Dziennikarstwo na własnych zasadach

Recenzja Darii zwyciężyła w konkursie „Krytyk pisze” / Źródło: Agnieszka Cytacka, Festiwal Kamera Akcja
Przeprowadziła wywiad między innymi z Kristen Stewart. Regularnie jest polską korespondentką na festiwalach filmowych w Cannes czy w Wenecji. Na działalność w branży dziennikarskiej ma jednak swój własny pomysł – jest freelancerką. Daria Sienkiewicz swoje portfolio zaczynała budować w „Fenestrze”. Jaki ma przepis na sukces w branży? Czy dziennikarstwo jest dla niej bardziej zajawką, czy pracą? O tym, ale nie tylko, opowiedziała w rozmowie z Julią Zygmunt.
Jeszcze kilka lat temu byłaś aktywną członkinią „Fenestry”. Działasz w dziennikarskiej branży do dzisiaj, ale na własnych warunkach jako freelancerka związana z kulturą. Co z perspektywy czasu dała Ci działalność w gazecie studenckiej?
– Do „Fenestry” dołączyłam od razu na pierwszym roku studiów, czyli w 2019 roku. Pamiętam, że niezwykle stresowałam się rozmową rekrutacyjną, bo to była moja pierwsza tego typu. Dzisiaj, z perspektywy czasu stwierdzam, że nie było czym się denerwować, bo zostałam bardzo miło przyjęta i czułam się zaopiekowana przez ówczesną redakcję. Za każdym razem, gdy ktoś mnie pyta o moje początki i jak zaczęłam pracować w szeroko pojętych mediach, wspominam o „Fenestrze”. To właśnie tutaj wyćwiczyłam mój pisarski warsztat, miałam przestrzeń, żeby robić błędy i się na nich uczyć. Przeprowadziłam pierwsze wywiady i sprawdzałam się w pisaniu recenzji. Nauczyłam się rozmawiać z ludźmi i nie bać się zadawać pytań. Mam wrażenie, że dzięki temu, że robiłam to głównie z pasji i chęci rozwoju. Biorąc pod uwagę, że nie była to praca zarobkowa, było to bardzo szczere. Świetny jest także fakt, że po każdym napisanym artykule była przestrzeń na dyskusję i feedback, co w większych redakcjach nie zawsze jest oczywiste.
Jesteś także absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Jak wspominasz ten kierunek?
– To, co na pewno mi dały, to umiejętność radzenia sobie i ogarniania wielu rzeczy, bo ja dziennikarstwo studiowałam w ramach Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych. Dzięki nim mogłam swoje dziennikarskie zainteresowania uzupełniać zajęciami z filmoznawstwa, historii sztuki czy socjologii. Wówczas wymagało to sporego wysiłku, a nawet bycia w kilku miejscach jednocześnie. Doświadczenie sprawiło, że opanowałam do perfekcji koordynację planu zajęć. Studia na WNPiD wspominam bardzo dobrze, ale nie ukrywam, że trochę brakowało mi praktycznego wymiaru tej branży. Myślę, że pisaliśmy stanowczo za mało, ograniczając się jedynie do kilku gatunków. Na moim roku było skupienie przede wszystkim na tzw. dziennikarstwie newsowym. Dla mnie, która od początku widziała siebie bardziej w publicystyce, było ciekawym doświadczeniem, ale brakowało mi spróbowania się w innych formach. Na pewno doceniam nacisk, jaki kładziono na przedmioty okołopolityczne.
Już od czasu studiów działasz w branży. Czym jest dla Ciebie dziennikarstwo – to bardziej praca czy hobby?
– Powiedziałabym, że oba – to wspaniałe i rzadkie realizować w pracy swoją pasję. Dodatkowo pracuje również jako copywriterka, dzieląc czas na różne projekty. Branża medialna jest trudna, ale jeżeli w przyszłości uda mi się utrzymywać jedynie z dziennikarskiej działalności, będzie to dla mnie największe szczęście i ogromny przywilej. Zdaję sobie jednak sprawę z konieczności bycia cały czas na bieżąco ze wszystkimi kulturalnymi nowinkami i dalszego rozbudowywania mojej marki osobistej. To pozwala mi tworzyć styl, który będzie się kojarzył z moim nazwiskiem.
Utrzymanie się wyłącznie z dziennikarskiej działalności niestety często brzmi jak mało realistyczne marzenie. Sama pasja do tego zawodu czasami nie wystarcza. Nie demotywuje Ciebie wizja, że zarobki w branży często bywają niestałe?
– Dużo moich znajomych, absolwentów dziennikarstwa, zrezygnowało z tej ścieżki kariery. Często odpuszczali, kiedy zweryfikowali, że finansowo im się to nie opłaca. Nie dziwię się im, bo łatwo się zniechęcić. Gdybym poszła bardziej w stronę dziennikarstwa politycznego czy newsowego, to myślę, że nie brakowałoby mi podobnych kryzysów. Choć bycie freelancerką ma swoje wady, bardzo lubię ten tryb pracy, bo daje mi zupełnie inną swobodę niż gdybym pracowała na stałe w konkretnej redakcji.
Wspomniałaś o freelancerstwie. Jak to jest tak pracować w dziennikarskim świecie?
– Poniekąd sama jestem swoją szefową. Wielkim atutem jest to, że mogę wybierać zlecenia i nie mam nad sobą redaktora naczelnego, który stałby nade mną codziennie i mówił, co mam robić. Ale tak jest teraz. Zanim mogłam na to sobie pozwolić, musiałam skupić się na budowaniu swojego portfolio. Po „Fenestrze” pisałam nieodpłatnie również w innych miejscach. Z czasem miałam bogatsze CV, a zarobkowych zleceń zaczęło przybywać. W tym zawodzie na pewno potrzebna jest łatwość w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi, bo to często dzięki przypadkowym spotkaniom dowiadywałam się o kolejnych ścieżkach rozwoju dla mojej kariery. Trzeba też umieć odpowiednio „sprzedać” własne kompetencje, przygotować portfolio itp. W tym wszystkim nie brakuje researchu, czyli szukania miejsc publikacji, które mogą być dla mnie ciekawe i rozwijające. Często to po prostu pisanie maili, przedstawianie się w nich i proponowanie swoich tekstów. Bardzo dużo dały mi wolontariaty i staże na festiwalach filmowych, na które zaczęłam jeździć jeszcze zanim skończyłam 18 lat.
Opowiesz o nich coś więcej? Jaki był Twój pierwszy festiwal? Co należy do Twoich zadań na tego typu wydarzeniach?
– Mój pierwszy wolontariat odbyłam na Nowych Horyzontach we Wrocławiu. Uważam, że jest on na naprawdę świetnym poziomie. Myślę, że wyróżnia się na tle innych polskich wydarzeń filmowych tego typu. Dołączyłam wówczas do obsługi kina i skanowałam bilety oraz wpuszczałam ludzi na seanse. Moją ulubioną częścią było jednak oczywiście to, że przez 10 dni oglądałam za darmo filmy. Kiedy jesteś w takim miejscu, to spotykasz ludzi z całego kraju; są tam zarówno aktorzy, producenci, ale także właśnie dziennikarze. Dlatego uważam, że są to niezwykle ważne miejsca nie tylko dla rozwoju pasji do kina, ale też pisania o nim. Z bardzo dużym sentymentem i wdzięcznością wspominam momenty, kiedy mogę wcielić się w rolę korespondentki na festiwalach filmowych za granicą, czy to w Wenecji, czy w Cannes. Co roku uczestniczę w tych wydarzeniach i jest to spełnienie moich marzeń. Niemniej jednak, kiedy wracam po nich do Polski, czuję się wyczerpana, bo przez 10 dni mam kilka seansów filmów dziennie, z których później muszę stworzyć sensowną recenzję. Wiadomo, nie jest to najtrudniejsza praca świata i daje przede wszystkim przyjemność i satysfakcję w ostatecznym rozrachunku, ale jest to na pewno wymagający czas.
Oprócz festiwali masz w swoim dorobku jednak wiele innych osiągnięć. Z jakiego projektu, w którym do tej pory brałaś udział, jesteś najbardziej dumna?
– Jestem dumna z wywiadu, który przeprowadziłam z Kristen Stewart. Nadal trudno mi uwierzyć, że to się wydarzyło. Było to dla mnie stresujące doświadczenie – rozmowa była odmierzana na czas, odbywała się pośród innych ludzi, na żywo i po angielsku. Mimo to jestem zadowolona z tego materiału. Swoją drogą uważam, że Kristen zrobiła bardzo elektryzujący i ważny dla kobiet film – „Chronologia wody”, który niebawem trafi do kin. Na pewno dużym wyróżnieniem było także zwycięstwo w konkursie „Krytyk pisze”. Pamiętam, jak wysłałam swoje zgłoszenie w ostatni dzień rekrutacji. Była to recenzja, którą napisałam jakiś czas temu i raczej nie miałam wobec niej większych oczekiwań. Wygrała. To zachęciło mnie, aby częściej się zatrzymywać i być dumną, z tego, co robię, zamiast ciągłego gnania do przodu i myślenia nad kolejnym i kolejnym projektem. W tej branży łatwo się wypalić, jeżeli nie czerpie się przyjemności, z tego, co się robi.
Rozmawiała Julia ZYGMUNT