Przemoc rówieśnicza w szkole to jeden z największych problemów dzieci w Polsce i na świecie / Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Šikanovanie.jpg

Przemoc rówieśnicza jest wciąż aktualnym problemem. Często staje się nieodłącznym elementem codzienności, przeżywanym w milczeniu. Dla wielu osób jest to doświadczenie, które nie kończy się wraz z opuszczeniem szkolnych murów, lecz rzutuje na całe dorosłe życie. Historie trzech anonimowych osób w wieku od 20 do 26 lat pokazują, że wiktymizacja ofiar może przybrać różne oblicza, ale niemal zawsze prowadzi do tego samego uczucia – przeszywającej samotności.

Jak podkreśla dr Jowita Wycisk z Zakładu Psychologii Osobowości Wydziału Psychologii i Kognitywistyki UAM –  „Międzynarodowe badania WHO wskazują, że nawet kilkanaście procent młodzieży szkolnej w wieku od 11 do 15 lat regularnie doświadcza przemocy rówieśniczej ze strony swoich kolegów czy koleżanek. Przemoc ta dotyka zarówno chłopców, jak i dziewczęta, przy czym chłopcy częściej angażują się w krzywdzące innych aktywności. Doświadczenie nękania, dokuczania, przemocy fizycznej czy seksualnej (także w pierwszych relacjach intymnych) może mieć poważne, negatywne konsekwencje dla dalszego rozwoju danej osoby. Trzeba pamiętać, że okres dorastania to czas formowania się tożsamości, a także nawiązywania pierwszych bliskich relacji, których charakter może rzutować na to, jak młoda osoba będzie radzić sobie z wyzwaniami wczesnej dorosłości. – Takie obserwacje potwierdzają relacje moich rozmówców – każda historia naznaczona jest długotrwałym poczuciem strachu i bezsilności”. – 

Dziecięcy ostracyzm

Żaden z bohaterów nie potrafił jednoznacznie określić, mimo upływu lat, dlaczego był wykluczany. Pojawiały się jedynie domysły. Kacper* wspomina: „Byłem „odmieńcem” – to z powodu mojej orientacji seksualnej.” Michał wskazuje: „Miałem wygórowane mniemanie o sobie.” Wszyscy zetknęli się z alienacją już w pierwszych latach szkoły podstawowej – najczęściej około czwartej klasy. Najwcześniej doświadczyła tego 26-latka, która w wieku zaledwie siedmiu lat zaczęła być prześladowana. Początkowo nie zdawali sobie sprawy, że są krzywdzeni. Najczęstszą formą agresji było nękanie psychiczne – głównie izolowanie z grupy. Jak wyznaje Marta: „Moja „przyjaciółka” mówiła całej klasie, że mają się do mnie nie odzywać i nikt się do mnie nie odzywał przez cały dzień.” Przyzwyczaiła się do tego, że dla rówieśników była „powietrzem”. Wspólnym mianownikiem wszystkich historii są obelgi dotyczące wyglądu – wagi czy nawet sposobu poruszania się – oraz brak reakcji świadków. Jeden z mężczyzn uważa, że obserwujący ,,sami nie chcieli się znaleźć w polu rażenia”, w praktyce wielu z nich dołączyło do ataków werbalnych. Krzywda zapoczątkowana w dzieciństwie ciągnęła się latami – nierzadko aż do szkoły średniej. Tylko jeden rozmówca przyznaje, że odetchnął z ulgą w szóstej klasie, kiedy nękanie ustało.

Pozostawione rany

Z czasem napięcia eskalowały i wychodziły poza szkolne mury. 20-letni mężczyzna przyznaje, że doświadczenie przemocy pozaszkolnej było tak traumatyczne, że całkowicie je wyparł. 26-latka przywołuje scenę z rodzinnej miejscowości: wracając ze sklepu, została otoczona przez grupę oprawców – część jechała na rowerach, część szła pieszo. Przez niemal kilometr wędrowali za nią, wyzywając ją i komentując jej wygląd. W pewnym momencie jeden z nich zaproponował zajechanie drogi i „zrobienie jej krzywdy.” Ostatecznie do tego nie doszło, lecz był to moment przełomowy. Dziewczynka po raz pierwszy postawiła granicę – nakrzyczała na nich, a potem wróciła zapłakana do domu i opowiedziała o wszystkim matce. Próba uzyskania pomocy spełzła na niczym – w emocjach ubłagała mamę, by ta nie rozmawiała z rodzinami prześladowców, czego po latach żałuje. Rozmówcy wskazują, że wsparcie rodziców było niewspółmierne do skali przeżywanych trudności – słyszeli rady typu „olej to” lub nie otrzymywali żadnej reakcji. Brak realnego wsparcia ze strony najbliższych sprawiał, że konsekwencje stopniowo narastały i często towarzyszyły ofiarom przez kolejne lata życia. 

 – W efekcie doświadczeń przemocy mogą rozwinąć się trudności w nauce, problemy emocjonalne, obniżona samoocena, a także zakłócenia w obrazie własnego ciała. Dalekosiężne skutki mogą obejmować trwałe obniżenie poczucia bezpieczeństwa w relacjach, rozwój zaburzeń lękowych i depresyjnych czy nadużywania substancji psychoaktywnych. Ponieważ do przemocy najczęściej dochodzi w szkole, osoba pokrzywdzona nie ma możliwości uniknięcia kontaktu ze swoim dręczycielem, z którym dzieli tę samą przestrzeń i grupę społeczną – zauważała dr Jowita Wycisk.  

Cena wykluczenia

Każda doświadczona krzywda ma długofalowe skutki. Uczestnicy rozmów przyznają, że przeżycia te przełożyły się na ich stopniową izolację społeczną. 20-letni mężczyzna w szkole średniej nie utrzymywał kontaktów z rówieśnikami, co doprowadziło do porzucenia edukacji w czwartej klasie technikum. Do dziś ma trudności w budowaniu trwałych relacji, wskazując na ich dużą powierzchowność. Kobieta, doznając prześladowania także na ulicach rodzinnej miejscowości, rozwinęła silny lęk społeczny. Spędzała całe dnie w domu, a wspomnienia wakacji wiążą się u niej z poczuciem straty – zamiast korzystać z wolnego czasu, pozostawała zamknięta w czterech ścianach. Z czasem niemal całkowicie przeniosła swoje życie w świat internetowy. Tam zaczęła poznawać znajomych, choć dziś przyznaje: „Było to bardzo niebezpieczne, ponieważ dużo czasu w życiu na tym straciłam”. Inny z mężczyzn borykał się z myślami samobójczymi i problemami ze snem. By uniknąć dalszych przykrości, w dorosłym życiu rozwinął mechanizm autosabotażu i emocjonalnego odcięcia. „Lubiłem robić z siebie głupka, bo to dawało mi poczucie bezpieczeństwa i ochronę przed dalszą przemocą” – wyznaje.  Wszyscy bohaterowie przyznają, że wciąż zmagają się z niskim poczuciem własnej wartości. Najbardziej przejmujące jest to, że mimo upływu lat i przebytych sesji terapeutycznych, wciąż szukają winy w sobie i wskazują na błędy we własnym zachowaniu. Paradoks tkwi w tym, że każda z tych osób nosi w sobie ogromną empatię – do tego stopnia, że nawet dziś próbuje tłumaczyć swoich oprawców słowami: „W ich domach musiało być coś nie tak”, zamiast okazać serdeczność samym sobie.

Choć chciałoby się wierzyć, że tak nie jest, przemoc rówieśnicza wciąż jest poważnym problemem w szkołach, którego skutki, jak wskazują bohaterowie, rezonują przez całe życie. Historie nie poruszają wprawdzie tematu cyberprzemocy, lecz dr Jowita Wycisk przypomina: – Ważną rolę odgrywa także przemoc cyfrowa. Treści lub obrazy utrwalone na czatach czy w mediach społecznościowych w przedłużony sposób oddziałują na osobę, której dotyczą, co ogranicza możliwość uniknięcia awersyjnej sytuacji oraz wzmaga bezsilność i poczucie niskiej wartości – tłumaczy i dodaje:– Warto o tym pamiętać, gdy natrafimy w sieci na komentarz pełen nienawiści skierowany do nieletniego. Rozmówcy apelują, by rozmawiać z pokrzywdzonymi – nawet zwykłe pytanie o samopoczucie może odmienić czyjś dzień. 

Jak dodaje ekspertka: –  „Młodzi ludzie nie szukają pomocy u dorosłych z wielu powodów. Szukaniu wsparcia nie sprzyja etap rozwoju – adolescencja, w której szczególnego znaczenia nabiera potrzeba autonomii i chęć samodzielnego poradzenia sobie z problemami. Jednocześnie, często młodzież nie ma wystarczającego zaufania i dobrych doświadczeń z wcześniejszych kontaktów z kadrą pedagogiczną. Jeśli już szuka wsparcia, to zwykle u rówieśników, a niekiedy także u rodziców (zwłaszcza u matek), choć nie zawsze otrzymuje należytą uwagę i pomoc. W większości jednak, przed zwierzaniem się rodzicom młodych ludzi powstrzymuje poczucie dystansu lub konfliktowość w relacji, obawa przed niezrozumieniem i zlekceważeniem problemu albo przed interwencją niedostosowaną do ich potrzeb, a także wstyd. – 

Dlatego też nie bądźmy obojętni i reagujmy na najmniejsze przejawy przemocy. Nawet drobne słowo wsparcia może dodać odwagi tym, którzy jej najbardziej potrzebują, pokazując im, że nie są sami ze swoimi problemami.

Kinga KALINOWSKA

* – imiona rozmówców dla ich komfortu zostały zmienione

%d bloggers like this: