Trzynasty pecha nie przyniósł

Na pierwszy rzut oka mijający rok mógł wydawać się nudny, gdyż nie obfitował w największe imprezy sportowe. Rok poolimpijski przyniósł jednak wiele pytań i odpowiedzi, które warto zebrać i podsumować. Od czterech goli Lewandowskiego z Realem, przez nadzwyczaj „polski” Wimbledon, aż do fantastycznej formy polskich skoczków. Ale spokojnie, o imprezach, które biało-czerwonym wyjątkowo nie wyszły również nie zapomniałem.

Oto mój ranking 13 najważniejszych wydarzeń 2013 roku:


13. Królowa sportu jest tylko jedna. W 2013 roku przypominała Matrioszkę i władała cyrylicą, bo lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata odbyły się na moskiewskich Łużnikach. Podczas sierpniowej imprezy gospodarze ładnie zaprezentowali się społeczności międzynarodowej, robiąc dobre pierwsze wrażenie przed przyszłorocznymi Igrzyskami w Soczi. I mimo, że wygrali klasyfikację medalową, to cała impreza znów była zdominowana przez jamajskie flagi i reggae. Usain Bolt z dziecinną łatwością zdobył trzy złote medale i mimo braku rekordu świata na sto metrów to najczęściej właśnie jego oświecały błyski fleszy. Polski akcent? Z nim trochę słabo, ale warto odnotować, że poznaniak Paweł Fajdek został Mistrzem Świata w rzucie młotem, a Piotr Małachowski i Anita Włodarczyk wywieźli z Moskwy srebrne medale.

12. Pod siatką jeszcze gorzej niż na bieżni. Ostatnia impreza z Andreą Anastasim, czyli Mistrzostwa Europy na polskich i duńskich halach przyniosła niebywałą klęskę. Polscy siatkarze, nadszarpnięci brakiem liderów z dawnych lat, czyli Wlazłego i Zagumnego odsuniętych od kadry, ledwo wyskoczyli poza fazę grupową. I kiedy wydawało się, że wreszcie się rozkręcili, ba, nawet prowadzili 2:0 z Bułgarią, znów przypomnieli sobie jak się nie wygrywa. Po niepowodzeniu olimpijskim, fatalnej Lidze Światowej, trzecia z rzędu
z hukiem przegrana impreza zakończona dramatycznym i co najgorsze przegranym tie-breakiem ze wspomnianymi Bułgarami, przesądziła o końcu współpracy z włoskim szkoleniowcem. Anastasi odszedł, a jego miejsce zajął trenerski żółtodziób, Antiga. Pomagać mu będzie jego dawny trener Phillip Blaine. Co z tego wyjdzie, okaże się już niedługo, bo w 2014 roku odbędą się Mistrzostwa Świata w Polsce. Porażkę już „w pełni” u siebie będzie przeżyć jeszcze trudniej.

11. Jedenaste miejsce powinno kojarzyć się z futbolem, jednak nie tym razem. 2013 rok to także przełomowy czas dla polskiego kolarstwa. Mistrzostwo świata w jeździe drużynowej na czas w barwach Omegi-Pharmy, oraz drugie miejsce w klasyfikacji młodzieżowców Tour de France Michała Kwiatkowskiego, 7. miejsce w Giro di Italia Rafała Majki oraz kontrakt
z ekipą „Kwiatka” Michała Gołasia. Dwóch Polaków w „kolarskiej Barcelonie”, to niezwykłe osiągniecie w polskim kolarstwie. To jeszcze nie złote lata Szurkowskiego czy Szozdy, ale forma Polaków dobrze wróży na przyszłość.

10. „Dycha” dla polskiego boksu, a konkretnie Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka. Przez pewien moment wydawało się, że połknie go „Taniec z Gwiazdami” i telewizja śniadaniowa, jednak „Diablo” znów błysnął na ringu. Fenomenalna, dramatyczna czerwcowa walka z Rusłanem Czakijewem i droga „od zera do bohatera” polskiego wojownika. Mistrzostwo Świata organizacji WBC w kategorii junior ciężkiej, nie jest dziełem przypadku. Włodarczyk, choć nieco zapomniany w mediach sportowych, powinien zbierać ukłony od pozostałych polskich bokserów.

9. Czas na coś niepolskiego. Czas na sukces w piłce nożnej. Skończyła się pewna era w futbolu. Może za szybko skreślam Barcelonę, jednak „tiki-taka” dostała mocny cios. 7:0 z Bayernem w półfinałowym dwumeczu w Champions League. Z Bayernem, który ostatecznie skompletował potrójną koronę. „FC Hollywood” po prostu rozjechało niemiecką Bundesligę (w roku 2013 wygrało w lidze 28 meczów i 5 zremisowało) oraz zabawiło się hucznie w Europie (tylko dwie porażki – z Manchesterem City i Arsenalem – obie nieistotne). Pep Guardiola przejął po Juppie Heynckesie drużynę kompletną, jednak tempa nie zwolnił. Aż strach pomyśleć, co będzie dalej. Chyba nadszedł ten czas, kiedy ktoś może obronić tytuł w Lidze Mistrzów. A Barcelona? W Lidze jest liderem, ale osłabł argentyński bóg. Gdyby nie zawiłe konwenanse w siedzibie FIFA, można byłoby postawić grube pieniądze, że tym razem nie zgarnie „Złotej Piłki”.

8. Przepraszam, że umiejscawiam to dopiero na ósmym miejscu, jednak nie myślcie, że jestem sportowym szowinistą. Polskie piłkarki ręczne, czwarte na świecie, po wygranych bataliach z Rumunkami i Francuzkami osiągnęły niebywały sukces. Podopieczne Kima Rasmussena przypomniały złote czasy „Orłów Wenty” i sprawiły, że na wf-ie znów gra się
w piłkę ręczną. Drogie panie, gratulacje! Oby w kolejnych wielkich imprezach było jeszcze lepiej.

7. „Szczęśliwa siódemka” dla największego pechowca. Temat Kubicy był już wałkowany na łamach „Fenestry”, jednak podsumowanie roku bez postaci krakowianina byłoby puste. Wielki powrót, mistrzostwo świata w kategorii WRC-2, tytuł „Osobowości roku”
w plebiscycie FIA i powrót nadziei na starty w Formule 1. Z nieba do piekła i z powrotem – Kubica za rok pojedzie w „rajdowej ekstraklasie” samochodem WRC i nie jest w niej bez szans. A kiedy już dojedzie do mety, F1 będzie jeszcze bliżej.

6. Zostajemy przy rynku maszyn, ale przenosimy się na żużlowe tory. Srebro Jarosława Hampela w klasyfikacji Indywidualnych Mistrzostw Świata i drużynowe złoto w Pucharze Świata były jasną stroną polskiego speedwaya. Tytuł mistrzowski nieoczekiwanie powędrował do Taia Woofindena, a w żużlowym kalendarzu na dobre rozgościły się Mistrzostwa Europy. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie skandal w finale „Enea Ekstraligi” i walkower Unibaxu Toruń. „Bez Golloba nie jedziemy” – i nie pojechali, tytuł dla Zielonej Góry, a wstyd i kary finansowe dla „Toruńskich Aniołów”.

5. Na „przybicie piątki” na pewno nie zasłużyli polscy piłkarze. Upadek biało-czerwonych w eliminacjach do brazylijskiego mundialu i bezzębność legionistów w Lidze Europy sprawiły, że niechlubne 830 minut bez „polskiego” gola na arenie międzynarodowej będzie rekordem nie do pobicia. Kadra zaczęła od 0:1 na Ukrainie w połowie października, Legia skończyła złą passę golem Tomasza Jodłowca na Cyprze 12 grudnia. Żal coś więcej napisać, Panie Nawałka – żeby w 2014 roku jak najrzadziej używał Pan swojego „Faken”. Zapisz to.

4. Ta cyfra kojarzyć może się tylko z jednym. Byli już „Czterej Pancerni”, ale nie było jeszcze czterech goli jednego piłkarza w półfinale piłkarskiej Ligi Mistrzów. Cztery bramki Lewandowskiego, „odprawiony z kwitkiem” z Champions League Real Madryt oraz sam „The Special One” Jose Mourinho. Polacy w BVB sprawiali ogromną przyjemność kibicom, a finał na Wembley miał silny polski akcent. Nie było zwycięstwa (patrz pkt. 9), ale na pewno był to przełomowy rok, jeśli chodzi o „naszych” w zagranicznych klubach. Piszczek i Błaszczykowski wznieśli się na szczyt możliwości, a Lewandowski wkroczył do jedenastki sezonu „La Gazetta dello Sport” kosztem Messiego. Tylko co z tym jego transferem?

3. Podium dla „Królowej Zimy”. Justyna Kowalczyk nie będzie wspominać 2013 roku tak wspaniale jak lat poprzednich, jednak zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata
i brąz na Mistrzostwach Świata w Val di Fiemme osłodziły te 365 dni ciężkiej pracy. Jak sama zainteresowana mówi, teraz rok najważniejszy i być może ostatni w elicie. Sezon 2013/2014 zwieńczą Igrzyska Olimpijskie w Soczi, a tam Kowalczyk będzie broniła między innymi złota z Vancouver. Początek obecnego sezonu był dla Polki udany, ale swoje musiał zrobić FIS. Skandaliczne zmiany w organizacji Tour de Ski sprawiły, że Justyna zrezygnowała z udziału w imprezie. Oby w lutym były powody do otwarcia szampana.

2. Dwa, jak dwóch Polaków w ćwierćfinale Wielkiego Szlema. Janowicz ograł Kubota i stał się pierwszym biało-czerwonym w półfinale największej imprezy tenisowej roku. Wimbledon za sprawą wspomnianych panów oraz Agnieszki Radwańskiej (również półfinał), był wyjątkowy. Brytyjczycy przecierali oczy ze zdumienia, bo od czasów Wojciecha Fibaka nie widzieli tak dobrych tenisistów znad Wisły. Jednak i oni mogli być zadowoleni – Andy Murray, wygrał na własnym podwórku i stał się pierwszym Brytyjczykiem z tytułem na wimbledońskich trawach od 77 lat.

1. Jedni powiedzą, że na fali entuzjazmu sportowym wydarzeniem roku jest dla mnie „polska zima” w wykonaniu polskich skoczków. Jednak trzeba oddać, że w żadnym innym sporcie, nie osiągnęliśmy tak ogromnego postępu. Zamiast dziury po Małyszu, mamy trzech zwycięzców zawodów Pucharu Świata, lidera klasyfikacji generalnej i drużynę zdolną sięgnąć po medal na Igrzyskach w Soczi. Skoki narciarskie to wciąż sport niszowy, nie ma w nim Amerykanów, Hiszpanów czy Chińczyków, ale to właśnie tu, sprawdziła się „polska myśl szkoleniowa”.

Z ręką na sercu przyznaję, że wątpiłem w umiejętności Łukasza Kruczka. Przeciętny zawodnik nie musi być przeciętnym trenerem. Kruczek to murowany kandydat na „Trenera roku”, a polscy lotnicy z Kamilem Stochem na czele mogą zapanować na skoczniach całego świata. Z pomocą Justyny Kowalczyk, biathlonistek i panczenistów, to mogą być najlepsze zimowe Igrzyska Olimpijskie w historii. Bez przesadnego optymizmu można wyczekiwać największej imprezy nadchodzącego roku. Na brazylijskim mundialu nie zagramy, więc za dwa miesiące czeka nas apogeum emocji w biało-czerwonych barwach.

Poza wymienionymi należy oczywiście pamiętać o wicemistrzach świata w swoich konkurencjach – Mai Włoszczowskiej w kolarstwie górskim, Krystynie Pałce w biathlonie oraz Konradzie Czerniaku i Pawle Korzeniowskim w pływaniu.

Na tytuł „Osobowości roku” mianuję natomiast Bartłomieja Bonka. Osobista tragedia, choroba córki Julii niemal zakończyła jego karierę, spychając sport na dalszy plan. Jednak Bonk na przekór losowi znów wspiął się na podium wielkiej imprezy i po brązowym krążku z Londynu ponownie zajął trzecie miejsce – tym razem w Mistrzostwach Świata.

Życzę polskim kibicom, a także sobie, byśmy w 2014 roku, mieli jeszcze większy problem z wytypowaniem najpiękniejszych sportowych chwil. Wszystkiego sportowego!

Michał LEŚNICZAK