Seks, dżinsy i wyroki moralne. Co się stało z wolnością, którą obiecał nam XX wiek?

Sabrina Carpenter wzbudziła spore oburzenie okładką swojej płyty / Źródło: dearplayers.com
Kampania Calvina Kleina z 1992 roku zapewniła wielomilionowe zyski i kolejki w każdym Bloomingdale’s, pełne ludzi pragnących nosić to, co Marky Mark i Kate Moss. Wydawało się wtedy, że granice zostały przesunięte bezpowrotnie, a seksualność stała się walutą popkultury. To, co w latach 90. gwarantowało sukces, współcześnie stało się ogromnym ryzykiem. Dziś, kiedy Sabrina Carpenter klęczy na okładce płyty, świat reaguje oburzeniem. Dlaczego seksualność wciąż przeraża, choć XX wiek obiecał nam wyzwolenie?
Calvin Klein pod koniec lat 80. zmagał się z poważnymi problemami finansowymi. Aby uratować swój dom mody, postanowił ponownie sięgnąć po kontrowersyjną formułę reklamy z Brooke Shields, która wcześniej pozwoliła sprzedać 400 tysięcy par dżinsów CK w zaledwie tydzień. Pierwszym wyborem projektanta była Vanessa Paradis, jednak jej kontrakt z Chanel uniemożliwił jej wzięcie udziału w tak odważnej reklamie. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności dyrektor kreatywny ,,Harper’s Bazaar” Fabien Baron oraz fotograf Patrick Demarchelier, oczarowani Kate w trakcie sesji dla tego magazynu, poczuli, że mają przed sobą kobietę, której rozpaczliwie poszukiwał Calvin – dziewczynę zapowiadającą nowy rozdział w świecie modelingu.
Dziewczyna z Croydon kontra kanon piękna
Świat mody, wciąż oszołomiony posągowymi supermodelkami z teledysku ,,Freedom”, nagle musiał zrobić miejsce dla kogoś, kto nie pasował do żadnej z ustalonych ram. Kate Moss, pochodząca z londyńskiego Croydon, była zaprzeczeniem wszystkiego, co ówczesna branża definiowała jako kanon piękna. Krzywe zęby, szeroko rozstawione oczy, niski wzrost i bardzo szczupła sylwetka miały stać się niedługo jej największymi atutami. Kamieniem milowym w jej karierze okazał się udział w pokazie u Johna Galliano oraz legendarna sesja do okładki magazynu ,,The Face”. To za sprawą tych pierwszych sukcesów Moss znalazła się na prostej drodze do castingu na nową twarz marki Calvina Kleina. Gdy tylko weszła i założyła dżinsy, projektant wiedział, że to ona. Jej aura, sposób poruszania się przed kamerą i magnetyzujące spojrzenie oczarowały cały dział marketingu CK, łącznie z zakochaną w grunge’u Carolyn Bessette.
Do tego potrzebowali jeszcze partnera o charakterystycznej urodzie. Ostatecznie został nim Marky Mark. To jego wyrzeźbione, niemal posągowe ciało było brakującym elementem układanki, stanowiącym fizyczny kontrast dla kruchej sylwetki Moss. Kate i Marky nie przypadli sobie prywatnie do gustu, jednak chemia, jaką można było zobaczyć na ekranie, sprawiła, że każdy chciał mieć te ubrania. A dokładnie wspomniane dżinsy i bieliznę, bo tylko to mieli na sobie. Młodzi, rozebrani i powoli poruszający się przed kamerą, rzucając wymowne spojrzenia. Taka para (ludzi i dżinsów) była skazana na komercyjny sukces.
Kontrowersje i narodziny Heroin Chic
Ale na jednej kampanii się nie skończyło. Wiążąca ledwo koniec z końcem Moss, która pożyczała pieniądze nawet na bilet na pociąg, wróciła do domu z wielomilionowym kontraktem. Jednak paradoksalnie to nie zdjęcia Herba Rittsa u Kleina wywołały największy wstrząs. Prawdziwa kontrowersja przyszła wraz z sesją Corinne Day dla brytyjskiego ,,Vogue’a”. To było brutalne zerwanie z tym, jak do tej pory pokazywano kobietę.
Najbardziej znane zdjęcie z tej sesji uważa się dzisiaj za przełomowe w historii fotografii. Kate pozuje w swoim mieszkaniu, w czarnych koronkowych majtkach i różowej koszulce, oparta o ścianę, na której zawieszone są kolorowe lampki. Day dała światu realizm, na który nikt nie był wtedy gotowy. Reakcja była natychmiastowa, brytyjski ,,Vogue” szybko odciął się od fotografki. Oskarżono ją o promowanie estetyki bliskiej pedofilii, co wynikało głównie z faktu, że Kate na zdjęciach wyglądała na znacznie młodszą, niż wskazywałby na to jej wiek. Jednocześnie skrajnie szczupła sylwetka Moss wywołała ogólnoświatową debatę o gloryfikowaniu anoreksji. To właśnie wtedy Kate stała się twarzą ,,heroin chic”, trendu spowodowanego jej figurą, ale i plotkami o imprezowym stylu życia. Sprawa stała się na tyle poważna, że głos zabrał sam Bill Clinton, który publicznie potępił tę estetykę, widząc w niej niszczycielską fascynację uzależnieniem.
Obsesja Sorrentiego: Miłość bez reżysera
Niedługo później zaczęła spotykać się z bardzo utalentowanym fotografem, Mario Sorrentim. Kiedy Calvin Klein postanowił przywrócić świetność swoim perfumom ,,Obsession”, wiedział, że potrzebuje dla swojej muzy kogoś wyjątkowego. Para kochanków poleciała na Wyspy Dziewicze tylko we dwoje. Bez operatora, dźwiękowca, reżysera czy stylisty. Wszystko zarejestrował sam Sorrenti, który obsługiwał kamerę. Byli tylko oni i ich wielka pasja.
Ta krótka reklama pokazuje wszystko. Odbiorca wierzy w te emocje, bo nie ma w nich teatru ani pozy. Jest za to miłość, niepokój, szept i łzy. Moss mówi do kamery ,,obsession”, a Sorrenti odpowiada jej zza obiektywu: ,,I love you, Kate”. Surowość tego materiału, nakręconego amatorską kamerą w prywatnych chwilach, wciąż porusza i udowadnia, że nie potrzeba wielkiej oprawy, gdy ma się do dyspozycji tak niezwykłe płótno jak Moss. Chociaż ich związek nie przetrwał, ta kampania zostanie z nami na zawsze.
Sabrina Carpenter i nowy purytanizm
Idealnym przykładem tego, jak konserwatywne stało się nasze środowisko, była premiera albumu Sabriny Carpenter ,,Man’s Best Friend” w 2025 roku. Ta okładka uderza od razu: duszna, kinowa atmosfera, niemal barokowe światłocienie i ona – Sabrina, w bieliźnianym anturażu, klęcząca u stóp mężczyzny, którego widzimy tylko od pasa w dół. Jego dłoń zaciśnięta na jej włosach to nie jest zwykły gest, to mocny, wizualny komunikat. Kiedy to zobaczyłam, pomyślałam tylko jedno: w końcu ktoś zdecydował się na przekaz bez cenzury.
Doskonale pamiętam oburzenie, jakie wywołała piosenkarka tą okładką. Najbardziej polubione komentarze brzmiały: ,,nie mogę wspierać tego typu komunikacji”, ,,to zdjęcie jest chore”, ,,wybierz Jezusa” czy zarzuty o ,,cofanie feminizmu o 40 lat”. I o ile nie zdziwiły mnie negatywne głosy mężczyzn, tak zaskoczyło mnie, jak ogromna liczba kobiet postanowiła znienawidzić młodą gwiazdę. Czytając te opinie, zastanawiam się, czy współcześnie wciąż musimy tłumaczyć, że kobieca seksualność może być pokazywana na naszych własnych zasadach. Prawdziwa wolność to prawo do wymykania się bezpiecznym, estetycznym schematom. Nie musimy przecież zawsze mieścić się w ramach tego, co akurat uchodzi za poprawne, by być szanowanymi. Ta okładka to po prostu czyjaś odważna wizja, a próba narzucenia jej ram poprawności odbiera nam to, co w sztuce najciekawsze – różnorodność.
Gdyby Madonna debiutowała dzisiaj…
W tym momencie zaczęłam się zastanawiać, co stałoby się z naszym społeczeństwem, gdyby przenieść młodą Madonnę do naszych czasów. Śmiem twierdzić, że połowa populacji umarłaby na zawał serca. Czy nikt nie pamięta ,,Like a Prayer” i płonących krzyży? Czy wszyscy zapomnieli już o albumie ,,Erotica” i książce ,,Sex”?
Wspominam o niej nie bez powodu. Obok Stevena Meisela tę książkę współtworzył nie kto inny jak Fabien Baron. To on nadał wizjom Madonny tę samą bezkompromisową formę, która wcześniej zdefiniowała estetykę Kate Moss. Madonna pokazała tam wszystko: odważne akty, fetysze i fantazje. Skandal był tak potężny, że Watykan i Liban zakazały emisji jej piosenek we wszystkich swoich stacjach radiowych. To nie była tylko nagość dla nagości– Madonna udowodniła, że kobieta może przejąć kontrolę nad własnym wizerunkiem i przesunąć granice tego, co wolno nam pokazać w przestrzeni publicznej. Wtedy próbowano ją za to spalić na stosie, jednak dzisiaj uważana jest za symbol kobiecości. Nie znam nikogo, kto powiedziałby, że nie lubi Madonny, bo jest wulgarna czy cofa feminizm.
Dlaczego wciąż nie rozumiemy historii?
To fascynujące i jednocześnie smutne, że mimo upływu tylu dekad wciąż kręcimy się w kółko. Historia popkultury jest przecież pełna kobiet, które próbowały przesunąć granice o milimetr i często płaciły za to wysoką cenę, od publicznego potępienia aż po nagłe załamanie karier. Patrzę na te wszystkie próby wyzwolenia i widzę jeden wielki paradoks, bo choć świat teoretycznie pędzi naprzód, nasz lęk przed ciałem i autentyczną ekspresją pozostaje niemal ten sam.
Dlatego ja wybieram zapach ,,Obsession” i bezwstydną fascynację estetyką, która nie szuka powszechnej akceptacji. Uważam, że tam, gdzie zaczyna się pruderia, kończy się wolność, którą obiecał nam XX wiek. Jeśli po tych wszystkich latach prowokacyjna wizja Sabriny Carpenter wciąż jest traktowana jako błąd czy rzekome cofanie feminizmu, to znaczy, że wcale nie zrobiliśmy kroku naprzód. My po prostu budujemy nowe ściany w miejscach, gdzie dawno miało nie być już żadnych barier.
Alicja HELAK