Jak Sunderland stał się najlepszym beniaminkiem Premier League od lat

W maju 2025 roku, gdy Tommy Watson zdobywał decydującą bramkę na Wembley w finale baraży, nikt nie przypuszczał, że ten moment stanie się wstępem do jednego z najbardziej spektakularnych powrotów w historii Premier League. Zamiast typowej dla beniaminków walki o każdy oddech tuż nad strefą spadkową, Sunderland wdarł się do elity z pewnością siebie, a Stadium of Light ponownie stało się miejscem, którego obawiają się najpotężniejsze kluby na Wyspach. Pod wodzą wizjonera Régisa Le Brisa, „Czarne Koty” nie tylko zapewniły sobie spokój, ale zdefiniowały na nowo, co w nowoczesnym futbolu oznacza pojęcie „ambitny beniaminek”, stając się rewelacją sezonu 2025/2026.
To, co Sunderland zbudował nad rzeką Wear, wykracza poza zwykłe statystyki – to historyczna anomalia. Do momentu lutowego starcia z Liverpoolem, podopieczni Le Brisa pozostawali niepokonani na własnym terenie przez 12 kolejnych spotkań Premier League, notując siedem zwycięstw i pięć remisów. Aby zrozumieć skalę tego osiągnięcia, trzeba sięgnąć do historii: żaden beniaminek nie zanotował tak długiej serii meczów bez porażki u siebie od startu sezonu, odkąd legendarne Nottingham Forest Briana Clougha dokonało tego w kampanii 1977/1978. Stadium of Light stało się prawdziwą fortecą, w której punkty traciły takie marki jak Arsenal czy Chelsea, a derbowa wygrana z Newcastle United stała się symbolem odzyskania władzy w regionie.
Na tle historycznych beniaminków
Analizując tabelę po 26. kolejce, Sunderland z dorobkiem 36 punktów plasuje się w ścisłym gronie najlepszych beniaminków ostatniej dekady, rzucając wyzwanie wynikom uznawanym dotąd za niedoścignione. Dla porównania rewelacyjne Sheffield United Chrisa Wildera w sezonie 2019/20 na tym samym etapie miało na koncie 39 punktów. Taki sam dorobek rok wcześniej na identycznym etapie uzbierało Wolverhampton Wanderers w sezonie 2018/19, zgromadziło 39 oczek po 26 meczach. Sunderland jest tuż za tymi wynikami, ale osiągnął to, dysponując znacznie młodszą kadrą i przechodząc w międzyczasie rewolucję transferową. Co więcej, pod względem punktowania u siebie (26 punktów w 13 meczach), ekipa Le Brisa wyprzedza większość beniaminków z XXI wieku, którzy zazwyczaj budowali swoje utrzymanie na ciułaniu remisów, a nie na dominacji. Gdy zestawimy ich z Brentfordem z sezonu 2021/22, który po 26 kolejkach miał 24 punkty i zmagał się z kryzysem, widać wyraźnie, że Sunderland gra w zupełnie innej lidze. Nie walczy bowiem o przetrwanie, lecz o górną połowę tabeli.
Transferowy majstersztyk
Kibice i eksperci przecierali oczy ze zdumienia, widząc rozmach, z jakim Sunderland wkroczył na rynek transferowy. Skąd beniaminek miał środki na taką ofensywę? Odpowiedź leży w perfekcyjnym zarządzaniu finansami. Po pierwsze, wygrana w barażach to nie tylko prestiż, ale „czek” o wartości szacowanej na 200 milionów funtów z tytułu praw telewizyjnych i komercyjnych w Premier League. Właściciel Kyril Louis-Dreyfus, zamiast chować zyski do kieszeni, postanowił zaryzykować i zainwestować te środki we wzmocnienia. Po drugie, kluczowa okazała się strategicznie genialna sprzedaż Jobe’a Bellinghama do Borussii Dortmund. Kwota 33 milionów euro (plus bonusy) stanowiła dla klubu gigantyczny zysk, co w świetle zasad PSR (Profit and Sustainability Rules) dało działaczom ogromną swobodę w wydawaniu pieniędzy na nowy kręgosłup drużyny. Dzięki temu klub mógł przeprowadzić imponujące transfery, łącząc młodość z doświadczeniem. Zarząd klubu wykonał ruchy, które dziś wyglądają na genialne: sprowadzenie Granita Xhaki dało drużynie lidera mentalnego, jakiego na Stadium of Light nie widziano od lat. Połączenie doświadczenia Szwajcara z dynamiką rekordowego nabytku Habiba Diarry oraz siłą Briana Brobbeya sprawiło, że Sunderland nie tylko załatał dziury, ale wszedł na wyższy poziom piłkarski. W przeciwieństwie do Fulham czy Nottingham Forest z przeszłości, które po awansie wymieniały kadry w chaosie, Sunderland dokonał solidnych wzmocnień.
Nawet pierwsza porażka na domowym stadionie 0-1 z Liverpoolem nie jest w stanie zburzyć pozytywnego obrazu całości, a wręcz przeciwnie. Fakt, że dopiero aktualny mistrz kraju był w stanie zdobyć Stadium of Light, i to po zaciętym boju, świadczy o klasie gospodarzy. Régis Le Bris, którego analityczne podejście i elastyczność taktyczna są chwalone przez ekspertów, stworzył zespół gotowy na lata. Odejście dyrektora sportowego Kristjaana Speakmana, architekta tego projektu, jest końcem pewnego rozdziału, ale fundamenty, które pozostawił – bezpieczna pozycja w tabeli, rozwinięta akademia i zdrowa struktura finansowa – pozwalają patrzeć w przyszłość z optymizmem. Sunderland w sezonie 2025/2026 przestał być „tylko” beniaminkiem; stał się pełnoprawnym, groźnym uczestnikiem Premier League, który najlepsze lata ma dopiero przed sobą.
Maksymilian Wysokiński