„To tylko sny, szalone sny”

Grafika: Gabriela Majka / Opis: „Ranczo” pokochały miliony
Nieco ponad 20 lat temu, 5 marca 2006 roku, telewidzowie pierwszy raz odbyli podróż, po mapie, z Nowego Jorku do maleńkich Wilkowyj. Prosto na „Ranczo”. Szybko się tam zadomowili, a postaci pochodzące stamtąd pokochali. Ta miłość trwa do dziś. Co stoi za sukcesem serialu? Czy dało się go przewidzieć? Przy okazji okrągłych urodzin produkcji oraz w przededniu wyczekiwanego powrotu przyglądamy się światu, który stał się fenomenem.
– To była przygoda życia – mówi reżyser produkcji Wojciech Adamczyk, wspominając pracę nad „Ranczem”. Jak opowiada, w serialowych Wilkowyjach spędził 10 lat. Gdy finalizował pracę nad jednym sezonem, scenarzyści czekali już z pierwszymi propozycjami scenariuszy kolejnego. – Spędziliśmy na planie ponad 700 dni zdjęciowych. To była rzeczywiście gigantyczna praca całej ekipy, także ogromne przeżycie… – dodaje. Te 700 dni zmieniło się w 130 odcinków, film, monumentalną oglądalność i przeróżne emocje u zgromadzonych przed telewizorami.
Historia Lucy, Amerykanki polskiego pochodzenia, która zamieszkała w dworku po babci na podlaskiej wsi szybko stała się hitem. Równie szybko odsłoniła przed widzami wielowątkową głębię i koloryt – „Ranczo” sportretowało Polskę. Przy tym dostarczyło nam jedne z bardziej ikonicznych postaci polskiej popkultury.
Wielobarwny urodzaj
Choć różnorodni i charyzmatyczni, to bohaterowie zostali napisani tak, by niemal każdy z nas mógł odnaleźć w nich swoje rozterki, pragnienia, zalety, ale również wady. To objaw geniuszu artystycznego twórców i wielka zasługa obsady. Grono należące do najciekawszych polskich aktorów i aktorek rozwinęło swoją karierę właśnie dzięki serialowi „Ranczo”. Trudno wyłonić tu jedną kluczową kreację – to istna plejada ról życia.
Nie sposób nie zacząć jednak od postaci Lucy (Ilona Ostrowska). Jej przyjazd do Wilkowyj, starcie z lokalnymi realiami i idealistyczna walka o zmianę na lepsze wsi i jej mieszkańców są jedną z głównych osi napędowych akcji. To właśnie działania „naszej Amerykanki” stawały się pretekstem do satyrycznego obnażania polskich przywar. Charakterna bohaterka pokazuje, że często początkiem sukcesu jest po prostu chęć działania. Owszem, straciła nieco w oczach części fanów w dziewiątym sezonie, ja nie odbierałbym jej jednak sympatycznego całokształtu. To w końcu chyba najbardziej naturalna rola Ostrowskiej. Aktorka zasługuje też na oklaski za przekonujące opanowanie amerykańskiego akcentu. W duecie z Pawłem Królikowskim stworzyła jedną z najbardziej ujmujących par w polskiej telewizji. Nieżyjący już aktor, portretował Kusego jako złamanego, choć wciąż ponadprzeciętnie inteligentnego alkoholika, oddanego partnera, kreatywnego działacza, zmartwionego rodzica, jak i rozkwitającego artystę. Jego złożony wątek wciąga na każdym z tych etapów. Musiał też stanowić niemałe wyzwanie aktorskie a Królikowski pozostawał bezbłędny przez dziesięć lat! A jak o wyzwaniach mowa to „pomiędzy wójtem a plebanem stara wojna wiecznie trwa”.
Fascynujące, że po obu stronach tego konfliktu stoi jedna osoba. Cezary Żak równie zgrabnie idzie drogą księdza, jak i wójta. Króluje – na plebani przede wszystkim w duecie z Michałową (perfekcyjna Marta Lipińska). Z drugiej strony – w Urzędzie Gminy, potem w Senacie, Polskiej Partii Uczciwości aż po fotel prezydencki – bryluje do spółki z Czerepachem (Artur Barciś). Choć panowie pełnią w dużej mierze rolę antagonistów, z biegiem serialu trudno ich nie polubić. A że w pakiecie z dobrą zabawą przy ich scenach widz dostaje przestrogę przed mechanizmami wpływania na jednostki i masy, poznaje polityczne zagrywki i realia budowania politycznego PR zarówno na szczeblu gminnym, jak i ogólnopolskim – tym dla niego lepiej. A to tak naprawdę tylko kilka spośród wielu wartościowych wątków serialu.
Wystarczy spojrzeć choćby na inspirującą ewolucję postaci Kazimiery Solejukowej z biedaczki do bizneswoman i wykształconej nauczycielki filozofii (piękna kreacja Katarzyny Żak). Na feerię postaci i emocji Klaudii (Marta Chodorowska), czy też na kultową „ławeczkę”. Twórcy zadbali też o jakościowe smaczki, jak tajemnicza i fascynująca postać Babki (Grażyna Zielińska). Ten urodzaj jest w „Ranczu” szczególnie piękny, wciąż napędza on dyskusje na internetowych forach fanów.
Bawiąc uczyć, ucząc bawić
Samo nasuwa się pytanie: czy twórcy przewidywali jak sławne stanie się „Ranczo”? Wojciech Adamczyk odpowiada –„Nikt nie spodziewał się takiego sukcesu. Liczyłem, że to będzie coś fajnego, gdy przeczytałem scenariusz pierwszego sezonu, mnie on zachwycił. Od razu kontaktowałem się z producentem, że koniecznie muszę to robić, że to świetne jest. Czas pokazał, że reżyser trafnie ocenił wartość projektu. W szczytowym momencie oglądalność „Rancza” sięgnęła dziesięciu milionów widzów. Co jeszcze sprawiło, że rodzima produkcja spotkała się z tak wielkim zainteresowaniem?
– Po pierwsze – tematyka. „Ranczo” opowiadało o sprawach aktualnych i ważnych w typowo polskim kontekście, osadzając je w perspektywie prowincji, która jest bardzo bliska masowej widowni. Był to serial, który „oswajał” Polaków ze zmianami, jakie wiązały się ze wstąpieniem do Unii Europejskiej. Był więc społecznie potrzebny, tematycznie zaangażowany w okres, w którym powstawał. Drugi powód to wykonanie, które po prostu stało na bardzo wysokim poziomie. Te dwa fundamenty należy w moim przekonaniu wskazać jako główne przyczyny sukcesu serialu – punktuje dr Paweł Łokić, z Zakładu Komunikacji Społecznej Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.
O fenomen serialu zapytaliśmy także jego twórcę. – Nie ma w ,,Ranczu” złości i zgryźliwości. Owszem, jest satyra na najrozmaitsze zjawiska, przede wszystkim polityczne, również społeczne, ale nie jest ona wymierzona w żaden konkretny obóz, tylko w stereotypy, mechanizmy, zachowania, które powinny być napiętnowane. Serial jest bardzo pozytywny, napisany z sercem i z sympatią do drugiego człowieka, bo taki był Robert Brutter (Andrzej Grembowicz) – kochał ludzi. Takim samym jest Jurek Niemczuk i to się daje odczuć na ekranie. My pokazaliśmy też, że w naszych warunkach awans społeczny jest możliwy a niezwykłą, bardzo budującą ku temu okolicznością jest fakt, że jesteśmy w Unii Europejskiej i z różnego rodzaju profitów z tego wynikających możemy korzystać – tłumaczy reżyser serialu, wskazując nie tylko na jego humorystyczny, ale i edukacyjny cel. Czy możemy założyć, że został on spełniony?
– Serial pomógł oswoić UE, a dzięki zastosowanej w nim satyrze zrobił to nie tylko efektownie pod względem popularności, ale również efektywnie. Upodmiotowił społeczne obawy przed transformacjami, zbliżył wielką politykę do kościelnej plebanii, zestawił ze sobą kultowych już panów z „ławeczki” i ich chłopski rozum z zachodnim sposobem pojmowania rzeczywistości. To były znakomite zabiegi narracyjne, które pozwoliły widzom zinternalizować swoje problemy w ramach współuczestnictwa w ogólnonarodowym wydarzeniu popkulturowym – dr Łokić nie ma w tym temacie wątpliwości.
„To tylko sny, szalone sny” – śpiewała Anna Jurksztowicz, a Polska żyje nimi do dziś! Serial nie tylko wciąż cieszy pierwszych fanów, zdobywa również nowych! Więcej, co roku organizują oni wyjazdy do Jeruzala, tematyczne zloty, a TVP emituje powtórki dotychczasowych 130 odcinków dosłownie na okrągło. Trudno odmówić więc „Ranczu” statusu dzieła kultowego. – Te dowody sympatii naszych widzów są dla nas ogromnie ważne, więc tym chętniej wrócimy na chwilę tam, gdzie to wszystko się zaczęło – wyraźnie cieszy się z informacji o powrocie serialu Wojciech Adamczyk.
– Nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek polski serial komediowy emitowany od czasów zakończenia „Rancza” osiągnął podobny sukces. Widownia jest więc wyposzczona, głodna dobrej, zabawnej historii, która łączy i wywołuje pozytywne wrażenia – niesłabnącą popularność produkcji TVP wyjaśnia dr Paweł Łokić.
Nic dziwnego, że oficjalne ogłoszenie powrotu „Rancza” wywołało wśród fanów wielkie emocje. Choć w sieci nie brakuje obaw o to, czy nowy sezon serialu dorówna pierwowzorowi, zdaje się, że głuchną one we wszechobecnej euforii.
Marcin KLONOWSKI