Seans drugich szans – „Ta inna siostra Bennet”

Mary ma cztery siostry. Każda z nich czymś się wyróżnia. Każdą można łatwo scharakteryzować. I – ku uciesze ich matki – każda ma męża. Oczywiście oprócz Mary. W dobie walki o jak najlepsze zamążpójście, najtrudniejsze bitwy nie zawsze toczą się na salonach. Czasami, za zamkniętymi drzwiami, ktoś walczy o samego siebie.
Pod koniec 2026 rok za sprawą platformy Netflix ma powstać kolejna już adaptacja „Dumy i uprzedzenia”Jane Austen. Wywołało to falę dyskusji. W tym samym czasie, gdy miłośnicy autorki sprzeczali się o to, czy potrzebujemy kolejnej filmowej wersji tej historii,BBC niemal niepostrzeżenie zapowiedziała i wyemitowała serial „Ta inna siostra Bennet”. Produkcja skupia się na rodzinie znanej z kart powieści Jane Austen, ale przedstawia losy dotąd najmniej wyeksploatowanej z piątki sióstr – Mary Bennet. Przesyt? Można z taką obawą podejść do seansu, jednak nic bardziej mylnego!
Serial osadzonyw świecie, który znamy z powieści „Duma i uprzedzenie”, jest ekranizacją książki („The other Bennet sister” – niewydana na rynku polskim) pióra Janice Hadlow, która ukazała się w 2020 roku. Autorka zgrabnie wchodzi w buty Jane Austen i ciągnie jej opowieść dalej, pozostawiając losy Elizabeth Bennet na dalszym planie, a na czoło wysuwając jej młodszą siostrę – Mary. Dość szybko po premierze książki zapowiedziana została jej ekranizacja, dostępna polskiemu widzowi dzięki platformie HBO Max. Jej finałowy odcinek miał swoją premierę dziesiątego czerwca, więc ci widzowie, którzy jeszcze tego nie zrobili, mogą oddać się binge-watchingowi i wybrać się w kilkugodzinną podróż do XVIII-wiecznej Anglii.
Lekka forma serialu „Ta inna siostra Bennet”, krótkie odcinki (ok. 30-minutowe), oraz spokojna narracja współgrają z tematyką powolnego odkrywania siebie. Historia skupiona wokół Mary za cel obrała rozliczenie się ze społecznymi oczekiwaniami, że każdy musi być „kimś”, że musimy się wyróżniać – jeśli nie wyglądem, to intelektem bądź humorem. W świecie, w którym nie ma miejsca na przeciętność albo, co gorsza, na niedopasowanie, stawia pytanie o autentyczność i życie w zgodzie ze sobą. Temat jest niezwykle aktualny, ale jednocześnie wpisuje się w narrację XVIII-wieczną. Mary Bennet, opisująca swoje życie i zmagania ze znalezieniem miejsca dla siebie od początku serialu, szybko staje się bliska widzowi.Jej monologi mogą rezonować z wieloma młodymi dorosłymi, którzy próbują odnaleźć swoją ścieżkę w życiu. Przesłanie serialu jest optymistyczne i pełne nadziei, która nie wydaje się złudna. Rodzi się powoli, tak, jak zakwitające za oknami pąki. Zasiewa w nas wiarę, że jakoś to będzie, że wszystko jest w naszych rękach. To bardzo proste, uniwersalne przesłanie, ale rozegrane w nienachalny sposób.
Historia poprowadzona jest z wyczuciem i nie celuje jedynie w fanów powieści Jane Austen. Co więcej, wchodzi z nią w dyskusję i przedstawia bohaterów w nieco innej perspektywie. Ulubieńcom dodaje trochę wad, a czarnym owcom dopisuje nieznane dotąd zalety. Pierwsze dwa odcinki zahaczają o wydarzenia z „Dumy i uprzedzenia”, pokazując je z perspektywy Maryi wprowadzając widza w opowieść i dając szansę czytelnikom, by spojrzeć świeżym okiem na znajome sytuacje. Osoby pierwszy raz stykające się z rodziną Bennet mają natomiast szansę poznać ją bez poczucia przytłoczenia i zagubienia –rozwiązanie satysfakcjonujące dla obu grup odbiorczych.
Co szczególnie urzeka w „Tej innej siostrze Bennet”, to kameralność produkcji. Kostiumy, scenografia, oświetlenie – nic tutaj nie jest wielkie czy szokujące i wszystko współgra ze sobą, a także z klimatem stworzonym przez narrację: powolnym, swojski i sielankowym. Z tej produkcji bije prawdziwość. Może to zasługa naturalności aktorów, którzy ukazani są ze wszystkimi swoimi ludzkimi cechami. Obserwujemy naturalnie czerwone policzki Panny Bennet. Doświadczamy ekspresyjnych zmarszczek Pana Toma Haywarda. Podziwiamy szereg pieprzyków, znamion, przeróżnych kształtów zębów, figur i nosów. W kulturze ujednolicenia i dążenia do perfekcji, również w wyglądzie, naszego społeczeństwa, dobrze patrzy się na produkcje, które celebrują ludzi i ich różnorodność.
Serial, zgodnie z treścią powieści Janice Hadlow, wprowadza zarówno postaci znane już z „Dumy i Uprzedzenia”, jak i nowe. Wszystkie próbują odnaleźć swoje miejsce na świecie, . Dla wielu poszukiwania te jednoznaczne są z rynkiem matrymonialnym – wątek romantyczny pełni jedną z głównych osi fabularnych a widzowi dość szybko zakomunikowane zostają postaci, które wplątują się w miłosne perypetie. To nie szokujące wybory i wyznania, ale powolnie rozwijające się relacje. „Ta inna siostra Bennet” stawia na długofalowość i pogłębianie zażyłości swoich bohaterów. Zwraca uwagę na przemianę, jaka może w nas zajść, kiedy trafimy na dobrych ludzi. Absolutnie nie hołduje zasadzie, że trzeba z szarej myszki stać się kimś przebojowym. Wręcz przeciwnie, zachęca do poszukiwania takich relacji, które pozwalają rozkwitnąć temu, co już w nas jest. Mary Bennet świeci najjaśniej, kiedy jest sobą, wśród ludzi, którzy w końcu ją akceptują, dokładnie taką, jaka jest.
„Ta inna siostra Bennet” jest serialem, który przynosi dużo otuchy i spokoju. Postać Mary rozkwita na ekranie jak pierwsze kwiaty – niewinna, delikatna, naturalna. Relacje, które powstają między bohaterami, rodzinne, przyjacielskie i miłosne, pokrzepiają nas jak spotkanie z naszymi własnymi bliskimi po długiej rozłące. Tak samo jak Panna Bennet pozwoliła, aby gruba warstwa rozczarowań i zmarnowanych nadziei rozpuściła się jak śnieg, tak i my, jako widzowie, możemy poczuć pewną lekkość, zwiastującą przypływ wiary.
Kamila CHOLEWICKA