Recenzja trzeciego sezonu serialu “Detektyw”

Źródło: heavenofhorror.com

Trudno jest utrzymać serialom niezmiennie wysoki poziom przez cały czas trwania emisji i tylko niektórym z nich ta sztuka się udaje. Wiele z nich skręca z czasem w stronę absurdalnego rozwiązywania wątków, łopatologicznego tłumaczenia fabuły lub też nieudanej próby odświeżenia wizerunku serii. W tym wszystkim “Detektyw” walczył o utrzymanie się przy życiu, a jego dalsza egzystencja zależała od nowego sezonu.

Przed Niciem Pizzolatto i resztą twórców “Detektywa” stało olbrzymie zadanie. Pierwszy sezon serialu wyemitowany w 2014 roku zyskał rzeszę fanów, którzy domagali się, by historię kontynuować w nadchodzących odcinkach serii. Tak się nie stało, ponieważ wybrano formę, zgodnie z którą każdy sezon miał opowiadać osobną historię. Drugi sezon rozpoczął się w czerwcu 2015 roku już z nową obsadą i fabułą, jednak nie zebrał tak pochlebnych recenzji, jak jego poprzednik. Główni bohaterowie grani przez Colina Farrella, Rachel McAdams oraz Vince’a Vaugha nie wytworzyli podobnej ekranowej chemii, co Matthew McConaughey i Woody Harrelson rok wcześniej. Winni z pewnością nie są jedynie odtwórcy głównych ról – scenariusz i prowadzenie poszczególnych wątków nie zachęcały, by czekać na ich rozwiązanie w finale, a brak równowagi pomiędzy wątkami obyczajowymi a śledczymi zanudzał widza przewlekłą formą. Mogłoby się wydawać, że po nieudanej kontynuacji twórcy zaniechają próby odbudowania marki serialu, jednak finalnie postanowiono zrobić niemal czteroletnią przerwę i powrócić z nową historią. Pytanie zatem, czy twórcy stanęli na wysokości zadania i podali fanom kontynuację spełniającą ich wymagania?

Trzeci sezon z pewnością jest bliższy formie sezonu pierwszego, aniżeli drugiego. Dostajemy w końcu wyrazistą parę głównych bohaterów (granych przez świetnych w tych rolach Mahershala Ali oraz Stephena Dorffa), ciekawy, choć może niezbyt kreatywny wątek porwania dwójki dzieci, dobrze nakreślone i zagrane postacie drugoplanowe i trzecioplanowe, angażującą fabułę, a do tego na sam koniec fenomenalną oprawę wizualną oraz dźwiękową. Pomimo tych niewątpliwie pozytywnych aspektów technicznych, nowy sezon nie ustrzegł się przed kilkoma wpadkami, które kładą się cieniem na końcowej ocenie całej historii.

Przede wszystkim nowy sezon rozwija się bardzo wolno. Nie jest to może wada sama w sobie, wszak jest możliwe budowanie powolnej narracji, jednocześnie nie tracąc zainteresowania widza (najlepszym przykładem jest pierwszy sezon “Detektywa”). Niestety, w tym wypadku miałem wrażenie, że coraz więcej wątków jest wprowadzanych, a tempo pozostaje takie samo. Finalnie miało to wpływ na zakończenie sezonu, które moim zdaniem jest tutaj największym problemem. Rozumiem, że historie w serialu mają być jedynie tłem dla pokazania relacji międzyludzkich, jednakże nie może się to odbywać kosztem samego śledztwa, które w tym przypadku zostało potraktowane wręcz jako coś niepożądanego. Osią fabuły serialu jest śledztwo i wpływ bieżących spraw na życie bohaterów, przez co postawienie na pomysł, by wszystkie zagadki fabularne zostały rozwiązane przez monolog jednego z bohaterów wydają mi się nieprzystające do rytmu prowadzenia historii.

Mimo to skłamałbym, gdybym powiedział, że nowy sezon nie dał mi dużej frajdy. Pojawiały się momenty, w których (mówiąc kolokwialnie) zbierałem szczękę z podłogi. Wrzucany tu i ówdzie przez twórców easter egg dla fanów również był zrobiony ze smakiem i wyczuciem. Dialogi pomiędzy głównymi bohaterami, które stanowiły podstawę sukcesu pierwszego sezonu, tutaj również są przeprowadzane w sposób charyzmatyczny i satysfakcjonujący. Wiele z pojawiających się w trzecim sezonie kadrów można spokojnie wydrukować i oprawić w ramkę – warstwa wizualna naprawdę robi wrażenie i jest godna docenienia. Jedyny mankament pojawi się na sam koniec, gdy przekonamy się, jak historia została zwieńczona. Nowy “Detektyw” nie dorównuje pierwszej odsłonie serii, ale przez długi czas sprawia wrażenie, jakby wiedział czym chce być i konsekwentnie to realizował. Uważam zatem, że serial wrócił na właściwy tor i możemy jedynie czekać na kolejne historie z uniwersum mrocznych śledztw i osobistych rozterek.

Piotr SZWARC