AI slop zalewa social media. / Źródło: Wikimedia Commons (CC0 1.0), Microsoft Copilot

Scrollujemy szybciej niż kiedykolwiek, konsumując treści, które bawią, szokują lub po prostu same się oglądają. Kolorowe, dziwne, absurdalne, bezsensowne – nieważne, jakie są. Ważne, żeby zatrzymały wzrok na dłużej. Granica między tym, co stworzone, a tym, co wygenerowane, coraz bardziej się rozmywa. W świecie zaprojektowanym pod nieustanną stymulację warto zadać pytanie: czy naprawdę wiemy, czym dziś karmimy własną uwagę i jakie będą tego długofalowe konsekwencje?

AI slop – termin wybrany słowem roku 2025 przez Merriam-Webster i American Dialect Society – odnosi się do masowych treści generowanych przez sztuczną inteligencję, najczęściej niskiej jakości, pozbawionych wartości artystycznej lub merytorycznej. Muzyka, filmy, grafiki, filtry, teksty – coraz więcej treści, które konsumujemy dziś w internecie, powstaje przy udziale algorytmów. AI slop działa jak cyfrowy fast food: szybki, tani i zaprojektowany tak, by konsumować go bezrefleksyjnie. Nie po to, by się nasycić, lecz by zatrzymać uwagę. Pojawia się więc pytanie: jakie są długofalowe skutki tej zmiany i czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak głęboko generatywna sztuczna inteligencja wnika w nasze życie?

W Twoim telefonie

Kto choć raz nie nabrał się na realistycznie wyglądający filmik ze zwierzętami skaczącymi na trampolinie lub nie śmiał się (choćby ironicznie) z viralowego brainrotu? Nawet osoby starające się unikać tych treści prędzej czy później na nie trafiają. Społeczeństwo zachłysnęło się nowymi możliwościami. Sztuczna inteligencja przestała być ciekawostką dla entuzjastów technologii. Stała się integralną częścią codziennych narzędzi: Google automatycznie wyświetla AI Overview ponad wynikami wyszukiwania, Meta integruje asystentów AI z Messengerem, Instagramem i WhatsAppem, Microsoft Copilot pojawia się w pakiecie Office, a systemy operacyjne w telefonach i komputerach oferują „inteligentne podpowiedzi”, które nie zawsze da się wyłączyć. Mamy przyzwyczaić się do tego, co jest nam prezentowane. Chcąc nie chcąc – do wygody i szybkiej dopaminy przyzwyczaić się jest bardzo łatwo…

Szczególnie podatne na skutki zalewu AI są osoby starsze oraz dzieci. Seniorzy często nie posiadają narzędzi ani kompetencji pozwalających odróżnić wygenerowane treści od prawdziwych informacji. Clickbaitowe grafiki, zmanipulowane nagrania czy fałszywe wiadomości mogą prowadzić do dezinformacji, strachu i oszustw. Dzieci natomiast dorastają w środowisku, w którym algorytmy od początku współtworzą ich rzeczywistość – estetykę, język, poczucie humoru i sposób komunikacji.

W Twojej głowie

Wpływ generatywnej sztucznej inteligencji nie kończy się na estetyce czy na jakości treści. Okazuje się, że regularne korzystanie z narzędzi AI może znacząco wpływać na nasze funkcje poznawcze. Badanie przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych przez uczelnię Massachusetts Institute of Technology (MIT) dostarczyło pierwsze neurofizjologiczne dowody na to, że korzystanie z generatywnej SI (w tym przypadku ChatGPT) obniża zdolność mózgu do tworzenia, analizowania i zapamiętywania treści. Jeśli AI jest używana bezrefleksyjnie, prowadzi do osłabienia umiejętności krytycznego myślenia i rozwiązywania problemów. U badanych osób takie deficyty dało się zaobserwować nawet kilka miesięcy później.

Sprzeciw wobec generatywnego AI istnieje, choć bywa rozproszony. Najgłośniej protestują osoby z branż kreatywnych. Podczas strajków w Hollywood aktorzy i scenarzyści zwracali uwagę na zagrożenia związane z cyfrowym klonowaniem wizerunku i głosu. Scarlett Johansson publicznie sprzeciwiła się wykorzystaniu głosu łudząco podobnego do jej własnego, a artyści muzyczni, m.in. Billie Eilish, Nicki Minaj czy Stevie Wonder, podpisali list otwarty przeciwko trenowaniu modeli na cudzej twórczości. Kontrowersje budzą także incydenty takie jak afera z Grokiem na platformie X, który generował seksualizujące treści na podstawie zdjęć realnych osób. 

Branża kreatywna protestuje. /Źródło: Wikimedia Commons (CC BY-SA 2.0), fot. ufcw770

Twoja kreatywność? 

Rozmowa o generatywnym AI szybko przestaje być rozmową o technologii, a zaczyna dotykać filozofii. Skoro algorytmy potrafią perfekcyjnie imitować styl, emocje i estetykę, to musimy na nowo zdefiniować, czym jest dla nas sztuka lub ludzka kreatywność i dlaczego w ogóle ją cenimy. Przy tempie, w jakim rozwija się technologia, to kwestia kilku miesięcy, tygodni, a może dni, kiedy nawet najbardziej spostrzegawczy użytkownicy nie będą w stanie odróżnić wytworów SI od dzieł człowieka. Dochodzimy do pytań „jak definiujemy sztukę?” i „czy cenimy prace stworzone przez człowieka bardziej niż wygenerowane przez SI?” Czy sam pomysł – prompt – jest wystarczającym wkładem własnym, by nazwać grafikę czy filmik swoim dziełem? Niektórzy intuicyjnie czują, że praca człowieka ma większą wartość. Inni nie widzą problemu w słuchaniu playlist wygenerowanych w Suno czy wieszaniu na ścianie obrazów stworzonych przez ChatGPT – dopóki im się podobają. Być może to kolejny przejściowy konflikt, podobny do tego, który towarzyszył pojawieniu się digital artu.

Warto więc zadać sobie pytanie, czy algorytmy są w stanie oddać ludzkie doświadczenie, czy jedynie je imitują – sklejając emocje z danych i statystyk. I czy w świecie pełnym perfekcyjnych, natychmiastowych podróbek wciąż będziemy potrafili docenić to, co niedoskonałe, wolniejsze, brzydsze – ale prawdziwe. Być może największym wyzwaniem nie jest dziś sama obecność generatywnej sztucznej inteligencji, lecz nasza gotowość do bezrefleksyjnej konsumpcji. Bo to, czym karmimy swoją uwagę, wcześniej czy później zaczyna kształtować sposób, w jaki myślimy, czujemy i tworzymy.

Zuzanna KOŁACZ

%d bloggers like this: