Coraz bliżej mety

Saga pod tytułem „Robert Kubica w fotelu bolidu Formuły 1” po wielu latach zdaje się zbliżać ku końcowi. Już teraz wiemy, że możliwe zakończenia są trzy: złe, dobre, oraz dobre, ale nie do końca.

Przypomnijmy genezę całej tej historii – 8 lutego 2011 roku, niewielkie miasteczko Liguria we Włoszech, wokół którego odbywa się rajd Ronde di Andora. Robert Kubica jest 27-letnim kierowcą Formuły 1, miał za sobą nawet zwycięstwo w Kanadzie z 2008 roku. W ramach przygotowań do nowego sezonu F1, wystartował we Włoszech. Na pewnym śliskim odcinku drogi polski kierowca traci kontrolę nad pojazdem i z ogromnym impetem uderza w barierę. Wszyscy naoczni świadkowie wypadku podkreślają, jak tragicznie to wyglądało. Cała akcja ratunkowa trwała około 1,5 godziny. Po przewiezieniu do szpitala Polak przeszedł liczne operacje, między innymi uratowania sprawności prawej ręki. Ostatecznie operacja powiodła się, jednak Kubicę czekała jeszcze długa droga do odzyskania pełnej sprawności, zarówno fizycznej, jak i psychicznej.

Już w pierwszych wywiadach po wypadku Robert Kubica stawiał swój cel jasno: powrót do Formuły 1. Większość ekspertów uważało to za „niesamowicie optymistyczny scenariusz” albo mówili wprost, iż jest to niemożliwe. Kubica swój powrót do królowej sportów motorowych zaczynał metodą „małych kroczków” – zaczynając od rozmaitych symulatorów wyścigowych, z czasem wrócił za kierownicę i startował w rajdach samochodowych. Jakby podkreślając, iż nie stracił umiejętności za kierownicą, w 2013 roku sięgnął nawet po mistrzostwo świata kategorii WRC-2. Po sukcesie jednak cały czas zaklinał, iż stanie na starcie wyścigu Formuły 1 . W 2017 usiadł za kierownicą bolidu Formuły E, czyli elektrycznej siostry F1, co sprawiało, że przyszłość Kubicy jawiła się w coraz jaśniejszych barwach.

Cel na wyciągnięcie ręki

6 czerwca 2017 Robert Kubica został zaproszony na prywatne testy bolidu zespołu Renault, czyli grupy, której kierowcą był przed wypadkiem. Wtedy to polski kierowca, po ponad sześciu latach, wreszcie zasiadł za kierownicą pojazdu Formuły 1. We wrześniu Kubica testował kilkukrotnie również bolid brytyjskiej grupy Williams. Po pewnym czasie media ogarnęła wiadomość, że Williams szuka kierowcy na sezon 2018 po tym, jak ówczesny Felippe Massa zakończył karierę. Robert Kubica był jednym z głównych kandydatów.  Jedynym konkurentem Polaka był rosyjski kierowca Siergiej Sirotkin, który nie był specjalnie znany nawet w swoim kraju. Wobec faktu, że drugim kierowcą ekipy z Groove był młody Lance Stroll, obsadzenie bardziej obytego w świecie F1 Kubicy w drugim bolidzie wydawało się najbardziej logicznym rozwiązaniem. Zaważył jednak czynnik pozasportowy – pieniądze, a jak wiadomo, Rosjanie na ich brak raczej nie narzekają. Problemy finansowe brytyjskiej grupy sprawiły, że angaż dostał Sirotkin, a polskiemu kierowcy przypadło jedynie stanowisko kierowcy rezerwowego.

Na rozstaju dróg

Fatalny sezon 2018 oraz niemal pewne przenosiny Lance’a Strolla do ekipy Force India sprawiły, że w Williamsie szykują się zmiany. Wiadomo już, że w następnym sezonie jednym z kierowców będzie debiutant George Russell, natomiast drugi fotel pozostaje pusty, gdyż szanse na pozostanie Siergieja Sirotkina wydają się iluzoryczne. Co prawda całą sytuację ponownie komplikuje aspekt finansowy i w kuluarach od jakiegoś czasu mówi się o obsadzeniu w miejsce Sirotkina innego, nieznanego w świecie F1, kierowcy, którego sponsorzy dadzą odpowiednią sumę do portfela brytyjskiego teamu. Kubica wyraźnie daje do zrozumienia, że nie będzie czekać do ostatniej chwili na decyzję Williamsa i negocjuje z innymi ekipami. Rozważa również obranie drogi innej niż F1, jeśli zajdzie taka konieczność. Pojawiają się również plotki o możliwym zatrudnieniu Polaka przez Ferrari, jednak jedynie w charakterze kierowcy testowego. Szkopuł w tym, że Kubica nie raz podkreślał, iż marzy o założeniu czerwonej bluzy ekipy z Maranello.

Powrót do regularnego ścigania w królowej sportów motorowych byłby prawdziwym happy-endem tej wieloletniej historii. Czy jednak tak się stanie, czy może będziemy oglądać polskiego kierowcę w innych wyścigach? Na horyzoncie jest jeszcze trzecia opcja i posada w symulatorze Ferrari, co oznacza jednak brak startów w najbliższym sezonie. Trzy możliwe finały wieloletniej historii, której ostateczny akt poznamy, jak zapewnia sam zainteresowany, już wkrótce.

Paweł GŁUSZYŃSKI

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.