Z ziemi polskiej do Portugalii

Od 2013 roku i słynnego tria składającego się z Roberta Lewandowskiego, Jakuba Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka nie mieliśmy okazji oglądać aż trzech Polaków w topowym europejskim klubie. Teraz generacja Z, wychowująca się na powyższym futbolowym zjawisku, może poczuć nutkę nostalgii, ponieważ w FC Porto bryluje biało-czerwona diaspora, składająca się z Jakuba Kiwiora, Jana Bednarka i Oskara Pietuszewskiego.
Co istotne, zawodnicy ci nie grają drugoplanowych ról w zespole „Smoków”. Zacznijmy od defensorów, czyli od Bednarka i Kiwiora, którzy do ekipy FC Porto dołączyli minionego lata. Pobyt w lidze portugalskiej miał być dla nich swego rodzaju katharsis po przygodach w Anglii. W tym kontekście nad przejściem do Porto należy się szczególnie pochylić, gdy mowa o Bednarku. W sezonie 2024/25 wraz z zespołem Southampton zaliczył on spadek z Premier League i musiał na nowo rozpatrzyć ścieżki swojej kariery. Z kolei Kiwior trafił na Estadio do Dragao po byciu rezerwowym walczącego o mistrzostwo Anglii Arsenalu.
Kiwior i Bednarek w ekipie prowadzonej przez Włocha, Francesco Fariolego, stanowią podstawowy duet środkowych obrońców w ustawieniu z czwórką defensorów. To oni ostatnio wygryźli z pierwszej jedenastki niekwestionowaną (choć już podstarzałą) legendę futbolu, Thiago Silvę. Z Polakami w obronie FC Porto radzi sobie naprawdę nieźle, a gra defensywna stała się jednym z kluczowych argumentów przemawiających za tym, że to właśnie „Smoki” już 17 maja będą cieszyć się z mistrzostwa Portugalii. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na konkretne liczby, bowiem z choćby jednym biało-czerwonym obrońcą w składzie zespół Porto w ostatnich czterech spotkaniach przed marcową przerwą reprezentacyjną stracił zaledwie dwa gole.
Skrzydłowy, jakiego jeszcze nie mieliśmy
Mimo dobrych występów Kiwiora i Bednarka w ostatnich miesiącach, najwięcej uwagi otrzymuje trzeci z Biało-Czerwonych w zespole „Smoków” – Oskar Pietuszewski. Skrzydłowy urodzony w 2008 roku przebojem wdarł się do portugalskiego zespołu, a każdy jego kolejny występ jest lepszy od poprzedniego.
Do końca marca Pietuszewski zanotował 10 występów w barwach „Smoków”, w trakcie których zdążył już strzelić trzy gole i zaliczyć dwie asysty. Zważywszy na fakt, iż w części tych spotkań reprezentant Polski meldował się na boisku dopiero w ostatnich minutach, są to kapitalne statystyki na miarę największych piłkarskich talentów w Europie. Szczególną uwagę opinii publicznej zwrócił gol w prestiżowym ligowym starciu z lizbońską Benficą, kiedy to młokos efektownie przedryblował i – zarówno dosłownie, jak i w przenośni – położył na ziemię mistrza świata z 2022 roku, Nicolasa Otamendiego. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to właśnie wtedy doszło do wybuchu „Pietuszewskomanii”, która rozlała się po całej piłkarskiej Polsce, a odbiła się szerokim echem także w Portugalii. Jeden z najsłynniejszych portugalskich dzienników „A Bola” dwa tygodnie później, po udanym spotkaniu przeciwko Bradze, pisał tak: „Polski cudowny chłopak znowu był prawdziwym dynamitem i w pierwszej połowie mocno namieszał. Wspaniała asysta przy golu Williama Gomesa, a do tego kilka momentów magii i klasy”. My także śmiało możemy stwierdzić, że dawno nie mieliśmy do czynienia z tak dobrze technicznie grającym skrzydłowym dzierżącym polski paszport. Boczni pomocnicy znad Wisły zdecydowanie częściej kojarzyli się bowiem z angielskim kick&rush, a nie z brazylijską jogą bonito. Pietuszewski to z kolei miks obu tych stylów, który często okazuje się zabójczy dla rywali.
Zaledwie 17-letni piłkarz trafił do Porto podczas ubiegłego zimowego okna transferowego z Jagiellonii Białystok, a kwota transferu (wliczając bonusy) opiewała na około 10 milionów euro. 17-latek związał się z obecnym pracodawcą do 2029 roku, a w kontrakcie widnieje zapis o klauzuli odstępnego w wysokości pokaźnych 60 milionów euro. Jeśli Pietuszewski w najbliższych miesiącach utrzyma, a może nawet poprawi swoją formę, to można się spodziewać, że któryś z europejskich gigantów zdecyduje się wyłożyć za Polaka tę sumę. Przykładowo, Zbigniew Boniek w programie „Prawda Futbolu” stwierdził, że nie byłby zdziwiony, gdyby młody piłkarz trafił do Manchesteru City czy nawet do Realu Madryt i FC Barcelony. Jednak, póki co, Pietuszewski skupia się na walce w krajowych rozgrywkach na Półwyspie Iberyjskim. Jako że nie jest on zgłoszony do zmagań Ligi Europy, na międzynarodowym froncie ekipa „Smoków” musi radzić sobie bez swojego złotego dziecka z Europy Środkowej.
Polskie od lat
Co ciekawe, silna polska diaspora w FC Porto nie jest niczym nowym na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Poza opisywanym przeze mnie tercetem Kiwior-Bednarek-Pietuszewski barw tejże drużyny broniło aż pięciu Biało-Czerwonych. Byli to kolejno: Józef Młynarczyk, Grzegorz Mielcarski, Andrzej Woźniak, Przemysław Kaźmierczak i Paweł Kieszek. Mimo że rola ostatniej trójki była mocno epizodyczna, to Młynarczyk oraz Mielcarski do dziś są w Porto szanowani i uznawani za istotne postaci w historii klubu. Młynarczyk, brązowy medalista mundialu z 1982 roku, sięgnął ze „Smokami” nawet po Puchar Mistrzów w 1987 roku jako drugi – po wspominanym Bońku – Polak w historii. Kariera Mielcarskiego w Porto była nie mniej obfita w sukcesy. Wychowanek Orła Chełmno jest bowiem aż czterokrotnym triumfatorem rozgrywek ligowych w Portugalii.
Pozostaje więc mieć nadzieję, że Biało-Czerwoni przez kolejne lata będą stanowić o sile FC Porto, a dla zawodników młodego pokolenia to malownicze portugalskie miasto otrzyma łatkę trampoliny do dalszej europejskiej kariery na najwyższym poziomie.
Mateusz DUKAT