Czy na Morze Potworów warto wypływać? „Percy Jackson i bogowie olimpijscy” sezon 2 – recenzja

Walker Scobell powraca jako Percy Jackson / Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Walker_Scobell_by_Gage_Skidmore_2.jpg

Percy, Annabeth i Grover na zakończenie pierwszego sezonu przygód przysięgli sobie, że dokładnie za rok spotkają się pod sosną Thalii. Niestety, obietnicy nie udało im się dotrzymać. Percy i Annabeth wrócili do obozu gnani niebezpiecznymi okolicznościami, Grover przepadł bez śladu a sosna została poważnie raniona. Czy to otwarcie emocjonującego sezonu? Recenzujemy drugą część serii „Percy’ego Jacksona i bogów olimpijskich”.

Produkcję Disney+ z 2023 doceniono znacznie bardziej niż poprzednie, filmowe adaptacje przygód Percy’ego. Z entuzjazmem przyjęto fakt, że Rick Riordan – autor bestsellerowej serii książek – znalazł się w gronie twórców serialu. Mimo lekkich kontrowersji wokół doboru obsady, czy wprowadzeniu nieco łagodniejszego klimatu – całość okazała się sukcesem, zdobywając uznanie widzów i recenzentów. Na drugi sezon trzeba było czekać dwa lata. I choć pamięć o szczegółach pierwszych ośmiu odcinków nieco już wyblakła, pozostała sympatia wraz z oczekiwaniami. Czy twórcom udało się je spełnić?

Włączenie pierwszego odcinka drugiego sezonu, to jak chwycenie za puzel z dawno przerwanej układanki. Po kilku chwilach widz nie tylko się cieszy, zaczyna się też ponownie odnajdywać w stylu produkcji. To dobre powitanie, choć później, z perspektywy ośmiu odcinków, zdaje się niedopracowane. Mimo że sceny w Obozie Herosówwywołują uśmiech, oferują wartką akcję i nowych, ciekawych bohaterów, to można odczuć wrażenie nierównego rytmu. Jakby twórcy chcieli jak najszybciej zaliczyć ten obowiązkowy element i popchnąć fabułę dalej, w świat. Tam jednak — na szczęście — jest już tylko lepiej. 

Bohaterowie ruszają na Morze Potworów, w poszukiwaniu Grovera i legendarnego Złotego Runa. Problem? Nie oni zostali przydzieleni do misji, więc złamali prawo. Mosty wydają się spalone. Stawka powodzenia wyprawy? Bezpieczeństwo obozu, Olimpu a także świata ludzkiego. W końcu Kronos nie oszczędziłby nikogo. Akcja rozwija się niespiesznie, w tempie przyjemnie angażującym odbiorcę. To rytm odpowiedni zwłaszcza dla tych, którzy śledzili sezon od początku, ponieważ cotygodniowe oczekiwanie na nowy odcinek niemal niezauważenie przerodziło się w rytuał. I odpowiednim dla tych, którzy za seans planują zabrać się teraz, już po premierze ostatniego z odcinków – jest spora szansa, by poczuć chętkę na „połknięcie” całości na jednym posiedzeniu. I na rewatch, a to w dobie niemal nielimitowanej oferty platform streamingowych już spore osiągnięcie. 

Pomagają w nim na pewno dopracowane efekty specjalne i zgrabny montaż. Tło akcji jest syte a podczas bitwy u bram Morza Potworów niemal czuć na skórze szalejące fale i wiatr. W sieci natrafiłem na niezadowolenie jakością CGI, którego użyto do wykreowania twarzy Tysona – cyklopa i przyrodniego brata Percy’ego. Zarzucono mu niedopracowanie i nierealizm. Rzeczywiście, zakres mimiki górnej części jego twarzy nie odzwierciedla ludzkiej. Ale musimy zadać sobie pytanie: czy i na ile powinien? W końcu mówimy o postaci mitycznej. Niedociągnięcia można próbować usprawiedliwić chęcią pokazania kontrastu – różnic między cyklopem a człowiekiem. Mi jednak to wykonanie pasuje do charakteru Taysona i jego odegrania przez Daniela Diemera. 

Ta solidna kreacja z miejsca budząca sympatię widza. Z kolei ze wzbudzeniem antypatii świetnie radzi sobie Timothy Simons jako Tantal. Przy tym potrafi rozbawić, to z pewnością jedna z ciekawiej odegranych ról w obu sezonach serialu. Widza zainteresuje też Madame Kiki (Kirke) w wykonaniu Rosemarie DeWitt. A główna trójka? Bardzo solidnie, przekonująco. I wow, ależ oni wyrośli! Cieszy fakt, że również pod kątem aktorskiego warsztatu. Walker Scobell i Aryan Simhadri świetnie oddają więź łączącą Percy’ego z Groverem a Leah Jeffries dobrze radzi sobie z ambicją, nadziejami i wewnętrznym rozdarciem Annabeth. Widać, że młodzi aktorzy coraz mocniej zżywają się z odgrywanymi przez siebie postaciami. Cała trójka gra pierwsze skrzypce w emocjonalnym angażowaniu widza w seans. I jest to nader udany koncert, aż do ostatniego odcinka.

Ten finał szczególnie chodzi mi po głowie. Cały epizod, mimo ważnego starcia i rozwiązania fabularnych wątków, jest już tak naprawdę wyhamowaniem akcji. Jej apogeum przypada na odcinki: szósty, siódmy. Nie razi to co prawda widza, jednak – zwłaszcza bez znajomości pierwowzoru – może pozostawić go z pewnym niedosytem. Jego karmione coraz lepszymi epizodami oczekiwania stale przecież rosły.

Nie zmienia to faktu, że na Morze Potworów warto z Percym i jego ekipą wypłynąć. Całość, zwłaszcza w porównaniu do filmu sprzed trzynastu lat, wypada świetnie. Jest bogata w treść, czym pozwala widzowi poczuć charakter świata półbogów. Zachowuje również klimat pierwszego sezonu. Co prawda nieco mniej tu śmiechu, ale spokojnie. Choć żarty nie padają seryjnie, każdy z nich wywołuje uśmiech na twarzy. Są celne, często sytuacyjne i pięknie wpasowują się w charakter danych postaci. Co najważniejsze, nie przyćmiewają akcji komedią a tego przecież oczekujemy od przygodowych produkcji. 

Trzeci sezon przygód Percy’ego ukaże się jeszcze w tym roku. Zdaje się, że udany drugi zagwarantował mu już wielkie zainteresowanie widzów. 

Marcin KLONOWSKI

%d bloggers like this: