Futbolu nigdy za wiele

Liga Narodów, czyli zupełnie nowa formuła rozgrywek piłkarskich zaproponowana przez UEFA, rusza już we wrześniu tego roku. Turniej stanowi niemałą rewolucję w rywalizacji drużyn zrzeszonych w europejskiej federacji piłki nożnej, a to zawsze budzi skrajne emocje. Jedni cieszą się na kolejną imprezę piłkarską, drudzy natomiast nie widzą w niej sensu.

W spotkaniach Ligi Narodów udział weźmie 55 drużyn narodowych zrzeszonych w UEFA i podzielonych – specjalnie na potrzeby turnieju – na cztery dywizje (A, B, C, D). O tym, w której z nich zagra dany zespół, zdecydował ranking UEFA, co oznacza, że reprezentacja Polski znalazła się wśród najlepszych zespołów Europy. Dodatkowo każda dywizja została podzielona na kolejne cztery grupy. Losowanie ustaliło, z którą z pozostałych drużyn dywizji A przyjdzie mierzyć się „Biało-Czerwonym”. O wygraną w Turnieju Finałowym powalczą czterej zwycięzcy poszczególnych grup z najwyższej klasy rozgrywkowej. Triumfatorzy pozostałych trzech dywizji awansują o jeden poziom wyżej, natomiast najgorsze zespoły w następnej edycji turnieju spróbują swoich sił wśród o klasę słabszych rywali.

Liga Narodów ma zastąpić dotychczasowe mecze towarzyskie, do których – czemu trudno się dziwić – nie przywiązywano wielkiej wagi, a często nawet traktowano jako zło konieczne. Miałoby to znacząco wpłynąć na atrakcyjność europejskiej piłki nożnej. Co ciekawe dobra postawa zaprezentowana podczas rozgrywek może zaowocować awansem do EURO 2020. Jeśli kwalifikacje tradycyjnym sposobem nie powiodą się, wtedy czterej zwycięzcy grup każdej z dywizji zagrają w barażach, które wyłonią przyszłego uczestnika mistrzostw Europy. W przypadku, gdy któryś z tych zespołów już wcześniej wywalczy awans na zawody, wtedy do baraży zaproszona zostanie następna najlepsza drużyna danej dywizji.

Za i przeciw

Największym atutem nowego formatu rozgrywek piłkarskich wydaje się skupienie
w jednej dywizji drużyn, które reprezentują ten sam lub podobny poziom gry. Może to znacząco wpłynąć na atrakcyjność i wysoką oglądalność spotkań, a to z kolei gwarantuje pieniądze, którymi UEFA podzieli się z europejskimi federacjami. Interesująco zapowiada się rywalizacja w pierwszej grupie dywizji A, gdzie zmierzą się Niemcy, Francja oraz Holandia. Polscy kibice szczególnie wyczekują spotkania z obecnymi mistrzami Europy – Portugalczykami. W spotkaniu tym upatrują szansę na rewanż za ćwierćfinał EURO 2016. Starcie z Włochami może być nie mniej emocjonujące. Z kolei pojedynek między jednymi z najsłabszych europejskich drużyn, czyli Gibraltarem i Liechtensteinem, to spotkanie równego z równym, w którym zwycięstwo któregoś z zespołów w końcu nie musi być z góry przesądzone.

Głosów przeciw jest równie dużo co za. Oponenci projektu UEFA obawiają się, że rozgrywki nie zdobędą odpowiedniej renomy i pozostaną nic nieznaczącymi spotkaniami, które jedynie zapełnią czas między Mistrzostwami Świata i Europy. Zauważają, że skoro Liga Narodów to zamiennik dla meczów towarzyskich, to drużyny narodowe mogą nie przywiązywać do zawodów zbyt wielkiej wagi. Opcja, że trenerzy wykorzystają turniej wyłącznie na taktyczne eksperymenty i sprawdzanie rezerwowych, wydaje się jednak mało prawdopodobna. W końcu to pozycja w klasyfikacji Ligi Narodów zadecyduje o podziale na koszyki w eliminacjach przed Euro 2020. Sceptycy nowych rozgrywek zadają pytanie, czy nie wiążą się one z nadmiernym eksploatowaniem zawodników i jaki sens po ich wprowadzeniu mają Mistrzostwa Europy. Krytycznie do całej sprawy odniósł się także były przewodniczący FIFA Sepp Blatter, według którego Liga Narodów oznacza zamknięcie się europejskich reprezentacji na rywalizację z pozaeuropejskimi zespołami. To oddzielenie Europy od innych kontynentów – mówi. Turniej rzeczywiście uniemożliwi wygospodarowanie wolnych terminów na rozegranie meczów towarzyskich z drużynami z Azji czy Afryki. Ponadto zasady, które ułatwią awans na EURO 2020, sprawią, że na pewno na mistrzostwach zobaczymy kogoś z dywizji D, co rodzi pytanie o zasadność takiego rozwiązania. Przecież ma to być rywalizacja najlepszych.

O tym czy nowy format rozgrywek piłkarskich jest decyzją słuszną, czy nie i która ze stron ma rację, przekonamy się być może późną jesienią, kiedy zakończą się spotkania grupowe, a prawie na pewno po rozegraniu finału turnieju w przyszłym roku. Jedno jest pewne – kibiców piłki nożnej czeka wiele ciekawych i emocjonujących spotkań, dla których warto dać szansę tego typu imprezie.

Paulina PSZCZÓŁKOWSKA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.