Między salą kinową a kanapą – jak streaming zmienił opowiadanie historii

Początki kina to początki seansu jako wydarzenia społecznego / Źródło: https://picryl.com/media/in-front-of-the-movie-theater-chicago-illinois

Kiedy Matt Damon w styczniowej rozmowie z Joe Roganem przyznał, że dziś filmy konstruuje się inaczej – szybciej, prościej, z myślą o widzu, który ogląda je między gotowaniem a przeglądaniem telefonu – jego słowa zabrzmiały jak diagnoza końca pewnej epoki. Epoki, w której obcowanie z filmem zakładało pełne skupienie i gotowość na dwugodzinne zanurzenie w historii, a oglądanie serialu wymagało wielomiesięcznego zaangażowania i cierpliwości. Czy rzeczywiście jesteśmy świadkami schyłku tradycyjnej formy opowiadania, czy raczej kolejnej fazy ewolucji rynku audiowizualnego?

Na kino już nie raz zapadał wyrok. Pierwszy wydała popularyzacja telewizji w latach 50. XX wieku. Gdy odbiorniki zaczęły trafiać do niemal każdego domu w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, frekwencja kinowa gwałtownie spadła. Widzowie po raz pierwszy w historii mogli oglądać ruchome obrazy bez wychodzenia z domu; kino straciło monopol. Odpowiedzią była spektakularność. Hollywood postawiło na widowisko: szeroki ekran CinemaScope, kolor, a później – w latach 70. i 80. – narodziny blockbusterów. Filmy takie jak „Szczęki”, „Egzorcysta” czy „Star Wars” stały się kulturowymi fenomenami, a podekscytowane tłumy ustawiały się w kilkudziesięciometrowych kolejkach po bilety. Kino przetrwało, bo zaoferowało coś, czego telewizja nie mogła: skalę i wspólnotę przeżycia.

Kolejnym wyzwaniem były kasety VHS, a potem DVD i kablówka. Film można było zatrzymać, przewinąć, obejrzeć wielokrotnie. Znów pojawiły się głosy, że kina znikną. Nie zniknęły – zmieniły repertuar, strukturę dystrybucji i marketing. Seans kinowy stawał się coraz bardziej „eventowy”.

Druga duża rewolucja przyszła wraz z internetem i możliwością oglądania filmów na komputerze. W 2007 roku Netflix wprowadził usługę Watch Now, którą z perspektywy czasu możemy określić prekursorem dzisiejszych platform streamingowych. To był moment, w którym kino po raz pierwszy zaczęło tracić kontrolę nad „oknem dystrybucyjnym”, czyli czasem między premierą filmu a możliwością obejrzenia go w domu. Film przestawał być związany z konkretnym czasem i miejscem. Mógł krążyć poza oficjalnym obiegiem, a młodsze pokolenie przyzwyczajało się do oglądania na mniejszym ekranie.

Jednak i tym razem kinematografia się dostosowała. Rozwój multipleksów, technologii IMAX, dźwięku przestrzennego, foteli premium – wszystko to było odpowiedzią na rosnącą konkurencję domowej wygody. Ludzie wciąż wypełniali sale, bo „wyjście do kina” to o wiele więcej, niż tylko obejrzenie filmu.

Obecna fala zmian – związana z platformami takimi jak Netflix, Amazon Prime Video czy Disney+ – różni się jednak skalą i tempem. Streaming w pewnym sensie przeniósł kino do naszych domów, a z czasem zmienił też sposób, w jaki filmy i seriale są konstruowane. Platformy streamingowe analizują dane: kiedy widz pauzuje, kiedy wyłącza, które sceny przewija. W odpowiedzi na coraz słabszą zdolność do utrzymywania koncentracji, rozpraszacze w formie telefonów i życie w biegu, twórcy zaczęli dostosowywać sposób konstruowania i dystrybuowania filmów i seriali. Scenariusze coraz częściej zaczynają się od mocnego wydarzenia, konflikt pojawia się szybciej, a w dialogach po kilka razy jest powtarzana fabuła tak, by widz się nie zgubił, nawet jeśli jednym okiem patrzy w ekran, a drugim w telefon.

Jednocześnie streaming wpłynął na ekonomię kina. Od kilku lat w pierwszych dziesiątkach światowego najbardziej dochodowych filmów dominują sequele, rebooty, remaki i produkcje z rozpoznawalnych uniwersów, np. MCU. Studia inwestują w znane IP (intellectual property), by zminimalizować ryzyko finansowe. Mówiąc wprost: to bezpieczniejszy model inwestycyjny. 

DVD i VHS – pierwszy krok w stronę ery on-demand / Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Douglas_-_Strand_Street_-_Duke_Video_store_interior_-_geograph.org.uk_-_1714873.jpg

Wszystko, wszędzie, naraz

Platformy streamingowe najbardziej zmieniły telewizję. Tradycyjna ramówka – jesienne premiery, po 20 wypuszczanych pojedynczo co tydzień odcinków w sezonie, – została zastąpiona przez model „wszystko naraz”. Inspiracją dla platform streamingowych było HBO, które jako pierwsze postawiło na jakość filmową, krótsze sezony i większy rozmach.

Netflix poszedł krok dalej – skrócił sezony, zwiększył budżety, postawił na globalną dystrybucję i… binge-watching. ako pierwszy odkrył, że uwielbiamy pochłaniać cały sezon serialu w jeden wieczór. Szczególnie, jeśli jest na wysokim poziomie. Przyniosło to wzrost jakości zdjęć, scenografii i efektów specjalnych, ale też nowe problemy: dwu- lub trzyletnie przerwy między sezonami i narracje konstruowane jak jeden, ośmiogodzinny film, zamiast struktury odcinkowej, którą znaliśmy z tradycyjnej telewizji.

Twórcy, zauważając trendy i poniekąd słabości swoich odbiorców, zręcznie dostosowują się do nowych standardów uwagi i technologii. Narracje przyspieszają, budżety koncentrują się wokół bezpiecznych marek, seriale skracają sezony. Jednocześnie nigdy wcześniej widz nie miał dostępu do tak różnorodnej oferty – od koreańskich thrillerów po hiszpańskie dramaty, od kina autorskiego po gigantyczne franczyzy. Otworzyły się też nowe możliwości dla większej ilości twórców. Przestała ograniczać ich ramówka, w której mieściła się tylko określona liczba produkcji; czas na ich stworzenie stał się bardziej elastyczny. Dzięki temu oryginalne pomysły mogą być zrealizowane – te, które kiedyś mogłyby nigdy nie ujrzeć światła dziennego, schowane do szuflady osoby decyzyjnej w studio lub stacji telewizyjnej. Streaming, mimo wielu wad, ma też wiele zalet.

Dziś wybór filmu ogranicza jedynie liczba opłacanych subskrypcji / Źródło: https://www.pexels.com/photo/a-couple-lying-in-bed-4406685/

Jak faktycznie mają się kina?

Pandemia była dla kin momentem krytycznym. W Polsce liczba widzów spadła z rekordowych 61,7 mln w 2019 roku do 19,5 mln w 2020. Odbudowa była powolna, ale wyraźna – w 2023 i 2024 roku frekwencja ustabilizowała się w okolicach 49–50 mln widzów. To mniej niż przed pandemią, ale daleko od scenariusza całkowitego upadku. Co to oznacza? Kino przestało być domyślną formą kontaktu z filmem. Stało się wyborem. Wyjście do kina jest dziś aktem intencjonalnym – społecznym rytuałem. Dla wielu widzów to randka, spotkanie z przyjaciółmi, wspólne przeżycie. Doświadczenie zbiorowe, którego nie da się w pełni odtworzyć w domu.

Zmiany są faktem – streaming i analiza zachowań widzów wpłynęły na sposób produkcji, od pisania scenariusza po promocję. Twórcy uwzględniają je w samej konstrukcji opowieści. Jednocześnie nie oznacza to uproszczenia wszystkiego. Obok produkcji projektowanych pod algorytm powstają dzieła bardziej wymagające, które również znajdują swoją publiczność. Paradoksalnie to właśnie streaming umożliwił globalny sukces seriali spoza Hollywood, rozwinął rynek ambitnych miniserii i otworzył przestrzeń dla twórców, którzy wcześniej nie mieliby dostępu do szerokiej dystrybucji.

Przyszłość seriali prawdopodobnie będzie hybrydowa. Część produkcji pozostanie podporządkowana trendowi binge-watchingu, inne wrócą do modelu tygodniowej emisji, budując napięcie i dyskusje między fanami. Już dziś widać, że niektóre platformy eksperymentują z różnymi strategiami premiery, próbując odzyskać element wspólnotowego oczekiwania.

Kino natomiast coraz wyraźniej wybija się jako doświadczenie wyjątkowe – bardziej społeczne, eventowe. Nie jest już jedynym sposobem kontaktu z filmem, ale pozostaje jego najbardziej intensywną formą.

Jeśli coś rzeczywiście się kończy, to nie kino ani serial jako takie, lecz iluzja, że forma może pozostać niezmienna w świecie zmieniających się nawyków. Zmieniają się nośniki, ekrany i modele dystrybucji, ale potrzeba opowiadania historii i przeżywania ich razem pozostaje niezmienna.

Zuzanna KOŁACZ

%d bloggers like this: