Igrzyska bezsensu

W niedzielę, 30 czerwca w Mińsku zakończyły się drugie w historii igrzyska europejskie – jeden z najdziwniejszych wymysłów współczesnego sportu. Przeciętny kibic nie ma pojęcia, ile medali przywieźli z nich biało-czerwoni, czemu trudno się dziwić, gdyż również dla większości sportowców jest to impreza o znikomej randze. W najbliższym czasie wzbudzi ona jednak w naszym kraju sporo emocji, gdyż do organizacji kolejnej edycji zgłosił się Kraków.

Sam pomysł stworzenia tej imprezy jest ewidentnym nawiązaniem do mających długą tradycję Igrzysk Azjatyckich i Igrzysk Panamerykańskich. Problem w tym, że w Europie nasycenie wydarzeń sportowych na najwyższym poziomie jest ogromne. I w tym pojawia się problem, jeżeli chodzi o ściągnięcie najlepszych sportowców. Najbardziej wyrazistym przykładem jest lekkoatletyka. Z grona wszystkich dyscyplin, które odbyły się na tegorocznych igrzyskach tylko ona i kolarstwo szosowe mogły zapewnić większą widownię. Przez to, że czołowi sportsmeni nie zdecydowali się na wyjazd do Białorusi, kibice mogli oglądać zmagania zawodników z co najwyżej drugiego szeregu. Trudno w takim przypadku zapewnić dużą oglądalność. O randze wydarzenia wiele mówi także sytuacja koszykówki 3×3. Nie jest to jeszcze powszechnie znana konkurencja i mogłoby się wydawać, że jej obecność na takiej imprezie może podnieść jej rangę. Tak jednak nie myśleli panowie w FIBA, którzy praktycznie w tym samym czasie zorganizowali mistrzostwa Świata w tej dyscyplinie.

Kolejnym problemem organizacyjnym jest kwestia kosztów. Oczywiście igrzyska europejskie są zdecydowanie tańsze niż olimpijskie, to wciąż obciążenie budżetu w wysokości około 150-200 milionów złotych. Są to kwoty orientacyjne, gdyż nie wiadomo, jakie dyscypliny znajdą się w programie na rok 2023 i jakie obiekty będzie trzeba przygotować. Patrząc na listę konkurencji z niedawno zakończonej imprezy, w Krakowie musiałby powstać: tor kolarski, wioślarski, a także porządny stadion lekkoatletyczny (w Baku na trybunach mieściło się prawie 70 tysięcy osób, a w Mińsku ponad 22 tysiące). Teoretycznie możliwy jest wariant oszczędnościowy, czyli wykorzystanie istniejących już obiektów. Zawody królowej sportów można by przeprowadzić w Chorzowie, a kolarstwo torowe w Pruszkowie. Wtedy problemem stają się jednak odległości. Na Białorusi największą odległością od wioski olimpijskiej do obiektu były 23 km. Kraków z Chorzowem dzieli dystans 85 km. Poza tym to rozwiązanie praktycznie dyskwalifikuje fakt, że w zgłoszeniu jako organizatora wymienia się Kraków i Małopolskę, więc teoretycznie zawodnicy nie powinni opuszczać granic tego województwa.

Innym pytaniem pozostającym bez odpowiedzi jest to, kto pokryje koszty. Prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski, w pierwszym tygodniu lipca ma spotkać się z przedstawicielami rządu w sprawie zaangażowania władz centralnych w finansowanie tego przedsięwzięcia. Nawet jednak ostateczna deklaracja nie zakończy sporów. Tomasz Leśniak ze Stowarzyszenia Miasto Wspólne w rozmowie ze sport.pl deklaruje chęć dążenia do przeprowadzenia referendum. W 2014 roku w powszechnym głosowaniu, mieszkańcy opowiedzieli się przeciwko staraniu się stolicy Małopolski o zimowe igrzyska olimpijskie. Zdaniem Leśniaka teraz są oni jeszcze bardziej negatywnie nastawieni.

Trudno też znaleźć jakiekolwiek korzyści dla Krakowa wynikające z organizacji igrzysk europejskich. Nie przyniosą one miastu zbyt dużej promocji, gdyż mało kogo ta impreza interesuje. Nie spowodują też zapewne znacznego wzrostu liczby turystów odwiedzających stolicę małopolski – a na pewno niewspółmierną do kwoty, którą będzie trzeba przeznaczyć. Prestiż też jest znikomy, wszak nawet Baku, zaledwie cztery lata po zorganizowaniu imprezy, bardziej kojarzy się sportowo z Formułą 1. Pomińmy już, że zdecydowana większość świata zobaczyła stadion zbudowany specjalnie na igrzyska dopiero w tym roku, przy okazji rozgrywania na nim finału Ligi Europy.

Bez wątpienia w najbliższym czasie polskie społeczeństwo – a zwłaszcza mieszkańcy Krakowa – sporo dowie się o igrzyskach europejskich. Rozpocznie się przepychanka, w której każda ze stron będzie chciała udowodnić swoje racje. Niezależnie od jej końcowego wyniku ten spór zrobi nad Wisłą większą promocję igrzyskom niż dwie poprzednie edycje tej imprezy.

Rafał WANDZIOCH