
W ciągu roku za zaginionych uznaje się w Polsce nawet 17 tysięcy osób. W Stanach Zjednoczonych ta liczba wynosi ponad pół miliona. Te statystyki szokują, bo przecież musielibyśmy codziennie w telewizji słyszeć o jakichś zaginięciach- a zazwyczaj dowiadujemy się o nich sporadycznie. Każdy z nas wymieni przynajmniej trzy najbardziej znane sprawy kryminalne. Jednak prawdopodobnie każda z tych spraw ma taki sam archetyp głównej bohaterki.
Amerykański sen, czyli faworyzacja?
White missing womansyndrome- polega na większym zainteresowaniu zaginięciami białych, atrakcyjnych kobiet z klasy średniej niż osób z innymi cechami fizycznymi lub z innej klasy społecznej. To zjawisko jest bardzo głęboko osadzone w zachodniej podświadomości- nikt nie planuje, że jego uwaga osiądzie na plakacie uroczej blondynki, z którą nawet mógłby się umówić. Jednak zjawisko to wynika z głęboko zakorzenionego podłoża kulturowego, które w wielu sprawach gra główne skrzypce. Takim przykładem są Stany Zjednoczone- to stamtąd pochodzi słynny van z lodami kojarzący się z porwaniami dzieci czy zdjęcia najmłodszych zaginionych na kartonach mleka.
Nie trudno zauważyć, że o najbardziej znanych amerykańskich sprawach kryminalnych mówi się najczęściej w kontekście białej dziewczynki, bądź nastolatki, z przedmieścia, z klasy średniej, ubranej w sukienkę w kokardki, porwanej przez zboczeńca, który odbiera jej życie, a potem porzuca ją w bagnie. Przy sprawie Gabby Petito społeczeństwo amerykańskie zaczęło brać pod uwagę fakt, że przez wiele lat zarówno miliony zwykłych ludzi, jak i spragnione uwagi odbiorców media, mogli być źródłem syndromu zaginionej białej kobiety. Syndromu, który dzieli ofiary na lepsze i gorsze, narzucając odbiorcom utarte interpretacje faktów. Gabby Petito była młodą blondynką, która realizowała swoją pasję podróżniczą ze swoim narzeczonym. Idealny obrazek zakochanej pary kochany przez wielu Amerykanów. Wszystko się skończyło, gdy on ją zamordował, a później sam popełnił samobójstwo. Ta sprawa zyskała ogromne zainteresowanie mediów. Tak wielkie, że doprowadziło to do społecznej debaty, czy naprawdę osoba o innej rasie niż biała nie może liczyć na podobne zainteresowanie medialne jej zaginięciem. Przecież to powinno być bez znaczenia, czy mówimy o białej kobiecie czy ciemnoskórym mężczyźnie. A jednak nie jest.
Polski archetyp ofiary
Co kraj, to stereotyp. W Polsce największą sławą cieszą się zaginięcia nie słodkich, niewinnych dziewczynek, lecz młodych kobiet, które na początku nazywane są co najmniej ,,wolnym duchem’’. Można to nazwać nawet odwróconym syndromem, ponieważ nienawiść czasami wręcz kipi z odbiorców, gdy widzą plakat dziewczyny, która wracając samotnie z imprezy znika bez śladu.,, Przestroga dla wszystkich lasek, nie róbcie głupich zdjęć do luster, bo później w takiej sytuacji nie będą mieli normalnego do pokazania”, ,, Jak będę na delegacji odwiedzał albańskie burdele, to się porozglądam…’’- to tylko kilka wpisów spod ogłoszenia o zaginięciu Iwony Wieczorek z 2010 roku. Niezależnie od tego, czy dziewczyna odnalazłaby się od razu, czy byśmy pozostali przy obecnych torach historii, zawsze znajdziemy społeczne przekonanie, iż jej uroda jest powodem, dla którego doszło do zbrodni. Od gwałtu w Parku im. Ronalda Reagana (teren bardzo rozległy, przypominający mały las), przez uprowadzenie do domu publicznego, aż po świadczenie usług seksualnych u trójmiejskiej mafii. I mogą to być dobre tropy, bo przecież skoro jest atrakcyjna, to mogła się spodobać psychopacie, lub gangsterzy wiedzieli, że klienci będą nią zainteresowani. Lecz te wnioski są wysnute na podstawie wyglądu. A czy powinny padać słowa ,,Czemu ktoś miałby jej nie zgwałcić, skoro jest taka ładna?’’
Tak samo było w przypadku najsłynniejszej poznańskiej zaginionej- Ewy Tylman. Jej śmierć była prawdopodobnie wypadkiem, który sam się nasuwa na myśl, gdy słucha się tej historii. Wraca pijana ze swoim przyjacielem z imprezy, ostatni raz są razem widziani niedaleko mostu Św. Rocha, a potem przez kilka miesięcy kobiety nie ma. Jej zwłoki zostają odnalezione w Warcie. Najbardziej prawdopodobne wydają się dwie drogi- morderstwo lub wypadek. Ważnym elementem układanki jest fakt, że przyjaciel Ewy również był pod silnym wpływem alkoholu, więc gdyby zabił, to w afekcie, a w takiej wersji prawdopodobnie szybko by się przyznał przez obciążenie psychiczne. Natomiast śledczy mieli inną wizję tamtej nocy. Według nich Adam Z. (przyjaciel Ewy) chciał doprowadzić do zbliżenia z koleżanką, natomiast ona uciekając przed nim, wpadła do rzeki lub on sam ją tam wepchnął ze złości. Owszem, mogło tak być i policja bardzo mocno w to wierzyła. Nawet nie chcieli podważyć swojej tezy po tym, jak Adam Z. przyznał, iż jest innej orientacji niż heteroseksualna, a kobiety wcale go nie interesują. Według jego zeznań Ewa sama pobiegła w stronę Warty, a cała tragedia wydarzyła się przez alkohol. Ale kobieta była atrakcyjna na tyle, że dlaczego homoseksualista miałby nie chcieć jej zgwałcić, w dodatku wieloletni przyjaciel? To może być częsty motyw zbrodni, ale sprawa Ewy Tylman ma aż dwie ofiary- kobietę, która straciła życie oraz jej najlepszego przyjaciela, który spędzając wieczór z koleżanką i nie zostawiając jej samej, zostaje oskarżony o próbę gwałtu i zabójstwo. A świadomość przemocy seksualnej chyba nie powinna się opierać na tym, że młoda dziewczyna zawsze zostanie zgwałcona, a ktoś inny już niekoniecznie, ale jeśli ta kobieta będzie skrzywdzona, to jest na tyle ładna, że możemy ją obrażać. Syndrom zaginionej białej kobiety w Polsce jest strasznie skomplikowanym procesem myślowym.
Jest to to samo zjawisko, a wygląda zupełnie inaczej w różnych kulturach. Niezależnie od podejścia do ofiar, żadne z wymienionych nie jest pozytywne dla zaginionych. Oskarżanie pokrzywdzonych o proszenie się, by zostać zamordowanym lub zakładanie, że tylko porwanie białej, niewinnej dziewczyny mogłoby być realną zbrodnią, a nie inne okoliczności. Media powinny pomagać w takich sprawach, a nie wybierać, kogo plakat o zniknięciu jest wystarczająco estetyczny, aby pokazać go w telewizji. Za liczbami oglądalności programów stoją ludzie, tak samo za statystykami zaginięć.
Aleksandra KĘDZIERSKA
