Gala oscarowa bez tajemnic

Tegoroczna gala wręczenia Oscarów była w niedzielną noc, 15 marca! https://www.flickr.com/photos/prayitnophotography/4764440136
W nocy z 15 na 16 marca miliony widzów zasiądą przed telewizorami, laptopami czy domowymi ekranami wykonanymi z białych prześcieradeł (oczywiście dla klimatu, nie z oszczędności), aby oddać się celebracji 98. gali wręczenia Oscarów. Święto kina, przepychu i mody pełne jest kontrowersji oraz momentów, które na stałe zmieniły popkulturę. Czy istnieje jednak coś, czego wciąż o nim nie wiemy?
Wieczór wręczenia nagród przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej to czas wyjątkowy, wyczekiwany przez widzów jeszcze na długo przed ogłoszeniem oscarowych nominacji. Chwila ta pozwala nie tylko na celebrowanie zwycięstw czy opłakiwanie porażek ukochanych filmów w wyścigu po najbardziej prestiżową nagrodę, ale także na prawdziwą integrację kinomanów. Organizowane dziś prywatne lub barowe watch parties są jedynie potwierdzeniem faktu, że Oscary przeobraziły się z wydarzenia stricte branżowego w kolejną okazję do świętowania, zbliżoną do międzynarodowych rozgrywek sportowych. Wielu z nas przeżywa galę w bardzo osobistym wymiarze, czując przywiązanie do konkretnych tytułów i kibicując im jak ukochanej drużynie. Poszukujemy też informacji o specyfice samej ceremonii, czytamy artykuły, książki, oglądamy wideoeseje na YouTubie, dzięki którym pogłębia się nasza świadomość jej znaczenia historyczno-kulturowego. Postanowiliśmy jednak przedstawić kilka najbardziej interesujących faktów dotyczących specyfiki oraz ikonicznych momentów oscarowych ceremonii na przestrzeni lat.
Wróćmy do początków
Pierwsze wręczenie nagród Akademii Filmowej miało miejsce w maju 1929 roku i wbrew pozorom początkowo nie przypominało znanej nam dziś wielkiej, prestiżowej fety. Ceremonia trwała zawrotne piętnaście minut, a każdy z wygranych był poinformowany o wyniku głosowania z należytym wyprzedzeniem. To dawało przegranym możliwość pogodzenia się z porażką jeszcze przed rozpoczęciem samej gali i pozwalało uniknąć sporej dozy nagłych rozczarowań i nieszczerych uśmiechów. Oscary zyskały swoje, zbliżone do aktualnego, znaczenie dopiero w 1953 roku, kiedy zaczęto transmitować je w telewizji. Właśnie wtedy impreza zmieniła charakter z branżowego na narodowe (a później i międzynarodowe) wydarzenie społeczne, a oglądanie jej stało się nową, coroczną tradycją wielu rodzin i grup filmowych pasjonatów.
Dlaczego Oscary w ogóle nazywają się w ten sposób? Tak naprawdę do dziś nie do końca wiadomo, choć istnieje niezliczona liczba teorii – najpopularniejsza z nich mówi, że bibliotekarka w Akademii, po spojrzeniu na statuetkę, uznała, że jest ona podobna do jej wujka o imieniu Oscar. Zdaniem wielu nie jest to jednak zbyt przekonująca historia, tym bardziej mając w pamięci fakt, iż ta niewinna wzmianka miałaby nagle zrewolucjonizować identyfikację jednego z najważniejszych wydarzeń filmowych na świecie. Z drugiej strony, czy gdyby ktoś wymyślił tę historię, nie uczyniłby jej trochę ciekawszą?
Znak problematycznych czasów
W 1940 roku nagrodę dla najlepszej aktorki drugoplanowej otrzymała czarnoskóra Hattie McDaniel za swoją rolę w słynnym „Przeminęło z wiatrem”. Z uwagi na panujące wówczas w Stanach Zjednoczonych prawo dotyczące segregacji rasowej, kobieta nie mogła nawet usiąść przy tym samym stole, co reszta ekipy filmowej. W tym kontekście samo zwycięstwo nie-białej kobiety nie było powodem do szczęścia. Był to sygnał, iż nawet jeśli kultura zauważa i gotowa jest na inkluzywność względem mniejszości rasowych, sytuacja społeczna wciąż wymaga gruntownych zmian, aby miało to jakiekolwiek odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Z uwagi na to, iż gala oscarowa jest co roku transmitowana na żywo, wiele jej elementów to wydarzenia całkowicie nieprzewidywalne. Wielu z nas pamięta rok 2017, kiedy nagroda za najlepszy film została omyłkowo przyznana „La La Land” zamiast „Moonlight”, jak uprzednio zadecydowała Akademia, co wprowadziło niemałe zamieszanie. Mimo tego, że doszukiwano się w tej decyzji drugiego dna, a teorie spiskowe zaczęły piętrzyć się jeszcze tego samego wieczora, moment ten należy – z perspektywy czasu – uznać po prostu za jedną z najbardziej ikonicznych pomyłek w historii gali. Wiele z oscarowych „wpadek” odsłania też ciemne strony sławy oraz zwraca uwagę na problemy, z którymi boryka się szereg hollywoodzkich artystów. Kilka lat wcześniej, bo w 2013 roku Jennifer Lawrence potknęła się i upadła na schodach podczas wchodzenia na scenę. Sytuacja, która mediom wydała się komiczna i warta nagłośnienia z powodów humorystycznych, była tak naprawdę sygnałem problemów alkoholowych aktorki. Choć ta nigdy nie opisała siebie jako uzależnionej, przyznawała wielokrotnie, że w szczytowym momencie swojej kariery, kiedy „Igrzyska śmierci” oraz „Poradnik pozytywnego myślenia” były na ustach wszystkich, używki pomagały jej regulować przytłaczające emocje. Właśnie dzięki tym kompletnie nieplanowanym momentom wieczór oscarowy może skłaniać do refleksji nie tylko nad aktualnym stanem kina, ale również nad tym, z czym wiąże się istnienie w show-biznesie.
Według zasady wprowadzonej przez Akademię w latach pięćdziesiątych statuetki Oscara nie można sprzedać. Pamiętając jednak, iż prawo nie działa wstecz, wiadomo, że reguła ta nie dotyczy filmów nagrodzonych prestiżowym odznaczeniem przed rokiem 1950. Dzięki temu 1999 w roku Michael Jackson kupił statuetkę otrzymaną przez „Przeminęło z wiatrem” prawie sześćdziesiąt lat wcześniej. Przyjemność ta kosztowała artystę ponad milion dolarów, ale mając taką fortunę, sama również bardziej ekscytowałabym się Oscarem na kominku niż utratą sześciu zer z konta bankowego.
Gra o tron
Czy zastanawialiście się kiedyś, jakiego rodzaju role mają największe szanse na zdobycie oscarowej nominacji? Takim wyróżnieniem może pochwalić się zaskakująco wielu aktorów wcielających się w słynne postaci historyczne, ze szczególnym uwzględnieniem brytyjskich monarchów. Jednym z najciekawszych przykładów tego fenomenu był rok 1998. Wówczas zarówno Judi Dench, jak i Cate Blanchett wcieliły się w postać królowej Elżbiety I w dwóch różnych filmach – „Zakochany Szekspir” oraz „Elizabeth” – i obie zostały nominowane. Co dodatkowo interesujące, Dench wygrała Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej mimo faktu, że jej czas ekranowy w filmie wynosi łącznie mniej niż osiem minut. Urzekające monarchinie są jednak w stanie oczarować publiczność i całkowicie zawładnąć jej uwagą niezależnie od tego jak długo (lub jak krótko) są przez nią widziane.
Oscarowa gala dla każdego znaczy coś zupełnie innego. Dla niektórych kinomanów zdanie Akademii w kwestii tego, co najlepsze, jest zupełnie niepodważalne. Inni natomiast chętnie polemizują z wynikami głosowania, wytykając wszelkie oznaki hipokryzji i wyrachowania, których w ostatnich latach niestety nie brakuje. Z roku na rok coraz więcej jest też głosów, że Oscary nie są już oznaką prestiżu ani – tym bardziej – znakiem jakości. Gale są wielokrotnie bojkotowane przez widzów z uwagi na zapraszanie do udziału w nich problematycznych twórców, niesmaczne żarty prowadzących oraz niechęć Akademii do wyróżniania kina gatunkowego. Powodów do niezgody na to, na jakich zasadach działają współczesne ceremonie oscarowe jest bezsprzecznie wiele. Przez chwilę jednak dla niektórych kinomanów staje się to prawdziwym świętem do celebrowania.
Maria PILARSKA