Niemiecki eurosceptyzm wyrasta na łzach Merkel

Źródło: www.swiat.newsweek.pl

Źródło: www.swiat.newsweek.pl

Niemieckie wybory regionalne z drugiej niedzieli marca pokazały, że poparcie dla polityki Merkel spada. Rozeźleni przedłużającym się kryzysem imigranckim obywatele RFN pokazali rządowi żółtą kartkę. Niemcy na złość swojej kanclerz głosowali na antyimigrancką partię Alternatywa dla Niemiec. AfD jeszcze nigdy nie miało się tak dobrze.

 Choć nie od dziś wiadomo, że poparcie dla polityki Merkel spada, tak wyraźnej manifestacji niezadowolenia społeczeństwa niemieckiego nie było od dawna. W niedzielę, 13. marca, Niemcy pokazali wyraźnie swój brak poparcia wobec polityki Bundestagu. Już przedwyborcze sondaże pokazywały, że wybory władz trzech landów – Badenii-Wirtembergii, Nadrenii-Palatynatu i Saksonii-Anhaltu – nie pójdą po myśli partii rządzącej (CDU). Wyszło natomiast, że może być jeszcze gorzej.

Porażka o dwóch twarzach

 W każdym z regionów CDU zanotowało wyraźny spadek poparcia. Swoje przywództwo CDU zdołało utrzymać tylko w jednym landzie. Najgorszy wynik partia uzyskała w Badenii-Wirtembergii, która uznawana była jeszcze do niedawna za silny bastion obozu rządzącego. Tegoroczny wynik jest jednak gorszy od tego sprzed pięciu lat o 11,5 punktów procentowych. To nie jedyny cios dla CDU.

 Jak się bowiem okazało, zaskoczeniem tych wyborów są całkiem niezłe noty Alternatywy dla Niemiec – swoistego rodzaju przeciwieństwa CDU. Partia antyimigrancka Frauke Petry odniosła spory sukces – w Saksonii-Anhalcie zdobyła aż 21,5%, a w pozostałych landach uzyskała wyniki 10% i 13%. AfD znana jest ze swych skrajnych poglądów. Partia ta głosi całkiem inne hasła, niż rządzący chadecy. Tam, gdzie Merkel chce przyjmowania imigrantów, AfD mówi o rozstawieniu uzbrojonych policjantów na granicach i strzelania do przekraczających je uchodźców. Przeciwnicy Unii Europejskiej i imigracji spoza Europy chcą też, by Angela Merkel została owinięta kaftanem bezpieczeństwa i zdjęta z pozycji kanclerza. Na swoich protestach straszą tym, że niedługo kobiety będą musiały nosić burki, a w Niemczech zapanuje prawo szariatu. Paradoksalnie, to właśnie kryzysowi imigracyjnemu zawdzięczają tak dobrą kondycję.

Gdzie starcie dwóch kultur, tam populista korzysta

 Istniejące od 3 lat AfD jeszcze w zeszłym roku chyliło się ku upadkowi. Przed wakacjami walkę o władzę w partii przegrał jej założyciel Bernd Lucke. Razem z byłym liderem AfD opuściła masa członków. Marginalizowana przez innych polityków i media niemieckie partia wyglądała na konającą. Niedługo później zaczął się kryzys imigrancki, który choć ugodził w europejski ład i jedność, zadziałał na AfD jak magiczne zaklęcie.

 Od tamtego momentu minęło już prawie 9 miesięcy, a eurosceptyczna partia odrobiła swoje straty i dziś cieszy się poparciem w wysokości 12% w skali kraju. Kolejne populistyczne hasła nawołujące do hardej walki z narastającą imigracją, choć mogą odpychać, zjednują sobie coraz szersze grono odbiorców. Niezadowoleni Niemcy coraz częściej za pomocą poparcia polityki AfD manifestują swój sprzeciw wobec obecnej sytuacji w kraju. To jednak wciąż za mało, by poważnie zatrząść niemiecką sceną polityczną.

Statek napełnia się wodą, ale jeszcze nie tonie

 Mimo spadającego poparcia dla obozu władzy i jego wzrostu dla AfD, eksperci twierdzą, że jak na razie Angela Merkel nie ma się czego obawiać. W koalicji rządzącej (CDU/CSU/SPD) jak i poza nią nie ma polityka, który byłby na tyle silny, by odebrać kanclerz władzę. Znamienne jest także to, że według badań telewizji ZDF poparcie dla AfD wcale nie jest tak potężne. Z sondażu przeprowadzonego przez drugi program niemieckiej telewizji publicznej wynika, że aż ¾ wyborców głosujących 13. marca na polityków Alternatywy wcale nie popiera jej polityki. Ludzie ci oddali głosy na antyimigrancką opcję tylko po to, by „ukarać obecną władzę” i nie zagłosować na żadną z partii koalicji rządzącej.

 Na koniec warto zadać sobie dwa pytania – „Do kiedy poparcie dla AfD będzie rosnąć?” i „Co będzie, kiedy kryzys imigracyjny w Europie zostanie już opanowany?”. Kto wie, czy rozwiązanie kryzysu za jednym zamachem nie rozwiąże także partii AfD? Może AfD znajdzie wtedy „nowy grunt”, który dla innych polityków będzie dnem, a dla Alternatywy alternatywną trampoliną?

Przemysław TERLECKI