowemu kryzysowi aktorki.
Od miłości do nienawiści
Pierwszym bolesnym ciosem dla reputacji Sweeney stała się informacja o jej zarejestrowanej przynależności do Partii Republikańskiej, co stało w sprzeczności z poglądami znacznej części jej fanów. Pokazało to, że aktorka wcale nie jest politycznie neutralna, choć do tej pory starała się nie eksponować swoich niepopularnych przekonań. Sytuacja nigdy nie została przez nią wprost skomentowana, natomiast media o niej nie zapomniały.
Sprawa powróciła ze zdwojoną siłą latem, gdy marka odzieżowa American Eagle wypuściła kampanię opartą na homofonicznej grze słów o „dobrych genach” i dobrze leżących jeansach. Hasło miało wzmacniać wizerunek Sweeney jako hollywoodzkiej seksbomby, lecz internauci zinterpretowali je jako promowanie eugeniki. Oliwy do ognia dolała publiczna wypowiedź Donalda Trumpa, który ochrzcił Sydney mianem „twarzy anty-woke Hollywoodu”.
W wywiadzie dla GQ aktorka określiła słowa prezydenta jako „surrealistyczne”, co tylko zaogniło dyskusję. Media społecznościowe, szczególnie TikTok, wpadły w wir memów i ostrej krytyki. Plotki głosiły, że część koleżanek z branży woli nie pozować z aktorką do zdjęć na czerwonym dywanie. Niektórzy zaczęli nawet debatować, czy Sweeney można już uznać za ofiarę cancel culture.
Stara miłość nie (za)rdzewieje?
Mimo kiepskiego wyniku „Christy” i głośnej krytyki w Internecie kariera Sydney Sweeney ma się w rzeczywistości całkiem dobrze. Co więcej, jej kontrowersyjna reklama nie zaszkodziła marce American Eagle w generowaniu sprzedaży. Od czasu wystartowania kampanii z udziałem aktorki zyski firmy wzrosły o 26%. W międzyczasie Fifty-Fifty Films zajmuje się produkcją kolejnych projektów.
Nawet jeśli Sweeney przestanie być powszechnie lubiana, nadal przynosi wymierne zyski studiom filmowym, firmom i całemu sektorowi rozrywkowemu. Mało prawdopodobne, by jej nazwisko zniechęciło fanów „Euforii” do obejrzenia nadchodzącego trzeciego sezonu.
Dodatkowo na początku 2026 roku do kin ma trafić adaptacja głośnego thrillera psychologicznego „Pomoc domowa”. Biorąc pod uwagę viralową popularność książki na TikToku i obiecujące pierwsze recenzje, trudno wyobrazić sobie, by obecność Sydney w obsadzie odstraszyła czytelników od wybrania się do kin. Istnieją zatem szanse, że ten film przerwie złą passę aktorki, a internauci zapomną o jej ostatnich „przewinieniach”.
Kaja Grabowiecka
