Katarskie mistrzostwa wyzwaniem dla lekkoatletów

Piekielny upał i maraton o północy – tak w skrócie można opisać przyszłoroczne mistrzostwa świata w lekkoatletyce. Bez wątpienia będą to wyjątkowe zawody. W nowym dla siebie rejonie świata, o nietypowej porze roku i z programowymi zmianami. Dla sportowców oznacza to prawdziwą próbę sił.

Kiedy władze światowej lekkoatletyki zdecydowały, że mistrzostwa w 2019 roku odbędą się w katarskiej Al-Dausze, w środowisku zawrzało. Stolica Kataru okazała się lepsza m.in. od Barcelony czy Eugene. – Lekkoatletyka jesienią 2019 roku wkroczy na zupełnie nowy poziom, przybije ostatecznie pieczęć, że jest obecna w nowym dla siebie rejonie świata. (…) Musimy kontynuować globalizację dyscypliny – tłumaczył przewodniczący IAAF, uzasadniając wybór federacji. Sebastian Coe dodał, że komitet organizacyjny jest niezwykle zaangażowany i nie ma wątpliwości, że Katar spełni oczekiwania. Pojawiają się jednak opinie, że Barcelona i inni kandydaci już na starcie nie mieli szans z państwem, które dysponuje niemal nieograniczoną liczbą petrodolarów.

Uciążliwa zmiana

Decyzja federacji wydaje się niezrozumiała zwłaszcza z uwagi na warunki panujące w Katarze. Tamtejszy klimat jest szczególnie niełatwy dla sportowców wyczynowych. Aby nieco ułatwić im rywalizację, zawody zostały przeniesione z sierpnia na przełom września i października. Co prawda temperatury są wtedy niższe, ale nadal utrzymują się w granicach czterdziestu stopni Celsjusza. Rodzi to też inny problem. Niestandardowy termin mistrzostw oznacza przede wszystkim zmianę organizacji całego roku treningów, co jest kłopotliwe i dla zawodników, i dla ich trenerów. Nie jest to korzystna sytuacja na rok przed Igrzyskami w Tokio. – Nigdy nie miałam takiej sytuacji. Trenerzy będą mieli ból głowy – komentuje polska lekkoatletka, Iga Baumgart-Witan.

Sportowcy mogą zacząć przygotowania do sezonu nieco później, natomiast w takim wypadku pod znakiem zapytania pozostają marcowe halowe Misrzostwa Europy. Niewykluczone, że część sportowców odpuści walkę o medale w Glasgow. – Zaczynam dwuletni cykl przygotowań do Tokio i potrzebuję odpocząć, zregenerować się i nabrać sił, by ze zdwojoną siłą zaatakować Igrzyska. Przez 11 lat przygotowywałem się do dwóch sezonów – halowego i stadionowego – ale przyszedł czas przystopować – rozkłada ręce Adam Kszczot. Podwójna mistrzyni Europy, Justyna Święty-Ersetic, zapowiada, że również odpuści halowe ME. Podobnie może być z jej koleżankami – prawdopodobnie trener żeńskiej kadry Aleksander Matusiński w sztafecie postawi na drugoplanowe postaci swojej drużyny, by dać odpocząć autorkom sukcesu na minionych Mistrzostwach Europy.

Konsekwencje mogą być dotkliwe

Organizatorzy MŚ próbują radzić sobie z upałami, wprowadzając zmiany także w porach odbywania się zawodów. Dotychczasowe poranne sesje rozpoczną się po godzinie 16, gdy skwar nie będzie dawał się we znaki tak jak w południe. Wieczorem odbędą się sesje finałowe. Rywalizację chodziarzy zaplanowano na godz. 23.30, a maratończyków dopiero na 24. Konkurencje skończą się nad ranem. – Upały w Katarze na pewno będą problemem i to nawet dla biegaczy z Afryki. W Etiopii najwcześniej wstawałem na trening o 4-5 rano, ale tu trzeba będzie do tej godziny wytrzymać. Ucierpią nie tylko maratończycy – ubolewa reprezentant Polski, Yared Shegumo. Zmiana godzin zawodów jest jednak konieczna – w takim klimacie w dzień prawdopodobieństwo wystąpienia u zawodników omdleń, a nawet udarów słonecznych, jest dużo wyższe.

Pomysł na powierzenie organizacji mistrzostw Katarowi generuje coraz to więcej negatywnych komentarzy. Szczególnie rozżaleni są sportowcy. Czeka ich bowiem wielkie wyzwanie. Zmiana harmonogramu pracy oraz piekielny upał mogą nie tylko negatywnie wpłynąć na ich formę i ostateczny rezultat, ale i spowodować ewentualne problemy zdrowotne.

Paulina PSZCZÓŁKOWSKA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.