
Barkley Marathons uchodzi za jedne z najbardziej nietypowych i wymagających zawodów biegowych na świecie. Ukryty w lasach Tennessee i znany z niewyobrażalnej trudności od lat budzi ciekawość nawet wśród doświadczonych biegaczy ultra. Co sprawia, że tak niewielu w ogóle staje na starcie, a jeszcze mniej przekracza linię mety?
Lazarus Lake, twórca Barkley Marathons, otwarcie przyznaje, że jego zawody zostały stworzone w taki sposób, by nikt nie był w stanie ich ukończyć. Bieg odbywa się od 1986 roku w amerykańskim Frozen Head State Park w hrabstwie Morgan, jednak dopiero po dziewięciu latach pierwszy zawodnik zdołał przekroczyć metę. Inspiracją do powstania Barkley Marathons był James Earl Ray, morderca Martina Luthera Kinga Jr., który w 1977 roku uciekł z więzienia Brushy Mountain, przemierzając las, w którym dziś rozgrywany jest bieg. Zawody są zwykle organizowane między połową marca a początkiem kwietnia, przy czym dokładny dzień i godzina startu pozostają tajne, aż do rozpoczęcia wydarzenia. W tegorocznej edycji nikomu nie udało się dotrzeć do mety, a przez niemal cztery dekady zdołało to zrobić jedynie 20 biegaczy. Tak mała liczba finisherów nie powinna dziwić, gdyż już sama formuła biegu i jego skrajny poziom trudności wymagają od uczestników wysiłku sięgającego granic możliwości.
Rejestracja weryfikująca wytrwałość
Tajemnica Barkley Marathons zaczyna się jeszcze na długo przed startem, ponieważ nikt dokładnie nie wie, gdzie, kiedy, ani w jaki sposób się zgłosić. Terminy i warunki rejestracji są pilnie strzeżone, nie istnieje żadna oficjalna strona biegu, a organizatorzy nie mają najmniejszego zamiaru ułatwiać życia zainteresowanym. Proces zgłoszeniowy do Barkley jest celowo niejawny – jeśli ktoś nie jest gotów poświęcić czasu i energii, by samodzielnie ustalić, jak w ogóle się zapisać, to prawdopodobnie nie poradzi sobie z wymaganiami samego biegu, gdy wszystko będzie mu podpowiadać, by odpuścić. Mimo że co roku próbują tysiące chętnych, na listę dostaje się zaledwie czterdziestu szczęśliwców. Sam proces rejestracji również odbiega od standardów. Formularz zawiera wiele nietypowych, pozornie nieistotnych pytań, a kandydaci muszą dołączyć list motywacyjny, w którym trzeba przekonać organizatora, że naprawdę zasługuje się na udział w tym morderczym wyzwaniu. Po procesie selekcji szczęśliwcy, otrzymują od Lazarusa Lake’a słynny „list kondolencyjny”, w którym organizator uprzedza, że właśnie zapisali się na coś „bardzo złego”. Opłata startowa jest symboliczna i wynosi 1,60 dolara, a debiutanci muszą dodatkowo przywieźć tablicę rejestracyjną ze swojego stanu lub kraju.
Reguły, które eliminują niemal wszystkich
Kiedy biegacze ostatecznie uzyskają miejsce na liście startowej, mogą w pełni sobie uświadomić, z jak ekstremalnym wyzwaniem będą musieli się zmierzyć. Uczestnicy przyjeżdżający na miejsce startu nie mają nawet pewności, o której godzinie ruszy wyścig. Barkley może rozpocząć się w dowolnym momencie między 23:00 a 11:00, a jedyną zapowiedzią jest dźwięk muszli, w którą organizator dmucha na godzinę przed rozpoczęciem. Sam start następuje dopiero wtedy, gdy Lazarus Lake zapala papierosa, dając znak, że czas rozpocząć wyzwanie. Trasa obejmuje pięć pętli po około 20 mil (32 km), co łącznie daje 100 mil (160 km) wyjątkowo wymagającego terenu. Dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że uczestnicy muszą pokonać wzniesienie porównywalne do dwukrotnej wysokości Mount Everestu, a limit czasu na pokonanie całości wynosi 60 godzin od startu pierwszej pętli. Każdego roku przebieg trasy ulega zmianie, więc wcześniejsze przygotowanie jest praktycznie niemożliwe. Przed biegiem uczestnicy dostają jedynie mapę oraz zestaw papierowych wskazówek, które muszą przepisać na swoje mapy. Po rozpoczęciu wyzwania mogą polegać wyłącznie na własnych notatkach, ponieważ używanie GPS-ów i innych urządzeń nawigacyjnych jest zabronione. W efekcie wielu biegaczy dość często gubi się na trasie. Przykładowo w 2006 roku 75-letni uczestnik zniknął na 32 godziny po pokonaniu zaledwie dwóch mil trasy, po czym okazało się, że omyłkowo dotarł aż do sąsiedniego hrabstwa.
Pierwsza kobieta na mecie
Jeszcze w 2013 roku w zgłoszeniu do Barkley twierdzono, że kobiety są „zbyt słabe”, by ukończyć tak ekstremalny wyścig, tymczasem rok 2024 udowodnił, że te przewidywania były całkowicie błędne. Jasmin Paris, 40-letnia weterynarka i matka dwójki dzieci, zapisała się na kartach historii tego ekstremalnego biegu. Jako druga kobieta w historii dotarła do czwartej pętli, a następnie jako pierwsza kobieta ukończyła czwarte okrążenie i wyruszyła na ostatnią, piątą pętlę. W trakcie biegu Paris zmagała się z ogromnym zmęczeniem, pojawiającymi się halucynacjami, otarciami i bólem stawów. Ostatecznie Brytyjka przekroczyła metę na 99 sekund przed końcem czasu, zajmując piąte miejsce w klasyfikacji generalnej i stając się pierwszą kobietą w historii, która ukończyła Barkley Marathons. Osiągnięcie Jasmin Paris to nie tylko świadectwo jej determinacji, ale też znak postępu kobiet w biegach ultra. Jej wyczyn udowadnia, że nawet w najbardziej wymagających wyzwaniach kobiety potrafią odnieść sukces.
Barkley Marathons, nazywany „wyścigiem, który pożera swoich młodych”, często określany jest jako najtrudniejszy i najbardziej brutalny bieg na świecie. Oprócz sportowego charakteru, traktuje się go również jako wydarzenie kontrkulturowe, częściowo ze względu na symboliczny koszt uczestnictwa i ekscentryczny charakter organizacji. Barkley Marathons to ekstremalna próba wytrzymałości fizycznej i psychicznej: strome, niemal pionowe podejścia, trudny, dziki teren, brak możliwości korzystania z nawigacji i pomocy z zewnątrz. Samo ukończenie trasy sprawia, że zawodnik staje się wręcz częścią miejscowej legendy. Dla tych, którzy zdecydują się podjąć to niewyobrażalnie trudne wyzwanie, udział w Barkley staje się wyjątkowym doświadczeniem, a sam bieg stał się synonimem granic wytrzymałości
i determinacji w świecie biegów ultra.
Weronika Nowak
