Nowy 2016 w Mercedesie?

W Kanadzie Kimi Antonelli powiększył przewagę nad Georgem Russellem do 43 punktów  Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:2025_Japan_GP_-_Mercedes_-_Kimi_Antonelli_-_FP2.jpg

Podczas weekendu wyścigowego w Kanadzie, pojęcie trendu „powrotu do 2016” nabrało zupełnie nowego znaczenia. Wieloletni fani Formuły 1 porównują obecne wydarzenia w dominującej ekipie Mercedesa do legendarnej już walki Lewisa Hamiltona z Nico Rosbergiem w tamtym roku. Walka o mistrzostwo nabiera tempa i zarówno Kimi Antonelli, jak i George Russell nie powstrzymają się przed niczym, gdy przyjdzie do walki o najwyższe cele. 

Miami nie było weekendem marzeń dla George’a Russella. Brytyjski kierowca sam przyznał, że nie do końca dogaduje się z tym torem, co przełożyło się na jego kolejny finisz poza podium, na czwartej pozycji. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała  po drugiej stronie garażu. Po problemach w sprincie i finiszu na piątej pozycji przez karę czasową za limity toru, Kimi Antonelli ponownie wywalczył pole position w kwalifikacjach i zamienił je na trzecie z rzędu zwycięstwo. Nie było ono jednak tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać – McLareny po poprawkach stały się dużo bardziej konkurencyjne, jednak 19-letniemu Włochowi udało się utrzymać przewagę nad rywalami i po raz kolejny pokazać, że świetnie czuje właśnie ten tor. Został on pierwszym kierowcą w historii, który trzy pierwsze pole position w karierze zamienił na trzy zwycięstwa, a także dołączył do elitarnego klubu zdobywców trzech pierwszych wygranych w trzech kolejnych wyścigach, obok Senny i Schumachera. Powiększył także przewagę nad kolegą z ekipy aż o 20 punktów. 

Ostatnia szansa Russella

W opinii wielu Kanada miała być decydującym weekendem dla George’a Russella. Przez ostatnie dwie rundy Brytyjczyk zmagał się z problemami i wyraźnie odstawał od swojego zespołowego partnera. Teraz zmagania miały przenieść się na tor, który mu odpowiada i w dwóch poprzednich latach osiągnął na nim pole position, a w zeszłym roku także zwycięstwo. Determinacja była tym większa, że miał sporo do udowodnienia. Faworyt do tytułu z początku sezonu wyraźnie zabłysnął w pierwszy weekend, później zaś miał sporo pecha i problemów, które wpłynęły na rezultaty. 

Początek weekendu zapowiadał się obiecująco. Wywalczone pole position do sprintu z niewielką przewagą przełożyło się na zwycięstwo kolejnego dnia. Mercedes wreszcie naprawił starty i oba samochody utrzymały pierwszą oraz drugą pozycję na początku wyścigu. Nie obyło się jednak bez problemów – Kimi cały czas pozostawał blisko, a agresywna walka zakończyła się kontaktem obu bolidów Srebrnych Strzał. Zdarzenie to pozostało kontrowersyjne – Włoch zaatakował w ryzykownym miejscu, zaś Brytyjczyk wypchnął go poza tor, próbując się bronić. Ostatecznie Antonelli po małym błędzie i wypadnięciu na trawę przy kolejnej próbie ataku spadł na trzecie miejsce za Lando Norrisa. Szef Mercedesa, Toto Wolff, próbował ostudzić nastroje, zwłaszcza po pełnych emocji komunikatach radiowych młodszego z kierowców. Można przypuszczać, że był to moment, kiedy obu kierowcom zostały postawione granice w zakresie rywalizacji między sobą koło w koło. Tego samego dnia Russell zdobył także pierwszą lokatę w kwalifikacjach do niedzielnego wyścigu, po raz trzeci z rzędu na tym torze. Miał jednak znów bardzo niewielką przewagę nad zespołowym kolegą, dokładnie taką samą, jak w piątkowej czasówce – 0,068 sekundy. 

Brocedes 2.0?

Właściwe Grand Prix znów udowodniło przewagę Mercedesa nad rywalami. Ferrari czy Red Bull nie były dostatecznie szybkie, aby im zagrozić, zaś McLareny przez złą decyzję strategiczną wylądowały daleko od czołówki na praktycznie cały wyścig. Kimi i George toczyli między sobą walkę aż przez 30 okrążeń. Ten pierwszy wystartował lepiej, jednak oba bolidy niespodziewanie wyprzedził Lando Norris. Szybko jednak wypadł z walki przez konieczność zmiany nietrafionych opon przejściowych, a na późniejszym etapie został zmuszony do wycofania się z rywalizacji przez awarię skrzyni biegów. Początkowo Kimi prowadził, jednak George nie odpuścił i udało mu się odzyskać prowadzenie. Tym razem rywalizowali zupełnie inaczej, niż dzień wcześniej – agresywnie, ale czysto, wykorzystując każdy, najmniejszy błąd drugiej strony. Obaj trzymali świetne tempo, wyraźnie odskakując od reszty stawki. Nie było nam jednak dane oglądać tej walki zbyt długo – Russell niespodziewanie zatrzymał samochód na torze z powodu awarii silnika. Brytyjczyk zareagował na tę sytuację bardzo nerwowo – kamery pokazały, jak wściekły rzuca zagłówkiem i z grobowym wyrazem twarzy patrzy, jak jego bolid jest ściągany z toru. Trudno się dziwić – był to kluczowy moment dla jego walki o tytuł i jedna z dat w kalendarzu wyścigowym, w których czuł się najlepiej. Stracił szansę na wygranie wyścigu, a jego kolega z zespołu dorzucił czwarty triumf z rzędu do swojego dorobku bez większych problemów, pobijając tym samym kolejny rekord. Obejrzeliśmy też ciekawą rywalizację Lewisa Hamiltona i Maxa Verstappena, którzy zakończyli wyścig na drugim i trzecim miejscu. Cała trójka hucznie świętowała na podium z kilku powodów – kolejnego zwycięstwa Kimiego, najlepszego wyniku Lewisa w barwach Ferrari i pierwszego finiszu w topowej trójce Maxa w tym sezonie. 

Niedzielny wyścig nie bez powodu przywołał wspomnienia z 2016 roku – tych opinii nie brakowało w social mediach. Na początku 2026 roku spopularyzowano trend powrotu do czasów sprzed 10 lat i nie ominęło to także Formuły 1. W Mercedesie jeździli wtedy Lewis Hamilton i Nico Rosberg – przyjaciele z dzieciństwa, znający się od czasów kartingu. Zmienili się oni jednak w największych rywali, a na torze nawet we wrogów. W dominującym teamie dwóch świetnych kierowców było zmuszonych ze sobą walczyć – żaden nie chciał zostać zdegradowany do roli numeru „2”. Agresywne potyczki na torze skończyły się spektakularną porażką w Grand Prix Hiszpanii, gdzie oba bolidy wylądowały w ścianie. To z kolei utorowało drogę do pierwszego zwycięstwa dla debiutującego w Red Bullu 18-letniego wówczas Maxa Verstappena. W efekcie Toto Wolff rozważał nawet zwolnienie obu kierowców, jednak ostatecznie ustalono jasne zasady ścigania się między sobą, a tytuł cudem wywalczył Rosberg. 

W przypadku duetu Antonellego i Russella sytuacja wygląda trochę inaczej. Duża różnica wieku i doświadczenia na papierze miała przynieść dość oczywisty przebieg rywalizacji wewnątrz dominującego Mercedesa. Prawda okazała się zupełnie inna – to młodziutki Włoch aktualnie ma 43 punkty przewagi, spowodowane bardzo równą formą od początku sezonu. Jest jedynym kierowcą w stawce, który wszystkie pięć dotychczasowych wyścigów zakończył na podium, nie schodząc poniżej drugiego miejsca. Wykorzystuje wszystkie okazje i niespodziewanie został jednym z faworytów do tytułu. Zdobył liczne rekordy i osiągnięcia dotychczas przypisywane tylko mistrzom świata. George zaliczył mieszane występy –  dwa podia, później finisze poza nim, a przez ostatni DNF w punktach znacząco zbliżyli się do niego kierowcy Ferrari. Część z nich była kwestią pecha, lecz surowe wyniki są bezlitosne. Najbliższe weekendy pokażą, jak przebiegnie dalsza rywalizacja, choć jedno jest pewne – nie będzie łatwo. Nie będzie liczyło się jedynie czyste tempo i przewaga na torze, ale też mentalność – to do niej prawdopodobnie sprowadzą się losy dalszej części sezonu. Jeśli Kimi utrzyma świetną dyspozycję, obecna przewaga tylko umocni jego dominację, nawet jeśli do Mercedesa w międzyczasie zbliżą się inne zespoły. Tak dużą różnicę bardzo trudno będzie odrobić, co stawia spory znak zapytania na przyszłości George’a Russella. 

Oliwia GARCZYŃSKA

%d bloggers like this: