Zbrodnie i karty. Recenzja książki „Tarocista” Jakuba Rutki

Czy karty tarota mogą doprowadzić do morderstwa? /Źródło: https://pixabay.com/pl/photos/tarota-karty-magia-fortuna-wymowny-991041/

Brutalne morderstwo wstrząsa Ostrołęką, a jedyną poszlaką jest karta tarota w ustach ofiary. Tak zaczyna się działalność tytułowego Tarocisty. Pomysł na kryminalną intrygę przyciąga uwagę, ale czy najnowsza powieść Jakuba Rutki ma do zaoferowania coś więcej?

„Tarocista” jest drugą książką z serii o kryminalnym podcasterze Jacku Gadowskim, ale nie wymaga od czytelnika znajomości pierwszej części. Autor opowiada zupełnie nową historię, w której wcześniejsze wydarzenia są wyłącznie tłem dla postaci głównego bohatera. Lokalny dziennikarz i internetowy celebryta po raz kolejny próbuje wyjaśnić zbrodnię dokonaną w swoim mieście. W dążeniu do prawdy nie zawaha się wykorzystać swojej rozpoznawalności w sieci. Nie boi się przy tym wejść w konflikt zarówno z ostrołęcką policją, jak i z samym mordercą. 

Historia przedstawiona na kartach powieści prowadzona jest w sposób, który oczekuje się od współczesnych, nastawionych na rozrywkę kryminałów. Mocny prolog, gdzie już pierwsze zdanie ma przyciągnąć czytelnika. Następnie akcja jedynie przyspiesza. Rozdziały są krótkie, pełne dialogów i często kończą się cliffhangerami, czyli są celowo urwane w chwilach największego napięcia. Nie ukrywam, „Tarocista” za sprawą swojej formy i lekkiego pióra autora naprawdę mnie wciągnął. Całość przeczytałem w zaledwie kilka dni. Przy lekturze bawiłem się dobrze, ale nie zmienia to faktu, że książka ma swoje problemy.

Dzieci we mgle

Policja i prokuratura po prostu rozczarowują. Nie tylko w kontekście prowadzenia śledztwa, lecz przede wszystkim jako bohaterowie. Niemal połowa rozdziałów skupia się na perspektywie zespołu śledczych. Ci natomiast jedynie błądzą jak dzieci we mgle, wpadając czasami przypadkiem na jakiś trop lub dostając go od Jacka Gadowskiego. Sam zamysł na przedstawienie policji w taki sposób nie jest oczywiście sam w sobie zły ani jakoś szczególnie nierealistyczny, ale przy takiej ilości czasu im poświęconego zasługują na coś więcej. Ich rola została bowiem sprowadzona do pokazywania czytelnikowi, że śledztwo trwa. W tym miejscu warto jednak docenić dbałość o realistyczne ukazanie policyjnych procedur. Jakub Rutka podczas pracy nad „Tarocistą” korzystał z merytorycznego wsparcia policjanta, co jest jak najbardziej widoczne i dobrze wykorzystane.

Wśród funkcjonariuszy pierwsze skrzypce miał grać podkomisarz Filip Michta, ale to postać słabo przedstawiona. Nie można powiedzieć o nim zbyt wiele, poza tym, że jest policjantem i nie podoba mu się działalność Jacka Gadowskiego. Michta dostrzega absurd sytuacji, w której to internetowy celebryta lepiej radzi sobie z prowadzeniem śledztwa od służb. Kilka dialogów z tego wynikających jest naprawdę zabawnych. Niestety, ale poza tym podkomisarz ma niewiele do zaoferowania. Szkoda, ponieważ jest to postać z dużym potencjałem. Pozostaje liczyć, że w ewentualnej kontynuacji autor mocniej rozwinie tego bohatera.

Prawda zapisana w kartach

Mimo pewnych problemów sama kryminalna intryga wypada solidnie. Motyw tarota rzeczywiście stanowi klucz do rozwiązania zagadki. Jednocześnie, jak to zwykle bywa w dobrych kryminałach, nic nie jest tu takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Ze szczerym zainteresowaniem śledziłem, jak Jacek Gadowski próbuje zgłębić symbolikę kart i ich znaczenie dla śledztwa. W trakcie historii autor umiejętnie podrzucił też pewne poszlaki, których sens czytelnik dostrzeże dopiero w finale. Wyraźnie widać, że autor starannie przemyślał całą historię już na etapie planowania. Ostatecznie (prawie) wszystkie elementy układanki łączą się w spójną całość. Niestety właśnie prawie, ponieważ pewien duży wątek został z jakiegoś powodu wprowadzony, a następnie szybko porzucony.

Jacek Gadowski, w przeciwieństwie do podkomisarza Michty, jest bohaterem o wyraźnie zarysowanej osobowości. Z jednej strony jako dziennikarz lokalnej radiostacji i działający w mediach społecznościowych podcaster sprawia wrażenie człowieka zadufanego w sobie. Z drugiej jednak ma w sobie poczucie humoru, słuszną motywację oraz ludzką przyzwoitość. Wbrew pozorom nie jest medialną hieną nastawioną na tanią sensację, lecz kimś szczerze zaangażowanym w sprawę. Wykazuje się też odwagą, gotów zwrócić na siebie uwagę mordercy. Podczas fabuły kilkukrotnie przeprowadza transmisje na żywo, aby wykorzystać je jako część swojego dochodzenia. Wsparcie internautów to z pewnością oryginalny sposób na popchnięcie fabuły do przodu. Zabieg ten w „Tarociście” rzeczywiście działa; głównie za sprawą tego, jak wiarygodnie zostało to opisane.

Przyjemną odskocznią od wątku kryminalnego są elementy obyczajowe. Zwłaszcza znane już z pierwszej części spotkania Jacka z babcią. Ich rozmowy czynią bohatera bardziej ludzkim, a jednocześnie są zabawne oraz autentycznie ciekawe. 

Znikąd i donikąd

Niezrozumiałym zabiegiem jest sposób wykorzystania wątku paranormalnego. Mniej więcej w połowie powieści Jacek pod wpływem kart nagle staje się nerwowy oraz doświadcza koszmarów. W sennej wizji poznaje historię swojej babci i jej przyjaciółek, które w dzieciństwie przywołały ducha. Kobieta jednak zaprzecza, aby kiedykolwiek opowiadała o tych wydarzeniach swojemu wnukowi. Motyw ten dostaje swoje pięć minut, a następnie zostaje całkowicie porzucony. Nie powraca w dalszej części powieści i nie ma żadnego wpływu na śledztwo. Nawet Gadowski zdaje się o tym zapomnieć. W efekcie wygląda to na umieszczony na siłę wypełniacz, które jedynie niepotrzebnie odciąga nas od głównej fabuły. W mojej opinii kwestie paranormalne autor powinien albo bardziej rozwinąć, albo całkowicie z nich zrezygnować.

Ostatecznie „Tarocista” pomimo pewnych problemów jest dobrym kryminałem. Pomysł powiązania kontrowersyjnych kart tarota z działalnością mordercy został dobrze wykorzystany. Poza tym autor zaoferował ciekawego głównego bohatera, sporo humoru oraz przede wszystkim świetną rozrywkę. Nie mam wątpliwości, że w przyszłości chętnie sięgnę po kolejne pozycje tego autora.

Jakub SARNOWSKI

%d bloggers like this: