Nie taki anioł zbuntowany, jak go malują. Angelina Jolie: retrospektywa

Nazwisko, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Angelina Jolie przez lata zachwycała na kinowych ekranach, czerwonych dywanach i uczestnicząc w licznych akcjach humanitarnych. Parę lat temu zniknęła na chwilę z pierwszych stron gazet i najgłośniejszych filmowych premier, jej różnorodna twórczość wciąż jednak pozostała żywa. Dziś powoli pojawia się na nowo w świadomości widza, powracając w produkcjach niezależnych oraz sama zasiadając w reżyserskim fotelu.
Już od dzieciństwa życie Jolie kręciło się wokół filmowego świata. Jako córka legendarnego Jona Voighta szybko zaczęła swoją karierę w Hollywood – jej ekranowy debiut przypadł na rok 1982, kiedy miała zaledwie 7 lat. Artystka jednak szybko zdała sobie sprawę, że walka z łatką nepo baby to sprawa niełatwa, postanowiła więc porzucić nazwisko ojca w celu osiągnięcia realnej możliwości rozwoju. Na początku lat 90., po ukończeniu szkoły aktorskiej, podjęła więc próbę kreacji własnej tożsamości zawodowej i artystycznej. W 1993 roku zagrała swoją pierwszą główną rolę w „Cyborgu 2”, co uznaje się za właściwy początek jej profesjonalnej kariery aktorskiej. Za jeden z jej pierwszych komercyjnych sukcesów uznaje się udział w kultowych już „Hakerach”, gdzie poznała także swojego przyszłego męża, Jonny’ego Lee Millera. Choć związek tej dwójki nie należał może do najbardziej udanych (rozwiedli się w zgodzie po trzech latach jego trwania), to rola w tym właśnie filmie pozwoliła jej na późniejsze uczestnictwo w ambitniejszych projektach.
Narodziny gwiazdy
Dwóm z nich należy się szczególna uwaga – w obu Jolie przedstawia się od strony niezwykle wrażliwej i pozwala widzowi podziwiać swój niewątpliwie bogaty warsztat aktorski. Ten po raz pierwszy został dostrzeżony przez krytyków w filmie biograficznym produkcji HBO „Gia” (1998). To opowieść o supermodelce Gii Carangi, która swoją buntowniczą naturą jednocześnie podbijała serca i wywoływała kontrowersje, podobnie jak sama Jolie w tamtym okresie. Główna bohaterka filmu boryka się z uzależnieniem na wielu poziomach. Choć to przedawkowanie heroiny doprowadziło finalnie do jej przedwczesnej śmierci, to paląca potrzeba bycia kochaną doprowadzała ją wielokrotnie na skraj obłędu. Jolie i jej postać łączyło jeszcze jedno – bezkompromisowa queerowość. Gia uznawana jest za jedną z popkulturowych ikon lesbijskich przełomu lat 70. i 80. Doskonale została więc sportretowana przez aktorkę, która o homoseksualnym wymiarze kobiecej miłości wiedziała niemało. Jej relacja z modelką i aktorką Jenny Shimizu często jest pomijana w dzisiejszych debatach o związkach Jolie. Sama zainteresowana wspomina ją jednak z prawdziwym ciepłem, o czym świadczy choćby fakt, że jej stosunki z byłą partnerką pozostają przyjacielskie.
Najważniejszym jednak momentem w karierze Angeliny był niewątpliwie rok 1999 i przełomowa rola Lisy w „Przerwanej lekcji muzyki”, za którą otrzymała Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej. Ekranizacja ubranego w powieść zbioru wspomnień Susanny Kaysen opowiada o okresie, który autorka spędziła w prywatnym ośrodku psychiatrycznym dla kobiet. Lata 60., kiedy miejsce ma akcja zarówno filmu, jak i książki, to czas często romantyzowany w amerykańskich mediach, co znajduje swoje odzwierciedlenie także tutaj. Mimo „różowego filtra” i niedostatecznie pogłębionych niewygodnych wątków, „Przerwana lekcja muzyki” do dziś pozostaje filmem kultowym, a postać Lisy jednym z głównych tego powodów. Dzięki udziałowi w tak głośnym, ambitnym projekcie, dodatkowo u boku święcącej wówczas sukcesy Winony Ryder, tożsamość artystyczna Jolie została finalnie ugruntowana. Do dziś rolę tę uznaje się za jedną z najbardziej znanych i najlepszych w repertuarze aktorki. Pozwoliła ona niewątpliwie na jednoczesne ujarzmienie, ale i wyeksponowanie drzemiącej w niej dzikości i buntowniczego ducha. Co zabawne, kobieta sama wspominała w wywiadach, że Ryder uważała ją za nieobliczalną i momentami obawiała się jej obecności na planie.
„Będę grał w grę”
Obaw z pewnością nie budził za to angaż Jolie do roli Lary Croft. Na początku wspaniałych lat 2000. nie sposób było znaleźć lepszą osobę do tego zadania. W obcisłym podkoszulku, z nadmiernie wydatnym biustem i przygodowymi tendencjami aktorka podbijała ekrany aż dwukrotnie. Najpierw w 2001 roku w „Lara Croft: Tomb Raider”, a następnie w sequelu z roku 2003, „Lara Croft Tomb Raider: Kolebka Życia”. Adaptacja jednej z ówcześnie najbardziej prominentnych i uwielbianych serii gier, szczególnie przełomowych w kwestii (mniej lub bardziej problematycznej) reprezentacji protagonistek kobiecych, przyniosła twórcom wiele rozgłosu. To zdecydowanie mniej artystycznie ambitny projekt Jolie, a oba filmy były raczej przeciętne, nie brakowało im jednak absolutnie walorów rozrywkowych. Warto przymknąć oko na niedociągnięcia dla pędzącej na wielkim czarnym koniu Angeliny Jolie z pistoletem (serio). Rola legendarnej Lary Croft nie przyczyniła się może do rozwinięcia persony aktorki pod kątem artystycznym, ale zapewniła jej globalny status supergwiazdy. Od tego czasu Jolie zadomowiła się na dobre w kinie akcji, a także stała się jednym z najbardziej znaczących symboli celebryckiej epoki tamtych lat. Jej medialny wizerunek hollywoodzkiej buntowniczki trwał już od lat 90., a burzliwe, nierzadko też niezwykle kontrowersyjne związki ze sławnymi aktorami czyniły ją tylko bardziej interesującą. Relacja z Billym Bobem Thorntonem, wielokrotnie eksponowana w mediach, sprawiła, że Jolie stała się publiczną figurą, zawsze w zestawie z konkretnym przystojniakiem. Kiedy w 2005 roku rzeczony przystojniak przybrał postać Brada Pitta, wizerunek ten został jedynie silniej ugruntowany, a celebrycka para po otrzymaniu wdzięcznego miana „Brangelina” z dwójki zakochanych ludzi stała się marką.
Pan poznał panią na planie kolejnego filmu akcji w dorobku Jolie, czyli „Pana i Pani Smith” (2005). Dwójka przepięknych aktorów w jednym z najlepszych momentów swoich karier gra małżeństwo tajnych agentów. Przynależą oni do wrogich, zwalczających się agencji, co szefowie obu z nich sprawnie odkrywają i każą parze się wzajemnie wyeliminować. Ponownie otrzymujemy historię ubogą w wartości artystyczne, za to bogatą w wybuchy, podarte koszule, namiętne pocałunki i jeszcze kilka wybuchów. Jolie udowadnia tu po raz kolejny, jak doskonale sprawdza się w gatunku filmów akcji, mając odpowiednią do nich charyzmę i prezencję ekranową. Role te nie umożliwiają jej niestety rozwinięcia skrzydeł pod kątem aktorskiego warsztatu. Najczęściej musi wpisywać się w powtarzalne schematy i odkrywać sporą ilość ciała, co jest właściwe dla jej postaci zarówno w „60 sekundach” (2000), jak i „Wanted: Ścigani” (2008) czy „Salt” (2010). Warto przy tym podkreślić, że Jolie była wówczas swego rodzaju pionierką w zakresie „kobiecego kina akcji” z silnymi bohaterkami w głównych, sprawczych rolach. Jeszcze zanim Hollywood zaczęło inwestować w ten typ filmów lub interesować się poprawną reprezentacją, była jedną z nielicznych aktorek, które potrafiły samodzielnie sprzedać wysokobudżetowy thriller. Można więc uznać, że przetarła szlaki dla postaci, które dziś traktuje się już z większym stopniem równości i znacznie mniejszą dozą uprzedmiotowienia. Nadal jednak należy w tej kwestii wykonać wiele pracy.
Nowa wspaniała jakość
Jolie to oprócz prominentnej aktorki kina akcji kobieta z ogromną wrażliwością, odznaczająca się realnym zaangażowaniem w problemy skali globalnej. Jej ściśle związana z ONZ działalność na rzecz uchodźców jest godna podziwu, podobnie jak liczne misje w strefach konfliktów. Aktywna postawa w kwestii działalności humanitarnej na rzecz kobiet oraz ofiar przemocy również nie powinna pozostać niezauważona. Prostym powodem, dla którego udział aktorki w tychże działaniach wydaje się dużo bardziej wiarygodny niż w przypadku znacznej części hollywoodzkich celebrytów, jest jej realne poświęcenie sprawie. Kwestie uchodźcze aktorka stawiała niejednokrotnie na tym samym poziomie, co karierę filmową, a często nawet przedkładała je nad rozwój artystyczny. Świadczy o tym choćby fakt, że w ostatnich latach dość oszczędnie obchodziła się ze swoim udziałem w rozmaitych projektach filmowych. Ich szczątkowa ilość zestawiona z częstym udziałem w misjach czy spotkaniach działaczy ONZ udowadnia, że aktywizm Jolie uznać można za jeden z filarów jej kariery, a nie jedynie marny dodatek do niej. Dodatkowa świadomość i wrażliwość na globalne problemy, zyskane podczas udziału w akcjach humanitarnych, także pomogły Jolie w wyniesieniu jej działalności twórczej na nowy poziom. W roku 2015, za pośrednictwem małżeńskiego dramatu „Nad morzem” rozpoczęła nowy etap swej kariery, tym razem jako reżyserka. Ta droga, choć może mniej spektakularna niż aktorska, wciąż jest niezwykle interesująca, bo skręca w znacznie inną stronę. Artystka eksperymentuje w swoich narracjach z trudnymi do ujęcia tematami, jakimi są choćby wojna, pamięć i trauma. Traktuje je jednak z właściwą sobie wrażliwością, już nie tylko na poziomie twórczym, ale i matczynym. Jest to szczególnie widoczne w „Najpierw zabili mojego ojca” opowiadającym o przeżyciach dziecka w czasach okrutnego reżimu Czerwonych Khmerów w Kambodży.
Kwestia aktorska na późniejszych etapach kariery, aż do dziś, jest równie interesująca. Szczególnie wartym uwagi przykładem jest „Czarownica” (2014), dzięki której Jolie mogła pozwolić sobie na swoiste rozwinięcie oraz redefinicję przypisanej jej ekranowej persony. Aktorka pokazała tu, że doskonale sprawdza się w pełnych wrażliwości narracjach właściwych dla kina familijnego. To także dowód na to, że otaczający ją od dekad stereotyp seksownej aktorki z karabinem można efektownie przełamać. Opowieść mająca stanowić odczarowanie mitu o złej czarownicy ze „Śpiącej królewny” stanowi dla Jolie jednocześnie odczarowanie mitu o samej sobie. Tę autotematyczną narrację o wrażliwości i złożoności macierzyństwa rozpoczęła już kilka lat wcześniej główną rolą w „Oszukanej” Clinta Eastwooda. Produkcja Disneya trafiła jednak w nowe rejestry oraz do znacznie poszerzonej grupy odbiorczej. Widzowie dali się porwać tej historii i uwierzyli w niesioną przez nią magię do tego stopnia, że „Czarownica” stała się jednym z największych komercyjnych sukcesów jej późniejszej kariery. Epizod marvelowy w niezbyt lubianych „Eternals” (2021), choć ponownie mniej ambitny, przynosi skojarzenia z ikoniczną postacią Lary Croft i pozwala Angelinie na odnalezienie się w kolejnym istotnym popkulturowo uniwersum. Finalnie „Maria Callas”, która również nie zebrała wyjątkowo pochlebnych ocen jako całokształt, zwróciła Jolie uznanie krytyków – to właśnie jej aktorstwo było najchętniej chwalone w kontekście całej produkcji. Ponownie okazuje się więc, że historie o kobiecej wrażliwości, ale i płynącej z niej sile są tym, w czym aktorka odnajduje się najlepiej.
Angelina Jolie to z pewnością nazwisko, którego nikomu nie musiałam przedstawiać. Każdy z nas widział choć jeden film z jej udziałem, zapewne w różnym wieku i na różnych etapach życia. Dla mnie była najlepszą towarzyszką lat nastoletnich, wprowadzając mnie w świat niepokojących thrillerów, szybkich samochodów i gier komputerowych, ale także otwierając drzwi ku zróżnicowanym narracjom o kobietach oraz ich pasjonujących światach wewnętrznych. Globalnie to także ktoś znacznie więcej niż tylko laureatka Oscara czy gwiazda kina akcji. Jest jedną z ostatnich aktorek ery „megagwiazd”, których znaczenie wykracza jednocześnie daleko poza obszar filmu czy kultury celebryckiej, w kierunku polityki humanitarnej i świadomej debaty społecznej.
Maria PILARSKA