Przebudzenie ze złego snu

Zawodnicy Bayernu jako jedni z pierwszych wrócili do treningów na boisku. (źródło: Lukas Barth/PAP)

Koronawirus sieje spustoszenie na świecie i w Europie. Choroba przez niego wywoływana sparaliżowała światowe gospodarki i życie obywateli większości państw. Dotknęła również sport, pozbawiając zawodników, a przede wszystkim kluby znacznej części środków do funkcjonowania. Kibicom zabrała emocje, które często zapewniały odskocznię od codzienności. Niektórzy starają się jednak stawić czoła przeciwnościom i wrócić do normalności.

Władze PKO Ekstraklasy, w ślad za innymi krajami, powoli próbują znaleźć sposób na stopniowy powrót do rywalizacji lub chociażby grupowych treningów. Kluczowe są tu jednak decyzje UEFA oraz rządu. Jak natomiast sytuacja wygląda u naszych sąsiadów? I nie, nie chodzi tutaj o Białoruś, która, jak gdyby nigdy nic, dalej rozgrywa mecze najwyższej ligi piłkarskiej, a Niemcy, czyli kraj, który przygotował pomysł pozwalający na odbywanie treningów i rozstrzygnięcie ostatnich kolejek sezonu. Nie do końca jest to jednak spowodowane tylko i wyłącznie głodem emocji. Chodzi tutaj o pieniądze. Jak podaje magazyn „Kicker” – aż 13 z 36 zespołów najwyższych klas rozgrywkowych w Niemczech może upaść. Część z nich jeszcze w maju. Jest to wynikiem m.in. braku wpływów z praw do transmisji telewizyjnych, które z wiadomych względów nie są realizowane. Na ratunek przychodzą piłkarze, którzy godzą się na obniżenie pensji oraz największe kluby: Bayern Monachium, Borussia Dortmund, RB Lipsk oraz Bayer Leverkusen. Stworzyły one specjalny fundusz, z którego skorzystać mogą rywale znajdujący się w najgorszej sytuacji finansowej. To jednak nie wystarczy. Aby ligi mogły normalnie funkcjonować, potrzebny jest powrót zawodników do grania. Nie każda drużyna boryka się jednak tylko i wyłącznie z problemami natury materialnej. Zespoły takie jak Hertha Berlin, Hannover 96 lub SC Paderborn poddane zostały kwarantannie ze względu na obecność zarażonych zawodników w składzie. Mimo to planują wznowienie treningów.

Gdy pandemia koronawirusa stawiała w Europie swoje pierwsze kroki, zawodnicy grający dla niemieckich drużyn zostali w domach. Szkoleniowcy nie mogli jednak zezwolić na całkowity urlop i już od początku absencji piłkarzy nakazali im trenowanie przez Internet. Bayern Monachium monitorował postępy graczy dzięki specjalnej platformie. Odbywali oni tzw. cybertreningi. Łączyli się przez kamerki i w grupie 30 zawodników wykonywali ćwiczenia stabilizacyjne oraz siłowe. Śladem Bayernu poszły inne drużyny Bundesligi. Bawarscy zawodnicy obecnie biorą już udział w normalnych zajęciach na boiskach. Przed rozpoczęciem treningów piłkarze zostali dokładnie przebadani. Następnie podzielono ich na małe, kilkuosobowe grupy. Każdy dostał oddzielną szatnię i instrukcje oraz zalecenia, których należy szczególnie przestrzegać. Dotyczą one głównie zachowania odległości i maksymalnego ograniczenia kontaktu z innymi graczami. Jak w wywiadzie dla „Kanału Sportowego” twierdzi napastnik Bayernu, Robert Lewandowski, sprawa opanowania pandemii w Niemczech idzie w dobrym kierunku. O podobnej sytuacji, również w „Kanale Sportowym”, poinformował inny polski zawodnik na co dzień grający dla Unionu Berlin – Rafał Gikiewicz. W drużynie ze stolicy powrócono do zajęć, a przedtem przeprowadzono testy na obecność koronawirusa. Odważne decyzje niemieckich klubów trzeba traktować jako krok w stronę dokończenia sezonu.

Włodarze zespołów naszych zachodnich sąsiadów nie mogli dłużej czekać i posłali swoich zawodników do pracy, czyli na długo nieużywane boiska. Odpowiednie przygotowanie i rygor najprawdopodniej pozwolą na wznowienie rozgrywek we właściwym momencie i ostateczne zakończenie sezonu. Piłkarze palą się do gry, a kibice marzą o powrocie do normalności, której często na co dzień nie doceniali. Ci drudzy o emocjach na żywo mogą jednak na razie zapomnieć. Jeśli mecze rzeczywiście wkrótce się odbędą, to fani, ze względu na zamknięte trybuny, będą mogli śledzić je tylko przed telewizorami. Nie wszystkim też plany powrotu przypadły do gustu. Niemiecki dziennikarz pracujący dla „Die Zeit” uważa zachowanie szefów Bundesligi za nietaktowne. Jak twierdzi – w sytuacji, gdy cały kraj siedzi w domu, pozwolenie zawodnikom na powrót do rozgrywek jest niesprawiedliwe. Trudno będzie wytłumaczyć ludziom, że powinni zostać w swoich miejscach zamieszkania bez pracy i środków do życia, podczas gdy wyjątkowo traktowani sportowcy wyjdą na boisko wygrywać mecze i zarabiać pieniądze. Jego głosu nie podzielają przedstawiciele innych dyscyplin.

Niemiecki tenisista, Jan-Lennard Struff, otrzymał pozwolenie od władz swojego landu na wznowienie treningów. Jest to decyzja w obecnej sytuacji nadzwyczajna, lecz według samego sportowca niezwykle potrzebna. Międzynarodowa rywalizacja na kortach wstrzymana została do lipca, ale stopniowy powrót pozwoli na płynne wejście w ewentualną dalszą część sezonu. Struff zdaje sobie sprawę, że jego treningowa aktywność nie wszystkim może przypaść do gustu, jednak, jak sam twierdzi, to jego praca. Podobnej argumentacji używa wicemistrz olimpijski z Londynu David Storl. Kulomiot również otrzymał zgodę od władz na wznowienie standardowych zajęć. Dla niego ważna jest rutyna – chodzenie na siłownię i pchanie kulą. Ćwiczenia w warunkach domowych nie są w stanie mu tego zastąpić. Minister spraw wewnętrznych i sportu Dolnej Saksonii, Boris Pistorius, podziękował za wytrwałość zawodnikom, którzy dotychczas ograniczali się do treningu w swoich miejscach zamieszkania. Zezwolił też wyczynowym sportowcom korzystać ze stadionów i siłowni pod warunkiem zachowania koniecznych środków ostrożności. W wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” szkoleniowiec kadry polskich kajakarek, Tomasz Kryk, poinformował, że do pracy powoli wracają również niemieccy kajakarze, którzy otrzymali olimpijskie kwalifikacje. Zostali oni szczegółowo przebadani, a następnie skoszarowani w ośrodkach treningowych bez kontaktu z osobami z zewnątrz. Razem ze swoimi trenerami przekonani są, że wysoka cena, którą płacą za możliwość treningu, przyniesie im efekty na przesuniętych o rok igrzyskach.

Niemcy jako jedni z ostatnich w Europie zdecydowali się na zawieszenie sportowych rozgrywek w kraju. Przysłowie „ostatni będą pierwszymi” w tej sytuacji ma swoje odniesienie do rzeczywistości, bo teraz nasi zachodni sąsiedzi postanowili jako jedni z pierwszych zezwolić sportowcom na powrót do treningów. Każdy dotknięty pandemią kraj zacznie w innym momencie, w zależności od efektów walki z wirusem. Plan Niemców daje jednak nadzieję, że przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności sport może wrócić do normalności.

Maciej JARMOLIŃSKI