(Nie)oczywista refleksja

Źródło: http://www.zoozanko.pl

“Żyjemy w  świecie, w którym dążymy do ideału. Jeśli chcemy stworzyć świat, gdzie okoliczności urodzenia nie mają znaczenia, wszyscy musimy być częścią rozwiązania”- powiedziała Yassmin Abdel-Magied (między innymi  inżynier mechanik, aktywistka, mówczyni) na swoim wystąpieniu dla TED talks w 2015 roku. Brzmi jak oklepany zlepek słów, który słyszy się z każdej strony? Jak slogan z politycznego bilbordu? Ale wiecie co? To ma sens. Problemem współczesnego społeczeństwa jest brak refleksji.
Z nią każde wypowiadane zdanie może mieć sens. Zależy bowiem od mówcy, jego historii, zachowania, aktualnych wydarzeń.

Zacznijmy od ideału. Temat rzeka. Coś najdoskonalszego ze wszystkich wersji, w wymiarze materialnym bądź zupełnie nie. Po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy: „ideał rodzaje” wyskakuje: ideał (teoria pierścieni), „Aktualny ideał mężczyzny” czy „ideał chrześcijanina”. Są przeróżne. Zasadniczo każdy aspekt ludzkiego życia go posiada. Uwagę przykuwa jednak słowo „Aktualny”. I tu czeka nas kolejna pułapka dla właściwej interpretacji tego pojęcia. Czyli co? Ideał ulega zmianie? Doświadczenie, jak zawsze bardzo sprytnie, filuternie odpowiada znamienne „zależy”. Na przykład dla chrześcijan ideałem dobroci czy miłosierdzia zawsze będzie postać Jezusa, ale każda dziewczyna będzie miała w głowie swojego idealnego partnera, wyznacznik oceny potencjalnych kandydatów, który może ulegać zmianie z łatwością, zależnie od panującej mody. Pejoratywny wydźwięk poprzedniego zdania aż kłuje mnie w oczy, gdyż w tym miejscu należałoby zmierzyć się z osądami, więc i krzywdą, traktowaniem innych przedmiotowo – „kandydat numer 1 byłby spoko gdyby nie… brak zarostu?”.

No dobrze, a co z samym ideałem pojęcia ideał? Czy my nieidealni jesteśmy w stanie stworzyć takowe? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Przede wszystkim dlatego, że każda odpowiedź będzie subiektywna, będzie interpretacją przesianą przez wiele sit odrębnego punktu widzenia. Ponadto zrobiło się z tego trochę masło maślane. Trzeba się skupić, żeby pojąć co tu się właściwie stało? Trzeba prześledzić jeszcze raz mój tok rozumowania? Trzeba myśleć? Myślmy zatem!

Rozbrajajmy tę bombę dalej! Druga znamienna część zdania Yassmin Abdel-Magied brzmi: „wszyscy musimy być częścią rozwiązania”. Brzmi banalnie, ale co właściwie znaczy i zarazem jaki mechanizm wywołuje w nas, słuchaczach, konsumentach
i w znacznej większości, hedonistach? Już sam początek budzi sprzeczne emocje. „Wszyscy musimy”. Niestety i zarazem stety człowiek skonstruowany jest na bazie wolności. Zatem jeśli ktoś próbuje nam coś narzucić używając w zdaniu imperatywu „musisz” igra z ogniem. Przypomnij sobie, jak to było chociażby ze szkolnymi lekturami. Czytanie szło bardzo opornie, większość stron, nie wiadomo jakim sposobem zatrzymywała Cię wiele na czasu, wymagając niesłychanej dozy atencji, przez co praktycznie nigdy nie dochodziłeś do zakończenia. Natomiast jakakolwiek inna książka, która przykuła uwagę, wydawała się co najmniej kawałkiem wyśmienitej czekolady, maleńką baryłką złota  tylko dlatego, że to właśnie Ty ją wybrałeś. I naprawdę ciężko przekonać się całkowicie do czegoś narzuconego z góry.
Kolejnym problemem są „wszyscy”. Szerokość i zawiłość tego pojęcia nie rzuca się od razu w oczy. Zbyt mocno się z nim oswoiliśmy, żeby dostrzec jego głębię. Zauważ, że wszyscy to każda pojedyncza osoba bez wyjątku. Twoja mama, tata, przyjaciel, ten z PiS-u, ten z PO, znajomy z Argentyny czy Rosji, kapitan statku, pilot, piekarz. Totalnie wszyscy. No ale jak to możliwe? Przecież mamy inne poglądy, inny punkt widzenia, z każdej strony mówi się o oryginalności, by odnaleźć własne ja. Jakim więc sposobem cały glob miałby zaakceptować niejednokrotnie niewygodną teorię, którą niejeden mógłby odebrać jako materialną stratę?
No i na deser „rozwiązanie”. Czyli remedium, wynik działań, osiągnięty, namacalny i widoczny efekt. Nie zakładajmy jednak,
że to takie proste. Nie sposób bowiem dojść do akceptacji jednego rozwiązania przez… wszystkich.

Subiektywizm, różnorodność, względny obiektywizm i jeszcze więcej komplikacji. Może przynajmniej już początkowe zdanie nie wydaje Ci się takie płytkie. Ma ono głębię, ale oprócz niej o wiele ważniejszą nadzieję.

Oczywiście coraz bardziej przekonuję się, jak wielką moc mają słowa, ile jedno i to samo może mieć znaczeń, ile interpretacji, ale nie w tym rzecz. Myślę, że tego typu spojrzenie ma na celu przede wszystkim dodać nadziei, zmotywować i najzwyczajniej zmienić coś w świecie. Nierówne szanse są jak sztylet. Niejeden już przeszedł przez swoje życie, chcąc nieustannie komuś coś udowodnić, porównując się w nieszczęśliwości. Albo też wielu traktowało niżej urodzonych, biednych , jak nic niewarte śmieci.
Propaguj swoje poglądy, wygłaszaj przemowy, pisz, rozmawiaj, ale tylko jeśli naprawdę w to wierzysz i gotowy jesteś przyjąć na klatę konsekwencje, jeśli nie chcesz nikomu zrobić krzywdy i przede wszystkim pragniesz dobrej zmiany.

Bardzo możliwe, że właśnie stworzyłam jakiś swego rodzaju manifest, który na pierwszy rzut oka, tak jak analizowany na początku cytat, wydaje się słabym banałem bez wyrazu. Ale nie poprzestawaj tylko na tym. Obudź tę czającą się głęboko refleksję, wykorzystaj choć niewielki procent potencjału Twojego mózgu i jeśli masz przemyślaną, konstruktywną krytykę, skrytykuj! Jeśli odkryłeś coś nowego, podziel się, ale po prostu i zwyczajnie pomyśl nad ukrytym przekazem napotkanej informacji.

Maria MIKOŁAJCZYK