Lekcja historii najnowszej

Faszyzm, faszyzm, wszędzie faszyzm. A dlaczego nie komunizm? Każdy narodowiec to faszysta, ale czemu nie każdy lewicowiec to komunista? Doprawdy dychotomia, efekty niedokształcenia i maniacka wizja świata według tak zwanej Nowej Lewicy bardziej bawią mnie niż złoszczą.

 

Zastanawiałem się ostatnio nad bardzo ciekawym zjawiskiem społecznym. Doszedłem do wniosku, że społeczeństwo polskie posiada wybiórczą pamięć historyczną. Co za tym idzie, w pamięci tej są poważne braki. Można powiedzieć, że w jednej kwestii mamy do czynienia z wielkim, głębokim, ciemnym dołem wykopanym przez działalność Mediów Wybiórczych i prowadzoną od lat przez nasze Państwo politykę historyczną. Czuję się zobowiązany do udzielenia co poniektórym lekcji. Wydać się może groteskowe, że student bierze się do pouczania, obok swych rówieśników i młodszych czytelników, również starszych i teoretycznie mądrzejszych od siebie. Cóż, nikt nie ma monopolu na prawdę. A tę lekcję przygotowałem porządnie i wiarygodnie. Treść każdej lekcji powinna być poparta przykładami. Przykłady mam szkolne.

Konstrukt teoretyczny

 

Gdybym posiadał jakiś gadżet (powiedzmy manierkę) z godłem Trzeciej Rzeszy, albo klamrę pasa wojskowego z napisem „Gott mit uns” wywołałbym nie lada sensację i powszechne oburzenie. Zostałbym oskarżony przez pewne środowiska o faszyzm (a raczej w nich nowomowie „fashysm”), a przez inne o zdradę Ojczyzny i sprzyjanie wrogowi. I nie miałoby znaczenia, czy dana rzecz byłaby pamiątką po jakimś moim niechlubnym przodku, ewentualnie zdobyczą wojenną mojego dziadka. Nawet gdybym nigdy nie miał przy sobie i nie pokazywał publicznie tych rzeczy, byłbym linczowany za sam fakt posiadania. Czekam, kiedy lewacka propaganda uderzy w muzea pod zarzutem promowania faszyzmu.

Przykłady z życia wzięte

 

Dwóch moich znajomych nosiło pasy z symbolem Armii Czerwonej. Były one częścią spuścizny po przodkach tych chłopaków, notabene pochodzących zza wschodniej granicy. Ci znajomi nie mieli poglądów komunistycznych, skłaniali się raczej ku zachodniej demokracji. Nosili te pasy i pokazywali większemu gronu znajomych. Nie wywoływało to większego oburzenia. Zainteresowani koledzy i koleżanki nie rzucali oszczerstwami, ani nic im nie przeszkadzało, że tamci koledzy takie pasy nosili. W jednym z odcinków programu Wojciecha Cejrowskiego „Z kamerą wśród ludzi” (było to kilka ładnych lat temu) Janusz Korwin-Mikke przyniósł piersiówkę z godłem Związku Radzieckiego, co nie wywołało burzy w debacie publicznej. Na koniec przykład z nieco innej beczki. W mojej rodzinnej miejscowości główna ulica wciąż nosi imię Michała Roli-Żymierskiego, marszałka PRL, zbrodniarza odpowiedzialnego m.in. za zatwierdzenie wyroków śmierci na żołnierzach AK.

Trochę statystyk

 

Amerykański historyk Thomas Snyder oszacował liczbę ofiar śmiertelnych hitleryzmu na 11-12 milionów osób, zaś stalinizmu na 6-9 milionów osób. Co do ludzi pomordowanych przez faszystów dane te są w miarę wiarygodne, czego nie można powiedzieć o ofiarach komunizmu. Snyder korzystał z sowieckich archiwów, ufając, że dane tam zawarte są prawdziwe. Znając zasady działania propagandy i biurokracji ZSRR uważam, że ta wiara jest co najmniej naiwna. Poza tym badania i relacje wcześniejsze, mówią co innego (w kwestii ofiar faszyzmu można mówić raczej o powszechnej zgodzie naukowców co do szacunków). Robert Conquest, historyk brytyjski mówi o 20 milionach zamordowanych, zaś Aleksander Sołżenicyn, rosyjski literat i noblista w książce „Archipeliag GULiag” pisał o aż 60 milionach zgonach poniesionych przez więźniów gułagów w latach 1918-1956. Dlaczego więc coś, co choćby odrobinę mogłoby się kojarzyć z faszyzmem jest tak konsekwentnie tępione, podczas gdy ewidentna symbolika i tradycja systemu o wiele bardziej zbrodniczego funkcjonuje niejednokrotnie niewzruszona?

Do sedna

 

Lekcję można zakończyć diagnozą. Członkowie niektórych grup lewicowych cierpią na poważną, masową chorobę psychiczną, którą nazwać można faszystofrenią. Objawia się ona znajdowaniem, nazywaniem faszyzmem i piętnowaniem takich zachowań i postaw, którym w ramach całkowitego wypaczenia kontekstu ich figurowania można nadać niejednokrotnie nawet odwrotny sens. Dowodów, że tak faktycznie w przestrzeni publicznej jest poszukać można w jednym z jej najaktywniejszych i najpopularniejszych rewirów – na facebooku. Mam tu na myśli profile takich organizacji i społeczności jak „Stop faszyzmowi”, „Faszyzm nie przejdzie”, „Nie dla faszyzmu”, „Antyfaszystowska Warszawa” (a także inne miasta), „Akcja Antyfaszystowska” i wielu, wielu innych. Częstokroć czyta się tam posty wymierzone w narodowców. Podejrzewam tu nieznajomość programów, wybiórczość (po raz kolejny) i hiperbolizowanie pewnych niepożądanych zachowań, wyłapywanie z mediów (co nie jest trudne) zmanipulowanych materiałów i stawianie to za prawdę obiektywną. Jest to moim zdaniem bardzo prymitywne działanie, niestety skuteczne jeśli chodzi o pogłębienie dziury pamięci historycznej. Dlatego też zachęcam każdego, by zapoznał się z definicją nacjonalizmu według profesora Anthony’ego Smitha, brytyjskiego socjologa. Już wszystko na dzisiaj. Dzwonek. Idźcie do domu, dzieci.

Michał KRAJNIAK

Dodaj komentarz