Gdzie są te dzieci? Korea Południowa i demograficzna cena mizoginii

Seul – stolica Korei Południowej / Źródło: https://www.pexels.com/photo/seoul-at-night-18495179/ fot. Gije Cho
„Gdzie są te dzieci?” – to hasło kampanii społecznej polskiego rządu z 2022 roku, które szybko stało się viralem. Podobne pytanie najprawdopodobniej zadają sobie dziś władze Korei Południowej. Dlaczego? Ponieważ od 2022 roku kraj ten nieprzerwanie zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem najniższego przyrostu naturalnego (być może z wyjątkiem Watykanu). Mimo licznych inicjatyw mających zapobiec temu demograficznemu rekordowi, sytuacja pozostaje niemal niezmieniona. No więc… gdzie są te dzieci?
Na początek należy uczciwie przyznać, że rząd Korei Południowej próbował. I to w sposób, który często uznaje się za najbardziej skuteczny w rozwiązywaniu problemów – poprzez pieniądze. Czy istnieje lepsza zachęta do posiadania dzieci niż solidna suma koreańskich wonów? Trzeba przyznać: starania były poważne. Zasiłek rodzicielski w wysokości jednego miliona wonów (ok. 3000 zł), tzw. „pakiet pierwszego spotkania” czyli jednorazowe świadczenie wypłacane po narodzinach dziecka – trzy miliony wonów (ok. 9000 zł). Rząd zwrócił się nawet do pracodawców, oferując wsparcie firmom wypłacającym własne bonusy prorodzinne. Niektóre koncerny, jak Booyoung Group, oferują pracownikom nawet 100 milionów wonów za każde dziecko (ok. 300 tys. zł). Problem w tym, że wszystkie te kwoty nie wystarczyły, by Korea Południowa awansowała choćby o jedno miejsce w rankingu dzietności. Co więc zrobił rząd? Wprowadził kolejne zmiany.
Zmiany te dotyczyły głównie prawa pracy. W 2025 roku urlop rodzicielski wydłużono z 12 do 18 miesięcy, a urlop ojcowski podwojono, z 10 do 20 dni roboczych. Zwiększono również maksymalną miesięczną kwotę zasiłku. Wisienką na torcie miał być skrócony czas pracy dla kobiet w ciąży, o dwie godziny dziennie, przez cały okres ciąży. To jednak nie wszystko. Wracając do finansów: wprowadzono tanie kredyty dla rodzin z noworodkami oraz specjalne pożyczki mieszkaniowe bez limitów dochodowych, mające ułatwić zakup własnego lokum. Dodatkowo w Seulu i innych dużych miastach zaoferowano darmowe procedury in vitro.
Mało tego, prezydent Yoon Suk-yeol zapowiedział powołanie nowego Ministerstwa Planowania Strategicznego ds. Populacji. Jego szef miałby pełnić jednocześnie funkcję wicepremiera, co umożliwiłoby koordynację wszystkich działań prorodzinnych w kraju.
Mimo ogromnych nakładów finansowych i instytucjonalnych, eksperci coraz częściej podkreślają, że same pieniądze nie wystarczą. Kto by się spodziewał? Dopóki nie zmieni się zabójcza kultura pracy oraz ekstremalna presja edukacyjna, która generuje ogromne koszty i stres, problem demograficzny pozostanie nierozwiązany.
Ale czy istnieje jeszcze jeden czynnik, o którym mówi się zbyt rzadko? Czynnik absolutnie kluczowy w kontekście rodzenia dzieci? Może są nim te, które miałyby rodzić – kobiety. Dlaczego więc kobiety nie chcą mieć dzieci?
Choć Korea Południowa jest nowoczesną potęgą gospodarczą, zmaga się z równie potężnymi problemami społecznymi i strukturalnymi dotyczącymi kobiet. Wróćmy więc do środowiska pracy, miejsca, które rząd próbuje reformować poprzez dłuższe urlopy i krótszy dzień pracy. Jednocześnie Korea od dekad zajmuje ostatnie miejsca w rankingach równości płci na rynku zatrudnienia. W latach 2024–2025 kobiety zarabiają średnio o 29–31% mniej niż mężczyźni – to najgorszy wynik wśród państw OECD. Zajmują one zaledwie 16% miejsc w zarządach firm, często są spychane do gorzej płatnych prac dorywczych, a posiadanie dzieci drastycznie obniża ich szanse na awans. Magazyn The Economist regularnie uznaje Koreę Południową za jedno z najgorszych miejsc do pracy dla kobiet wśród rozwiniętych gospodarek.
Problem jednak nie kończy się na rynku pracy. Kolejnym obszarem, w którym państwo zawodzi, jest nowoczesna przestępczość seksualna. W 2024 roku wybuchł skandal związany z masową produkcją i udostępnianiem na Telegramie seksualnych materiałów typu deepfake, wymierzonych głównie w kobiety i dziewczęta. Do tego dochodzi zjawisko „molka” – ukrytych kamer instalowanych w toaletach i przebieralniach.
Przemoc przybiera różne formy. O ile ta cyfrowa często pochodzi od obcych, nie oznacza to, że nie może przyjść także od najbliższych. Blisko jedna na pięć Koreanek doświadczyła przemocy ze strony partnera. W 2024 roku liczba zgłoszonych przypadków tzw. przemocy randkowej przekroczyła 88 tysięcy. Mimo to w kraju wciąż brakuje dedykowanych ustaw regulujących to zjawisko.
Na to wszystko nakłada się trend obserwowany dziś na całym świecie, lecz szczególnie widoczny w Korei Południowej, rosnący ruch antyfeministyczny, zwłaszcza wśród młodych mężczyzn. Kobiety bywają atakowane fizycznie lub werbalnie nawet za drobne symbole kojarzone z feminizmem, takie jak krótkie włosy.
W odpowiedzi na seksizm i opresyjne normy społeczne część kobiet dołączyła do ruchu „4B” (cztery razy „nie”), bojkotując randki, seks, małżeństwo i rodzenie dzieci. Od lat 2017–2018 ruch ten stanowi formę protestu przeciwko patriarchatowi, przemocy i restrykcyjnym oczekiwaniom wobec kobiet. Jego członkinie deklarują rezygnację z czterech kluczowych sfer tradycyjnie przypisywanych kobietom: Bihon (nie dla małżeństwa), Bichulsan (nie dla rodzenia dzieci), Biyeonae (nie dla randkowania) oraz Bisekseu (nie dla seksu z mężczyznami).
Ruch “4B” ewoluował z internetowego buntu w trwały trend społeczny o realnym wpływie na demografię i kulturę. Nie opiera się już na masowych demonstracjach, lecz na indywidualnych decyzjach życiowych. Nie funkcjonuje jako organizacja, lecz jako świadome wycofanie się z patriarchalnego systemu. Efekty tego wycofania widać bezpośrednio w statystykach dzietności.
Część polityków oraz młodych mężczyzn oskarża kobiety praktykujące “4B” o egoizm i przyczynianie się do „wymierania narodu”. Podobnie jak w przypadku poszukiwania przyczyn kryzysu demograficznego, skupiają się jednak na niewłaściwych kwestiach. Dzieci nie ma i nie będzie. Bo dlaczego kobiety miałyby wspierać system, który zawodzi je na każdym kroku? Dlaczego miałyby budować coś, co konsekwentnie je pomija? Gdy system zawodzi kobiety, kobiety wycofują się z systemu. A system bez kobiet po prostu nie istnieje.
Matylda JANKOWSKA