Sport jako ścieżka kariery czy dodatek do edukacji? Modele rozwoju młodych sportowców w Europie i Stanach Zjednoczonych

Amerykański system szkolenia znacząco różni się od europejskiego /Źródło: Unsplash
System, w którym dorasta sportowiec, często decyduje o jego przyszłości, czasem nawet bardziej niż sam talent. USA stawiają na system szkolno-akademicki i rozwój krok po kroku. Europa natomiast, na wczesną specjalizację i rywalizację w klubowych akademiach. Są to dwa odmienne modele funkcjonujące na innych zasadach, które prowadzą do zawodowstwa na tych kontynentach.
Aby je opisać, wezmę tu na tapet w szczególności futbol amerykański i koszykówkę w USA, a w Europie piłkę nożną. Przyrównuję tu inne dyscypliny sportowe, gdyż piłka nożna jest typowo europejskim sportem i nie jest aż tak bardzo spopularyzowana w USA, oraz system młodzieżowy tamtejszego „soccera” jest raczej zbliżony do tego europejskiego. W Europie przygodę ze sportem rozpoczyna się zazwyczaj w akademiach sportowych, lokalnych czy też młodzieżówkach profesjonalnych klubów. Wyróżniający się młodzicy mogą szybko trafić na radar jakiejś lepszej akademii. Krok po kroku taki zawodnik przechodzi wszystkie etapy młodzieżówki, aż dojdzie do najwyższego szczebla, czyli pierwszej drużyny. W Stanach wygląda to całkowicie inaczej. Rolę akademii sportowych pełnią licea, które są odpowiedzialne za zespoły sportowe i kształcenie ich pod względem danej dyscypliny. W USA zespoły szkolne są więc fundamentem, w przeciwieństwie do Europy, gdzie stanowią raczej tylko dodatek.
Kolejnym obowiązkowym etapem w amerykańskim systemie, jeżeli planuje się dalszą karierę sportową, jest udanie się na uczelnię wyższą. Jest to jedyna droga dla amerykańskich sportowców, by stać się zawodowymi sportowcami i trafić później np. do NFL czy NBA. Zawodnicy z high-schoolu są obserwowani przez skautów uczelnianych, którzy to oceniają ich w skali od jednej do pięciu gwiazdek. Uczelnie następnie rywalizują ze sobą o rekrutację zawodników, których próbują przekonać poprzez oferowane stypendia, infrastrukturę, sztaby szkoleniowe drużyny, oraz atrakcyjne perspektywy rozwoju i życia. Istotą sprawy jest jednak to, że mogą reprezentować barwy danej drużyny uniwersyteckiej, tylko pod warunkiem bycia studentem, czyli obowiązkiem jest podjęcie się studiowania jakiegoś kierunku.
Sportowiec a dyplom
Według danych NFLPA, czyli związku zawodowego NFL ok. 50% procent zawodników NFL ma wykształcenie wyższe, a nawet jeżeli nie zdążą ukończyć kierunku podczas swego pobytu na uczelni, istnieją programy ligowe pomagające w ich dokończeniu. W NBA z kolei 21%
zawodników ma dyplom z collegu, mniejszy odsetek studentów jest spowodowany tym, że koszykarze w porównaniu do futbolowców w młodszym wieku trafiają do ligi, jednak bardziej jest istotne to, że od 80% do 85% procent zawodników, którzy kiedykolwiek grali w koszykówkę na uniwersytecie, kończy swoją przygodę uczelnianą z dyplomem. Liczba miejsc w lidze jest niezwykle ograniczona, nie istnieje tam system spadków i awansów, więc liczba drużyn jest zawsze stała. Zawodnicy, którym nie uda się przebić do najwyższego poziomu rozgrywkowego, dzięki dyplomowi zyskują znacznie więcej możliwości zawodowych poza sportem. Jako ciekawostkę można dodać, że Michael Jordan ukończył geografię, a Jeremy Lin również były koszykarz NBA posiada dyplom z ekonomii na prestiżowym uniwersytecie Harvardu. Dla porównania według badania zorganizowanego przez FIFPro 13% aktywnych piłkarzy w Europie ma wykształcenie wyższe. Jest to spowodowane w dużej mierze szybszym wejściem na poziom profesjonalny. Oczywiście zdarzają się wyjątki od reguły i mamy przykłady piłkarzy z dyplomami, jak np. Giorgio Chiellini, który ma nawet dwa; jeden z biznesu i administracji, a drugi z ekonomii i handlu. Niektórzy piłkarze wykorzystali wolny czas podczas lockdownu, jak Rodri, który to dokończył studia z biznesu i administracji, rozpoczęte jeszcze, gdy był młodym zawodnikiem Villarrealu.
Draft, kontrakty i pieniądze
Następnym etapem po uniwersytecie dla najlepszych graczy jest przystąpienie do draftu. W NBA obowiązuje zasada, że zawodnik musi spędzić co najmniej rok na collegu, jest to tylko minimum, bo zazwyczaj koszykarze spędzają tam ok. Trzech sezonów. Są oczywiście wyjątki i czasem bardziej wyróżniający się zawodnicy szybciej trafiają do NBA, a nawet zdarzało się, że zawodnik omijał całkiem uniwersytet i trafiał bezpośrednio do ligi. Mam tu na myśli słynny przypadek Lebrona Jamesa, jednak wtedy nie obowiązywał obowiązek uczestnictwa w rozgrywkach akademickich. By trafić do NFL, zawodnik musi odczekać trzy lata od ukończenia liceum. Kluczową kwestią jak w każdej dyscyplinie sportowej są oczywiście pieniądze, uniwersytety do niedawna mogły wypłacać tylko stypendium zawodnikowi, ale nie było żadnych umów, w których występowałaby pensja. Zawodnicy z założenia mają być takimi samymi studentami, jak ich rówieśnicy i to właśnie dla wielu, jest pięknem sportów akademickich. Pomimo tego, że zawodnicy mogli być gwiazdami, które przyciągają przed telewizory miliony widzów to do 2021 roku zawodnicy collegowi nie tyle, co nie zarabiali pieniędzy, ale nawet nie mogli zarabiać na tak zwanym NIL (name, image, likeness), czyli swoim własnym wizerunku. Nie mogli oni pobierać pieniędzy za sponsoring, social media czy reklamy, a za złamanie tych zasad groziła dyskwalifikacja z uczelni. Paradoks całej sytuacji
polegał na tym, że NCAA (organizacja zarządzająca sportami akademickim w USA) zarabiała milardy, a zawodnicy nie mieli z tego żadnych korzyści.
Sprawa zmieniła się dopiero po głośnym procesie pomiędzy koszykarzem Edem O’Bannonem a NCAA (organizacją zrzeszającą uczelnie i organizującą rozgrywki sportowe). Były zawodnik NBA oskarża ligę o nielegalne wykorzystanie jego wizerunku. Proces rozpoczął się już w 2009 roku i trwał, aż do 2016. Sąd uznał wtedy posługiwanie się przez ligi akademickie wizerunkiem i podobizną zawodników za nielegalne. Następstwem tego werdyktu, były kolejne procesy, które to ostatecznie doprowadziło do przełomu w 2021 roku. Po tych wieloletnich procesach zawodnicy mogą zarabiać już poprzez swoje nazwisko, choć trzeba zwrócić uwagę, że przez liczbę zawodników na uczelni, nie będą oni wstanie zazwyczaj nawet zarabiać niewielkich kwot, bo kontrakty reklamowe czy sponsoring tyczy się największych gwiazd. Mimo to trwa dyskusja, czy to, że zawodnicy nie zarabiali, było wadą, czy zaletą. Część osób uważa, że pieniądze w sportach akademickich, psują atmosferę rozgrywek, bo bogatsze uczelnie mają możliwość większej dominacji w lidze, a poprzez komercjalizację marek zawodników, upada idea tego, że mają oni być, zwykłymi studentami.
Zawodnicy swój pierwszy profesjonalny kontrakt podpisują dopiero w momencie wydraftowania. W NBA zawodnicy statystycznie w coraz młodszym wieku przystępują do draftu. W roku 2024 średnia wynosiła 20 lat i 229 dni dla zawodników z pierwszej rundy, a w drafcie NFL 2024 według portalu „The Ringer” – aż 23,24 lata. Jeśli chodzi o piłkarzy z Europy, to według CIES, czyli ośrodka badań ekonomii czy statystyki piłkarskiej, średnia wieku w debiucie w top 5 lig, wynosi 21,7. Warto jednak zaznaczyć, że zazwyczaj zawodnicy debiutowali już na niższym szczeblu ligowym. Według badania przeprowadzonego przez instytut PMC, ogólna średnia wieku w ligach europejskich, podczas debiutu na profesjonalnym szczeblu rozgrywkowym wynosi, od 18,8 do 19,9.
Wiadome jest, że uprawianie sportów niesie ze sobą ryzyko kontuzji, niestety zdarzają się takie, które mogą nagle przerwać karierę, czy niezwykle utrudnić rozwój młodego zawodnika. W Europie taka osoba, przez szybsze wejście na poziom zawodowy, wcześniej podpisze kontrakt, który może zabezpieczyć ją finansowo, a sportowcy w Ameryce na taką szansę będą musieli poczekać dłużej.
Adaptacja do zawodowstwa
Wejście na poziom zawodowy zawsze wiąże się z presją, ale sposób, w jaki młody sportowiec jest na nią przygotowany, znacząco różni się między opisywanymi systemami. W amerykańskim modelu akademickim przez to, że przejście do zawodowstwa następuje stosunkowo późno, zawodnicy mają więcej czasu, by dorosnąć nie tylko fizycznie, ale też mentalnie. Zawodnicy są też przyzwyczajeni do sporej presji podczas gry w collegu, ze względu na ogromną widownię, czy zacięte wieloletnie rywalizacje pomiędzy uczelniami. Finał sezonu 2026 NCAAF (uniwersytecka liga futbolu amerykańskiego), według danych z Nielsen TV Ratings oglądało średnio 30,1 miliona widzów, z kolei finał NCAA basketball, czyli słynnego March Madness obejrzało 18 milinów widzów. Presja po przejściu na w pełni zawodowy poziom rośnie, ale na pewno nie jest aż takim szokiem kulturowym.
W europejskiej piłce nożnej ten proces wygląda zupełnie inaczej. Największa presja pojawia się znacznie wcześniej, często już w wieku 15-17 lat, gdy zawodnik podpisuje pierwszy profesjonalny kontrakt, i trafia do szatni i zaczyna być realnie oceniany w kontekście pieniędzy, transferów oraz oczekiwań kibiców. Adaptacja następuje gwałtownie, często w związku z nabyciem nagłej popularności, a to wszystko bez jakiegoś okresu przejściowego, jakim w USA jest college. Talent sportowców musi iść w parze z dojrzałością psychiczną, której wielu młodym graczom po prostu jeszcze brakuje. W Europie często mówi się o zmarnowanych talentach, gdzie jednak rzadko chodzi o aspekty czysto sportowe, a raczej o sprawy poza boiskowe.
Amerykański model młodzieżowy łączy edukację ze sportem, dzięki czemu gwarantuje znacznie więcej alternatyw rozwoju. Młody sportowiec, który ma świadomość konkurencji i tego, że może nigdy nie zagrać na najwyższym profesjonalnym poziomie, ma szansę na rozwój w innych kierunkach zawodowych. Tak więc ten system jest bezpieczniejszy życiowo, ale wolniejszy sportowo, bo do głównych lig trafia się w późniejszym wieku. Z kolei europejski model młodzieżowy stawia wyłącznie na sport, dając szybszą możliwość młodym graczom na dołączenie do elit sportowych, ale jest to też bardziej ryzykowny pod względem dróg rozwoju, jakimi ci zawodnicy mogą podążać.
Jakub FENRICH