Czytanie wyznacznikiem statusu

Czy czytanie stało się wyznacznikiem statusu? / Źródło: archiwum prywatne

Czytać może każdy? Ale czy każdy ma na to ochotę? Dawniej książki stanowiły najważniejsze medium, po które sięgano w poszukiwaniu wiedzy, rozrywki i bodźców dla wyobraźni. Jaką pozycję zajmuje literatura współcześnie w konfrontacji z mediami społecznościowymi?

Biblioteka Narodowa corocznie przeprowadza badanie czytelnictwa wśród Polaków powyżej 15 roku życia. W roku 2024, 41% osób zadeklarowało przeczytanie przynajmniej jednej książki w ciągu roku. Widzimy lekki wzrost punktów procentowych w porównaniu z latami 2021 i 2022, kiedy 34% osób deklarowało to samo. 

Zostając w temacie ankiet i badań. Podczas gdy polski plebiscyt na „Młodzieżowe Słowo Roku 2024” wygrało słowo „sigma”, w świecie anglojęzycznym zatriumfowało słowo „brainrot”. Oxford University Press, które ogłosiło wyniki, tłumaczy słowo „brainrot” jako domniemane pogorszenie stanu psychicznego lub intelektualnego danej osoby, postrzegane zwłaszcza jako wynik nadmiernego konsumowania treści (obecnie szczególnie treści internetowych) uważanych za trywialne lub mało ambitne. Może to opisywać również coś, co może prowadzić do takiego pogorszenia. 

Literatura w blasku fleszy

Gdy większość społeczeństwa nagminnie korzysta z mediów społecznościowych, sławna jego część pokazuje się z innej strony. Addison Rae, Kendall Jenner i Jacob Elordi, co łączy ich wszystkich? Tych celebrytów i wielu innych, widzimy w miejscach publicznych z książkami. Czy można iść ulicą i czytać biografię Britney Spears? Rae pokazuje, że można, szczególnie gdy w powietrzu krążą plotki o filmowej adaptacji książki, a twórcy poszukują młodej, utalentowanej muzycznie aktorki, która mogłaby wcielić się w księżniczkę popu. Oczywiście, nie możemy stwierdzić, czy ktoś naprawdę czyta, czy jest to tylko chwyt marketingowy. Jednak ze względu na powtarzalność tego zjawiska, internauci zaczęli mówić o nim dość negatywnie.

W przeciwieństwie do niemal wyreżyserowanego epatowania lekturą, są też celebryci, którzy dzielą się swoimi głębszymi, literackimi refleksjami. Piosenkarka Dua Lipa, od kilku lat prowadzi klub książkowy „Service 95”. Na ich stronie internetowej można znaleźć rekomendacje interesujących dzieł — zarówno krótszych, jak i obszerniejszych — zapisać się do newslettera, a po odwiedzeniu profilu na Spotify posłuchać rozmów Duy z uznanymi autorami. 

Media (nie)społecznościowe

W dobie powszechnego dostępu do internetu, młodzi ludzie łakną bliskości i poczucia przynależności. Dlatego tak dużą popularność zdobyły „book media”. Są to profile na Instagramie, YouTubie, Tiktoku o tematyce literackiej. Niektórzy twórcy polecają tam swoje ulubione książki, inni tworzą treści krytycznoliterackie, więc każdy może odnaleźć coś co mu się spodoba. Jedną z najpopularniejszych aplikacji dla czytelników jest Goodreads. Stworzona przez firmę Amazon, największa platforma i aplikacja, pozwalająca na stworzenie biblioteki książek już przeczytanych, a także znalezienie inspiracji na nową pozycję czytelniczą. Możemy tam dodawać swoich znajomych, widzieć w co aktualnie zagłębiają się i jacy są ich literaccy faworyci. Goodreads umożliwia także ustalenie celu czytelniczego na dany rok. W teorii pomysł jest świetny, jednak z czasem część internautów zaczęła traktować to wyzwanie nie jako motywację, a swój obowiązek, który musi się spełnić. Z końcem roku możemy zaobserwować wzrost treści, w wyżej wspomnianych mediach, polecających krótkie książki, aby „dobić” ich liczbę na ten rok. Często są to pozycje do 150 stron. Niestety, często możemy też spotkać się ze stwierdzeniami, że dłuższych dzieł nie warto zaczynać z końcem roku, lepiej wykorzystać ten czas na krótsze, aby zwiększyć ilość przeczytanych książek w podsumowaniu czytelniczym.

Każda osoba ma swój indywidualny styl czytania i doboru powieści. Jednak, dzięki wielkości książkowej społeczności, możemy wyodrębnić kilka wyśmiewanych i przerysowanych rodzajów czytelników. 

„Książkara” to zazwyczaj dziewczyna w wieku nastoletnim, której ulubionymi gatunkami są książki młodzieżowe, young adult i romantasy. Zazwyczaj sięga po dzieła, niebędące napisane poprawną polszczyzną ani nie wykraczają poza utarte schematy, takie jak relacja buntownika z grzeczną dziewczyną, nielegalne wyścigi samochodowe czy uliczne bójki. Jej pokój to filary złożone z identycznych okładek z tymi samymi postaciami w zmysłowych pozach, a jej świętym Graalem jest limitowana edycja z barwionymi brzegami. Jeśli odważysz się zasugerować, że fabuła przypomina fanfiction, usłyszysz płomienną obronę ulubionych bohaterów, która trwałaby godzinami.

Jej przeciwieństwem jest „pseudointelektualista”. Osoba studiująca kierunek humanistyczny, najlepiej filologię polską lub klasyczną. Uwielbia dzieła Dostojewskiego, Tołstoja i Goethego. Zazwyczaj ubiera się w płaszcz, kamizelkę, sweterek i spodnie od garnituru. Co jednak ważne – często więcej mówi o książkach, niż je faktycznie czyta. Jego życiowym celem jest bycie zauważonym w kawiarni z opasłym tomem „Ulissesa” na stole (najlepiej w oryginale) i głośne wzdychanie nad „płytkością współczesnej literatury”. Na imprezie z łatwością poprowadzi wykład o egzystencjalizmie.

Nie sposób zapomnieć o „Kolekcjonerze”. Dla niego liczy się przede wszystkim fizyczny przedmiot. Książki musi mieć na półce – najlepiej w trzech różnych wydaniach. Czyta? Cóż, czasami. Jego życiową misją jest posiadanie idealnej ekspozycji, gdzie grzbiety układają się w tęczę. Na widok odgiętej okładki lub, odpukać, złamanego grzbietu, reaguje jak na widok zbrodni. Jeśli pożyczysz od niego książkę, przygotuj się na szczegółową instrukcję: „nie czytać w kąpieli, nie zaginać rogów, odkładać wyłącznie na suchą powierzchnię”.

Choć te typy są przerysowane i wywołują uśmiech, łączy je jedno – miłość do książek. Każdy z nas ma w sobie po trochu każdego z nich, a dyskusje o literackich preferencjach zawsze będą paliwem dla najlepszych towarzyskich potyczek. W końcu, jak to mówią: nie oceniaj książki po okładce… chyba że jesteś Kolekcjonerem, wtedy oceniasz.

Co na to badacze?

Każda przeczytana książka ma wpływ na naszą możliwość skupienia uwagi i koncentrację. Badanie opublikowane w 2024 roku „The Effect of Social Media Addiction on Attention Span and Aggression among University Students”, czyli „Wpływ uzależnienia od mediów społecznościowych na zdolność koncentracji uwagi i agresję wśród studentów”, mówi o bardzo silnej korelacji między tymi zjawiskami. Im silniejsze uzależnienie od platform społecznościowych, tym większe problemy z koncentracją i agresją. Inne badanie opublikowane w 2024 „Zmniejszenie zdolności koncentracji uwagi spowodowane krótkim formatem treści w mediach społecznościowych” („Decrease In Attention Span Due To Short-Format Content on Social Media”) mówi o realnie negatywnym wpływie krótkich form treści na naszą zdolność skupienia uwagi. Popularność TikToka i reelsów na Instagramie, które zazwyczaj trwają mniej niż minutę, sprawia, że zadania wymagające od nas więcej skupienia sprawiają nam coraz więcej problemów.

Media społecznościowe odrywają nas od literatury, więc jak temu zapobiec? Dzięki powszechnej chęci internetowego odwyku powstała aplikacja Substack. Możemy w niej zagłębiać się w newslettery i dłuższe teksty publikowane przez inne osoby. Mamy możliwość czytania ich tradycyjnie na skrzynce mailowej, w aplikacji Substack lub na stronie newslettera. Tworzone tam treści są w większości darmowe, ale możemy znaleźć także płatne newslettery. Jest to alternatywa dla ciągłego scrollowania Instagrama czy TikToka. 

Innym rozwiązaniem tego nałogu może być uczęszczanie na kurs odwyku od mediów społecznościowych. Uniwersytet w Trydencie we Włoszech zorganizował „Kurs odwykowy od mediów społecznościowych” („Social Media Detox Camp”), który trwał od grudnia 2025 do stycznia 2026 roku. Nie musimy jednak wyjeżdżać z kraju by nabyć zdolności radzenia sobie z przestrzenią internetową. Wiele platform z kursami online oferuje także zajęcia z radami jak radzić sobie z uzależnieniem od ekranów i internetu. Nie jest łatwo wypośrodkować ceny takich kursów, wiele porad możemy znaleźć bezpłatnie, a za niektóre musimy zapłacić około 60 zł.

Kwiat amerykańskiej młodzieży

Czytanie jest niejakim wyznacznikiem statusu, z powodu na powszechny zanik czytelnictwa.  Jedynym tego powodem nie są tylko media społecznościowe, system edukacji także gra w tym dużą rolę. Jesienią 2024 roku, amerykańskie czasopismo „The Atlantic” opublikowało artykuł „Studenci elitarnych uniwersytetów, którzy nie potrafią czytać książek” („The Elite College Students Who Can’t Read Books”). Profesor Nicholas Dames, wykładowca przedmiotów humanistycznych na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku mówi o drastycznej zmianie nastawienia studentów do czytania dłuższych pozycji. Amerykański system edukacji przestał wymagać od uczniów szkół średnich znajomości książek w całości, a przerabiają raczej ich fragmenty, artykuły lub wiersze. Prof. Dames zauważył problem już w roku 2022, gdy do jego gabinetu udał się student mający kłopoty już z początkowymi zadaniami na studiach. Kilkanaście lat temu jego studenci mogli analizować „Zbrodnię i karę” i „Dumę i uprzedzenie” w tym samym miesiącu, teraz to wyzwanie. Możemy się tylko zastanawiać, skoro studenci uniwersytetu należącego do Ligi Bluszczowej, czyli ośmiu prywatnych uniwersytetów badawczych w Stanach Zjednoczonych uznawanych za najlepsze szkoły na świecie, mają problemy, jak radzą sobie uczniowie ze szkół w mniejszych miejscowościach i studenci z mniej prestiżowych uniwersytetów.

Od wielu lat znajomość literatury jest niejakim wyznacznikiem statusu. Osoby czytające więcej są postrzegane jako bardziej wyedukowane i mądre, co może wprowadzać niepotrzebne podziały w społeczeństwie. Bardzo trudno jest ocenić jak dalej potoczą się książkowe trendy. Możemy tylko liczyć, że coraz więcej osób odnajdzie w sobie prawdziwą pasję do książek.

Jagoda SUWAŁA

%d bloggers like this: