Niedoceniany bohater czy wilk w owczej skórze? Analiza książki Sebastiana Staszewskiego Lewandowski. Prawdziwy.

Książkę o Robercie Lewandowskim napisał Sebastian Staszewski. / Źródło: wikimedia commons

Listopad tego roku przyniósł piłkarskim fanom w całej Polsce prawdziwą bombę.  To za sprawą publikacji kontrowersyjnej książki Sebastiana Staszewskiego ,,Lewandowski. Prawdziwy”. Autor podjął próbę przedstawienia nam nieznanej dotąd twarzy kapitana reprezentacji Polski. 11 miesięcy dziennikarskiej pracy zaowocowało publikacją, która spolaryzowała kibiców i ekspertów oraz wywołała ogólnopolską dyskusję. Czy słusznie? Czego faktycznie możemy się z niej dowiedzieć?

Stworzenie ciekawej biografii Roberta Lewandowskiego to z pozoru syzyfowa praca. Osoba zainteresowana życiem najlepszego polskiego piłkarza ma do wyboru dziesiątki pozycji zarówno książkowych, jak i filmowych. Nie bez znaczenia jest też fakt, że z racji na bycie przez lata na medialnym świeczniku, do świadomości przeciętnego Polaka, nawet piłkarskiego laika, przeniknęły liczne fakty z życia kapitana naszej kadry. Potencjalni autorzy nowych publikacji muszą się więc wzbić na wyżyny kreatywności lub dotrzeć do najgłębiej skrywanych sekretów Roberta, aby zaoferować nam ciekawy produkt. Jak z tego zadania wywiązuje się Staszewski?

Autor postawił sobie za cel ukazanie tego, kim naprawdę jest Lewandowski. Od pierwszych stron widzimy, że do zadania podszedł bardzo ambitnie. Już w pierwszym rozdziale możemy przeczytać skróconą historię życia rodziców polskiego snajpera, w której przewijają się wypowiedzi ich sąsiadów, przyjaciół i trenerów. Jeszcze więcej takowych możemy znaleźć w późniejszych rozdziałach, których akcja dzieje się już po przyjściu na świat głównego bohatera książki. Od samego początku imponuje ilość zakulisowych historii oraz praca, którą Staszewski włożył, żeby do nich dojść. Abstrahując jednak od bardzo dobrego researchu, który umożliwił nam szczegółowe zapoznanie się z życiorysem protagonisty w latach młodzieńczych, to nie historie z obozów sportowych były tym, co sprawiło, że tłumy zainteresowanych ruszyły do księgarni.

Czarna owca

Pierwsze kontrowersje i „brudy”, które autor wyciąga na światło dzienne, pojawiają się w rozdziale ósmym i dziewiątym poświęconym nieudanemu Euro 2012 oraz początkom Polaka w Borussii Dortmund. Przytoczona zostaje tam m.in. geneza konfliktu między Lewandowskim a Błaszczykowskim, trudne relacje z kolegami w klubie i reprezentacji oraz konflikty z trenerami. Po raz pierwszy pada wtedy najczęściej formułowany wobec Roberta zarzut, że jest człowiekiem wycofanym, mało empatycznym i pozbawionym chęci do nawiązywania bliskich relacji z kolegami z zespołu. Te zarzuty będą się powtarzać zarówno podczas epizodu w Bayernie, jak i Barcelonie. Marcel Schmelzer wspomina, że w szczególności na początku przygody w Niemczech, późniejszy pogromca Realu Madryt zazwyczaj siedział z boku, unikał kontaktu i starał się nie nawiązywać rozmowy z pozostałymi zawodnikami. Kiedy minęło już trochę czasu i udało mu się zasymilować z szatnią, to nawet pomimo nawiązania znajomości koleżeńskiej z częścią niemieckojęzycznych zawodników, ograniczał on relacje z nimi do godzin pracy, a w gronie jego najbliższych znajdowała się stała i mocno wyselekcjonowana grupa wieloletnich przyjaciół.

Kolejna często poruszana kwestia, to podejście RL9 do pieniędzy. W rozdziałach poświęconym negocjacjom kontraktowym Polak zostaje przedstawiony jako trudny partner do prowadzenia rozmów. Praktycznie każde negocjacje z Polakiem wiązały się z niełatwą przeprawą zarówno dla aktualnego, jak i przyszłego pracodawcy. Jednakże w przypadku rozmów z klubami duża w tym zasługa Cezarego Kucharskiego, który jest postacią nielubianą od Poznania aż po Monachium. W rozmowach z rodziną Rutkowskich, Watzke, Rummenigge czy Hoeneßem, niejednokrotnie padają oschłe i pełne braku sympatii komentarze pod adresem menedżera. Były agent oskarża natomiast Lewandowskiego o pazerność i to właśnie w niej dopatruje się przyczyn zakończenia współpracy ze swoim byłym klientem i podopiecznym.

O rzekomej chciwości i skąpstwie Lewandowskiego wspominają także niektórzy koledzy, przytaczając historie, w których zdarzało mu się prosić o zwrot pieniędzy za obiad, na który sam ich zaprosił. Krytycznie wypowiadają się także pracownicy jego licznych firm, narzekając m.in. na niskie premie w wysokości kilkuset złotych. Nie jest to jednak opinia wszystkich osób z jego otoczenia. Chociażby Kamil Grosicki zaprzecza doniesieniom o skąpstwie kolegi z zespołu, przywołując liczne wizyty w restauracjach w trakcie zgrupowań reprezentacji, kiedy to kapitan potrafił samodzielnie pokrywać sięgające kilkudziesięciu tysięcy euro rachunki.

Także pod koniec książki, kiedy zostaje przytoczona legendarna afera premiowa, to pomimo próby części zawodników, aby przedstawić Lewandowskiego jako głównego antagonistę całej sytuacji, z przedstawionych nam informacji raczej klarownie wynika, że jako jeden z niewielu nic sobie nie robił z wizji nadchodzącej premii i zależało mu przede wszystkim na dobrym wyniku sportowym na mistrzostwach świata. Sam zainteresowany pytany przez Staszewskiego o to, czy ma sobie coś do zarzucenia stwierdza, że: ,,Tylko jedno: że nie doprowadziłem do zamknięcia tematu na samym początku.”

W pogoni za ideałem

Staszewski pochyla się w swojej książce także nad tym, w jaki sposób Lewandowski kreuje swój wizerunek. Według niego i wielu jego rozmówców napastnik naszej reprezentacji jest bardzo sztuczny w swoim stylu bycia. Na pewnym etapie kariery, zdecydował się na zatrudnienie sztabu osób odpowiedzialnych za to, jak jest postrzegany. Mimo z pozoru dobrych założeń przyniosło to więcej szkód niż korzyści. Efektem lat pracy PR-owców, jest obraz człowieka nijakiego, który rzadko ma coś ciekawego do powiedzenia. W rozmowach z mediami stara się być do bólu poprawny, a cała jego osoba jest tak idealna, że aż bezbarwna. W pewien sposób to, w jaki sposób jest postrzegany, dosyć dobrze obrazują słowa byłego selekcjonera reprezentacji Niemiec — Joachima Löwa: ,,Ludzie sami mieli problem, żeby się z nim identyfikować. Wydawał im się zbyt idealny, perfekcyjny, wręcz niezniszczalny. Zwykli śmiertelnicy tacy nie są, więc to potrafiło onieśmielać. Poza tym dążąc do perfekcji, Robert pokazał wiele cech, które można podziwiać, ale z którymi ciężko się utożsamiać”. Być może właśnie to jest jedną z przyczyn tego, w jaki sposób jest odbierany przez kibiców, innych piłkarzy i dziennikarzy.

Ostatnimi z najczęściej pojawiających się zarzutów wobec Lewego, są te o ikoniczne już machanie rękoma oraz o relacje z trenerami. Urodzony w Warszawie zawodnik był wielokrotnie krytykowany przez kolegów i ekspertów za swój ekspresyjny styl wyrażania niezadowolenia. Wielu rozmówców Staszewskiego podkreśla, że potrafiło im to podcinać skrzydła i nic nie wnosiło do gry zespołu. Współpraca z reprezentantem Polski bywała trudna nie tylko dla kolegów z drużyny, ale także dla menedżerów. Wielu z nich potwierdza, że ma on w zwyczaju dzielić się swoimi przemyśleniami na temat gry, a także proponować w niej zmiany i poprawki. Jednocześnie jest przy tym bardzo dociekliwy i niechętny do akceptowania nowych rozwiązań, jeśli te uprzednio nie zostaną od podstaw wytłumaczone i uargumentowane. Części trenerów, chociażby Guardioli czy Sousie, takie podejście odpowiadało i chętnie takowe dyskusje podejmowali. Natomiast dla niektórych było to absolutnie nieakceptowalne. Szczególnymi wrogami tego zjawiska byli były selekcjoner Jerzy Brzęczek i hiszpański trener Xavier Hernandez. Podejmując kwestię szkoleniowców, warto też zwrócić uwagę na liczne głosy niezadowolenia wynikające z faktu, że Robert przez część z nich był faworyzowany i mógł liczyć na pewne przywileje. Największym orędownikiem takiego podejścia był Adam Nawałka, który pozwalał mu trenować indywidualnie, lub zjawiać się na zgrupowaniach dzień później. Dla części szatni, w szczególności Kamila Glika, było to absolutnie nieakceptowalne.

Niezrozumiany

W tym miejscu warto pochylić się nad rozbieżnością, jaka zachodzi w postrzeganiu snajpera Barcelony i w tym jaką narrację wobec niego przyjmują rozmówcy zza granicy, a jaką ci z Polski. W przypadku naszych rodaków niejednokrotnie da się wyczuć pewną zazdrość i brak zrozumienia wobec napastnika klubu ze stolicy Katalonii. Jedni mieli problem z jego oczekiwaniami i etosem pracy, inni — poczucie, że są traktowani z góry i odczuwali kompleks niższości wobec swojego kolegi. Kilku wytyka także niechęć do integracji, brak uczestnictwa w wyjściach do klubów i partycypacji w alkoholowych libacjach.  Lewandowski był dla nich kimś niedostępnym, z jednej strony wzorem i onieśmielającym pomnikiem, z drugiej zaś człowiekiem niesympatycznym, który przy bliższym poznaniu okazywał się wielkim zawodem. Jego styl bycia i ciągłe dążenie do doskonałości są dla nich czymś abstrakcyjnym.

Kiedy próbował zachęcić członków zespołu do swojego stylu życia, oferując, chociażby diety czy porady, regularnie bywał ignorowany albo stawał się obiektem kpin. Koledzy z reprezentacji potrafili z braku sympatii nie podawać mu piłki, do czego otwarcie przyznaje się Ludovic Obraniak. Trenerzy z kolei, niejednokrotnie nie brali pod uwagę faktu, że człowiek pracujący na co dzień z Guardiolą, Kloppem, Nagelsmannem, Flickiem czy Ancelottim może mieć ciekawe uwagi dotyczące gry zespołu, z wyższością i pogardą zbywającego sugestie. Zupełnie inaczej wyglądało to u rozmówców zza granicy. Mimo że zdają sobie sprawę z wad Roberta, Gaviemu zdarza się nawet z nich żartować, to jednocześnie bardzo go szanują i cenią sobie jego zdanie. Nie jest może ich wymarzonym kompanem do spędzania wolnego czasu, ale widzą w nim tytana tego sportu, któremu należy się szacunek i który motywuje ich do samorozwoju, pokazując, ile można osiągnąć ciężką pracą. Ten kontrast między jednymi i drugimi jest bardzo wyraźny i przy całej świadomości wad Lewandowskiego warto zadać sobie pytanie, czy w niektórych z przytaczanych w książce sytuacji to rzeczywiście on był problemem.

Zmierzając powoli do końca, należy odpowiedzieć na pytanie, czy przyjęte przez Staszewskiego na samym początku założenie udało się mu zrealizować. Do pewnego stopnia na pewno. Nie da się zaprzeczyć, że za sprawą jego dzieła wiemy o Lewym dużo więcej. Masa dotychczas nieopublikowanych historii i opinii buduje nam pełniejszy obraz człowieka, którego przez lata z zapartym tchem śledziliśmy przed ekranami naszych telewizorów. Problem stanowi jednak wiarygodność części wypowiedzi. Wielu rozmówców nie zdecydowało się ujawnić swojej tożsamości, efektem czego dostajemy masę informacji, których nie jesteśmy w stanie zweryfikować.

Podobny problem tyczy się także fragmentów rozmów z osobami jawnie nieprzychylnymi w stosunku do kapitana reprezentacji Polski, w których w zasadzie dostajemy słowo przeciwko słowu. Dobrym przykładem tego zjawiska jest, chociażby fragment, w którym Kucharski ocenia, że za jego zatrzymaniem przez policję stoi Lewandowski we współpracy z politykami ówczesnego obozu rządzącego. Autor podsuwa nam tego typu historie i cytaty, nie opowiadając się po żadnej ze stron, pozostawiając czytelnikowi swobodę w zakresie tego, czy zdecyduje się w to uwierzyć, czy uzna je za informacje wyssane z palca. Można jednak domniemywać, że jeśli dotychczas sam zainteresowany nie zaczął publicznie prostować potencjalnych kłamstw na swój temat to produkt, który otrzymaliśmy, jest rzetelny i nie odbiega treścią od rzeczywistości. Rola Lewandowskiego przy powstawaniu jego nieautoryzowanej biografii również jest nie bez znaczenia. Jego komentarze, odpowiedzi na zarzuty i wspomnienia, legitymizują wartość merytoryczną dzieła i dodają szerszy kontekst oraz perspektywę drugiej strony, która sprawia, że nie mamy do czynienia z jego roastem, a faktyczną próbą sportretowania jego wnętrza.

Idealną konkluzją, na temat Roberta Lewandowskiego, wydaje się zawarty na ostatniej stronie cytat Wojciecha Szczęsnego, który na bazie swoich doświadczeń zebranych przez lata na piłkarskim Olimpie, wygłasza tezę, jakoby wszyscy wielcy piłkarze, którym udało się dotrzeć do tego poziomu, prezentowali takie zachowania. Według niego te niezrozumiałe dla przeciętnego śmiertelnika zachowania doprowadzają ich do miejsca, w którym są i pozwalają się tam utrzymać. Tego samego zdania jest Staszewski, który stronę wcześniej sugeruje nam, że gdyby Lewandowski nie był taki, jaki jest, to nigdy nie udałoby mu się usiąść przy jednym stole z Messim, Ronaldem i całą resztą panteonu piłkarskich bogów. I chyba tę diagnozę możemy uznać za najbardziej trafną przy ocenie Roberta Lewandowskiego i tym samym oddać Staszewskiemu, że chociaż nie rozgryzł go w 100%, to był najbliżej ze wszystkich, którzy dotychczas próbowali.

Wojciech Waehner