Szaro – kolorowa rzeczywistość

 

Wojciech Cejrowski przestrzegał obywateli przed „obleśnym dziadem, który przyjdzie molestować ich dzieci”. „Dziad” miał pojawić się w rekordowej liczbie szkół – aż 211. Według inicjatorów jego misją było okazanie wsparcia dla seksualnie „innych” uczniów, a według przeciwników „Tęczowy Piątek” to jedynie szkodliwy akt propagandy trefnej ideologii LGBT+.

Na początek warto zdementować wszelkie błędne wyobrażenia na temat akcji zainicjowanej przez polską Kampanię Przeciw Homofobii. Do udziału mogli zgłaszać się zarówno nauczyciele jak i uczniowie, a  nawet rodzice. Zgłoszona szkoła otrzymywała od KPH materiały edukacyjne, takie jak książki, plakaty czy broszury i na tym rola kampanii się kończyła. O przebiegu akcji decydowali organizatorzy na miejscu, czyli nauczyciele. Ideą było okazanie wsparcia i akceptacja rówieśników LGBTQI. W swoich materiałach kampania informuje nas, że co dwudziesta osoba w Polsce należy do jednej z wyżej wymienionych grup. Pomimo rekordowych zapowiedzi akcja nie przebiegła tak, jak tego oczekiwano. Sprzeciw rodziców i dezaprobata ministerstwa skutecznie powstrzymały inicjatywę. Jak po fakcie oficjalnie poinformowało Ministerstwo Edukacji Narodowej, akcja miała charakter jedynie marginalny. Przedsięwzięcia mające na celu walkę z prześladowaniem mniejszości zwykle nie spotykają się z takim oburzeniem. Z czego zatem wynika kontrowersyjność „Tęczowego Piątku”?

Tęczowy alfabet

Przyczyny prawdopodobnie należy szukać w założeniach zawartych w materiałach kampanii. Aby chociaż zbliżyć się do zdefiniowana tego, czy akcja jest słuszna czy nie, trzeba zrozumieć problemy jakie podejmuje i osoby, które chce chronić.

LGBTQI – lesbijka, gej, osoby: biseksualne, transpłciowe, queer, interseksualne.

KPH poprzestaje na tych sześciu elementach, dlatego również i tu się do nich ograniczę. Sam skrót może wydawać się przesadzony i dziwny, szczególnie dla starszych pokoleń, jednak w rzeczywistości nie jest taki straszny. Na początku zawarte są w nim osoby homoseksualne i biseksualne. Tu od razu odważę się podjąć zdecydowane stanowisko. Czy takim osobom należy się akceptacja? Jak najbardziej tak. Do dziś nie wiadomo, co determinuje orientację seksualną danej osoby, ale uważa się, że jest ona spowodowana złożoną zależnością wpływów genetycznych, hormonalnych i środowiskowych. Sam fakt tego czy homoseksualizm jest cechą wrodzoną czy nabytą nie powinien wpływać na to jak postrzegamy osoby homoseksualne. Z pewnością ich orientacja jest niezależna od nich, a co więcej, nie wiąże się ona z żadnymi innymi zaburzeniami. W przeszłości homoseksualizm był uważany za chorobę psychiczną i próbowano go leczyć. Jak się jednak okazało, wcale nią nie jest, a osoby homoseksualne są całkowicie zdrowe. Z kolei interseksualizm wynika z biologicznej budowy człowieka. Polega on na wrodzonym zaburzeniu różnorodności narządów i cech płciowych. Tacy ludzie łączą w sobie cechy obu płci i tym samym nie dają się zakwalifikować do żadnej z nich.
Taka nieprawidłowość jest niezwykle rzadka, dzieci określane jako interseks stanowią skrajnie minimalny procent urodzeń. Sytuacja komplikuje się w przypadku osób transseksualnych i queer. Tu z biologicznych uwarunkowań przechodzimy to socjologiczno-psychologicznych dywagacji. Queer początkowo było wyrażeniem o pejoratywnym znaczeniu, którym w Stanach Zjednoczonych opisywano członków środowiska LGBT. Po pewnym czasie środowisko te z dumą przyjęło to określenie, dając światu wyraźny przekaz – Tak jesteśmy dziwni i jesteśmy z tego dumni”. Queer zatem opisuje wszelkie odstępstwa od normy, czyli osoby inne niż heteroseksualne. Ostatni pozostaje transseksualizm. Uważam, że to właśnie on budzi największe kontrowersje i to właśnie jemu należy poświęcić najwięcej uwagi.

Myślę, więc jestem

Według narracji społeczności LGBT, czasami zdarzy się sytuacja w której człowiek może urodzić się w błędnym ciele. Wedle tego, płeć nie wynika z zestawu posiadanych chromosomów lecz z subiektywnej identyfikacji. Zatem to nie płeć wybiera nas, ale my płeć. Trzeba zauważyć, że z takim podejściem nie zgadza się wiele osób. Tu też można się doszukiwać przyczyny aż tak negatywnego odbioru akcji. „Tęczowy Piątek” zakłada prawdziwość tych tez. W materiałach kampanii nie pada słowo tolerancja, tylko akceptacja. Tu może pojawić się obawa, że kampania wykorzystuje autorytet instytucji jaką jest szkoła, do przekonania młodych ludzi (nie wiemy do jakiej grupy wiekowej skierowana była akcja, lista szkół biorących udział nigdy nie została opublikowana), że transseksualizm jest czymś całkowicie normalnym, a nasza płeć zależy od nas samych. I ten przekaz właśnie stanowi główne źródło konfliktu. Często używa się interseksualizmu do potwierdzenia idei transseksualnych. Należy jednak pamiętać, że to nie to samo. Transseksualne skłonności u ludzi wynikają z zaburzeń tożsamości płciowej (dysforia płciowa). Przyczyny takiego odczucia nie są znane. Świat nauki doszukał się wielu teorii i korelacji, jednak nie był w stanie dojść do jednoznacznych wniosków. Osoby cierpiące na taką kondycję upatrują się problemu w swoim ciele i z tym zgadza się środowisko LGBT+. Proponowane przez nich leczenie polega na hormonoterapii oraz operacyjnej zmianie płci. Zatem, jeżeli kobieta czuje się mężczyzną, aby jej pomóc należy jak najbardziej upodobnić ją do mężczyzny i traktować ją jak mężczyznę. Osoby z takim zaburzeniem z jednej strony odczuwają irracjonalny dyskomfort z powodu ich płci, a z drugiej często bywają z tego powodu dyskryminowane, co sprawia, że dodatkowo odczuwają jeszcze stres mniejszościowy.

W głowie czy w ciele?

Paradoksalnie, cały ruch LGBT+ może działać na niekorzyść osób transseksualnych. Istnieje bowiem jeszcze drugie podejście do problemu zaburzenia tożsamości płciowej. Tożsamość wynika z naszych uczuć, myśli i wyobrażeń. Te mogą być zarówno błędne jak i zgodne ze stanem rzeczywistym. Zatem, według drugiej narracji, to błędna identyfikacja jest problemem, a nie faktyczna płeć. Nie opracowano jednak jeszcze jednej, oficjalnej i skutecznej terapii dla takich osób. Syntezując, zwolennicy pierwszej teorii doszukują się problemu w ciele i społeczeństwie. Jej przeciwnicy ograniczają się do tego, że problem leży w umysłach chorych
i należy im pomagać za pomocą indywidualnych terapii. Istotne jest zrozumienie, że ludzie prezentujący te dwa odmienne podejścia są po tej samej stronie. Problem istnieje i trzeba chociaż spróbować go rozwiązać. Oba leczenia zdają się nie przynosić oczekiwanych efektów. Operacyjna zmiana płci jest droga, skomplikowana i długa, uniemożliwia ona reprodukcję, a jej konsekwencje są nieodwracalne. Do tego dochodzi kwestia społeczeństwa, którego odczucia, tak samo jak swojego, osoby transseksualne nie są w stanie zmienić. Teoretycznie lepiej byłoby w sferze psychiki ludzkiej, nieinwazyjnie i z korzyścią pomóc tym osobom.

Era nowych znaczeń

Temat transseksualizmu jest bardzo rozległy i podatny na interpretacje. Z natury jest również bardzo spolaryzowany. To, czy powinniśmy uznawać dysforię płciową za zaburzenie psychicznie jest punktem do rozważań, który może lepiej pozostawić naukowcom. Jednakże ruch LGBT+ idzie o krok dalej, ponieważ wprowadza on nową definicje płci, która w języku angielskim występuje jako gender, czyli płeć społeczna/psychologiczna. Właśnie kwestia postrzegania płci jest w tej dyskusji punktem zapalnym. Nawet zakładając słuszność tej ideologii, to jest ona dopiero w fazie rozwoju. Jak wspomniałem wcześniej, problemy poruszane przez społeczność LGBT+ są bardzo rozległe, trudne i nie do końca zbadane. Do tego dodajmy reinterpretacje pojęć takich jak płeć i orientacja oraz specyfikę ruchu LGBT+. Wtedy będzie nam łatwiej zrozumieć trudności przeciętnego obywatela
w zrozumieniu i akceptacji ich postulatów.  Rodzice mają prawo nie chcieć, aby ich dzieci uczyły się w szkołach o ideologii z którą oni się nie zgadzają. I tu trzeba zauważyć, że niezgoda może iść w parze z tolerancją. Z definicji tolerancja oznacza „poszanowanie czyichś poglądów różniących się od własnych”. Jeżeli osoba w moim otoczeniu pali papierosy, to pomimo tego, że uważam palenie za szkodliwe, to nic jej w związku z tym nie zrobię. Nie chciałbym jednak, aby do palenia namawiała moje dzieci. Z takiego założenia w przypadku „Tęczowego Piątku” (nie licząc bezpodstawnej krytyki wynikającej ze strachu przed nieznanym), prawdopodobnie wyszli rodzice. Oczywiście, nie porównuję tu transseksualizmu do palenia, jest to jedynie przykład służący do objaśnienia na czym polega tolerancja.

Nienawiść rodzi nienawiść

Możemy dyskutować również o tym, czy akurat organizacja specjalnego dnia dla osób LGBT+ rzeczywiście im pomoże, ale nie możemy podważać istnienia trudności z jakimi spotykają się te osoby. Nie trzeba być osobą homoseksualną, żeby być prześladowanym w szkole, możemy sobie jednak wyobrazić, jak bardzo jest to spotęgowane w przypadku wspomnianych wcześniej osób. Gdzieś w polskich szkołach mogą również znajdować się osoby cierpiące na zaburzenie tożsamości płciowej. Osoby te w trakcie dorastania chłoną ogromne ilości nienawiści. Zbierają w sobie wielką krzywdę, a kiedy już dorosną, wstępują do tego kręgu ludzi, który ich akceptuje i broni, kręgu w którym mają możliwość walki o nich samych. Nie można zatem odrzucić, że to właśnie między innymi z tego powodu ruch LGBT+, który walczy o zrozumienie i akceptację, bywa zadziwiająco agresywny i często wyróżnia się cechami, które sam krytykuje.

Głosujcie dzieci!

W materiałach od KPH znajdziemy informację o politykach wspierających ruch LGBT+. W jednej z broszur znajduje się porada  “Pamiętaj o wyborach – głosuj na polityków wspierających prawa osób LGBT”. Jak się okazuje, jest to niezgodne z prawem. Zgodnie z treścią art. 108 § 2 Kodeksu wyborczego, zabroniona jest agitacja wyborcza na terenie szkół wobec uczniów. Stąd też wynika negatywny stosunek ministerstwa do omawianej sprawy. Możemy to również uznać za kolejny czynnik odrzucający rodziców od akcji.

Boso przez LGBT

Wiedząc że akcja spotkała się z dużym sprzeciwem, łatwo jest się domyślić, że musiało też paść wiele negatywnych opinii
i komentarzy. I tak też się stało. Niestety, niektóre z nich zamiast popchnąć dyskusje do przodu, dolały jedynie przysłowiowej „oliwy do ognia”. Przykładowo – dla Wojciecha Cejrowskiego „Tęczowy Piątek” to „zboczony” piątek. Na antenie telewizji polskiej,
w programie  „Minęła 20” znany podróżnik i publicysta w dosadny i moim zdaniem niesmaczny sposób wypowiedział się
o inicjatywie. Nie pokusił się on nawet o sprawdzenie na czym polegała akcja, bo „obleśny dziad” wcale nie był w planie. Są tacy ludzie jak Pan Cejrowski, których pozwolę sobie nazwać „antysystemowcami”. Są to ludzie, którzy przez całe życie walczą z całym światem. O wszystkim mają zdanie, wiedzą najlepiej i nie mają żadnych obaw przed wyrażaniem własnej opinii. Jedno trzeba im przyznać – potrafią ukazać wiele spraw w innym świetle, ułatwiając nam tym samym dotarcie do poprawnego zrozumienia wielu kwestii. Jednak zauważam, że w pewnym momencie zatracają się oni w tej swojej walce ze światem, a ludzie uznający ich za autorytety, wbrew pierwotnym założeniom zamykają sobie oczy.

Wszelkie akcje organizowane przez środowisko LGBT+ często spotykają się z nadmiernym krytycyzmem i tak było również w tym przypadku. Czy wyznaczenie tęczowego dnia rzeczywiście jest w stanie pomóc osobom LGBTQI – to już jest kwestia sporna. Jednak jedno jest pewne, osoby te istnieją i należy podjąć jakieś działania, aby im pomóc. Z kolei mowa nienawiści z jaką do akcji odnoszą się niektórzy ludzie jest całkowicie bezcelowa, a zło, które w niej prezentują zawsze do nich wróci.

Robert SĘKOWSKI