Umierające ciężarne? Dla Kaczyńskiego to „urojona rzeczywistość”

Źródło: fot. Olga Szygenda

W środę w kilkudziesięciu miastach w Polsce, ale także za granicą – odbyły się demonstracje po śmierci 33-letniej Doroty z Bochni. Kobieta zmarła w piątym miesiącu ciąży po tym, jak odpłynęły jej wody płodowe. Śmierć poniosła w wyniku wstrząsu septycznego po trzech dniach przebywania w szpitalu . Jedna z takich demonstracji odbyła się również w Poznaniu.

Demonstracja w Poznaniu miała miejscu na Placu Wolności, a zaplanowana została na godz. 18:00. Dopiero kilka minut przed umówionym czasem pojawiła się większa liczba osób. Niektórzy przyszli z transparentami, inni z parasolami, ale byli też tacy, którzy przyszli z dziećmi. Protestujący byli różnorodni wiekowo – od nastolatek po panie oraz panów, którzy mogliby być ich babciami i dziadkami. Wszyscy przyszli w jedno miejsce, w jednym celu – wyrazić sprzeciw wobec tego, co się dzieje na polskich porodówkach. Gdy pytałam ich, co czują najczęściej, odpowiadali: złość, wściekłość, ale wśród wymienionych emocji pojawiła się również bezradność. Mówili też, dla kogo tam są – pan Dariusz, który pojawił się na Placu Wolności wraz ze swoją żoną, powiedział, że przyszedł przede wszystkim dla swojej córki, która jest obecnie w ciąży.

Ani jednej więcej

Jedna z organizatorek – Całka z Kolektywu Pyra – podczas swojego przemówienia podkreślała, że tłum zebrał się, aby uczcić ofiary polityków, a także lekarzy i Kościoła, a przede wszystkim dlatego, że sprzeciwiają się mordowaniu kobiet. Na demonstracji nie zabrakło też osoby reprezentującej środowisko lekarskie, była nią Karolina Stachowiak, która jest rezydentką psychiatrii: „Jestem zawiedziona Naczelną Izą Lekarską. Nigdy nie zrobiła minimum w sprawie, by chronić kobiety […] Lekarze są bierni, a Izba Lekarska nigdy publiczni nie wypowiedziała się względem aborcji”. Podkreślała też, że jej życzeniem byłaby aborcja na żądanie ale też darmowa – refundowana przez NFZ.

„Przychodzicie na nasz różaniec”

Na Placu Wolności pojawiła się również mała grupa, która kontrmanifestowała. Wzięli w niej udział przedstawiciele Fundacji Życie i Rodzina – przewodniczącą owej fundacji jest Kaja Godek. Było ich kilkoro, przyszli z dużymi transparentami, na których można było zobaczyć zdjęcia płodów, czy hasła takie jak „ludobójstwo”. Fundacja jest znana ze swoich homofobicznych akcji oraz sprzeciwianiu się m.in. in-vitro. Członków tej grupy można również spotkać pod szpitalem ginekologiczno-położniczym na ul. Polnej, gdzie odmawiają różaniec. „Prolajfowiec” ciągle powtarzał, że mogą tu być: „bo wy przychodzicie na nasz różaniec” odpowiadał też kobietą: „wasza organizacja morduje dzieci, najbardziej bezbronne osoby”. W pewnym momencie między dwoma mężczyznami, będącymi z przeciwnych sobie manifestacji zrodziła się bardzo nerwowa dyskusja. „Prolajfowiec” zapytał „co jest ważniejsze żona czy twoje dziecko?”, a zgromadzony wokół niego tłum zaniemówił.

Głos w sprawie zajął też Jarosław Kaczyński według którego: „cała akcja jest propagandowym nadużyciem”. Dodał również, że przecież ani we wniosku do TK, czy też w samym orzeczeniu TK nie było mowy o zagrożeniu życia i zdrowia kobiet. Podkreślił też, że to jedno wielkie oszustwo. Prawda jednak boli prezesa partii rządzącej, bo nie dosyć, że przez prawo, które ustanowili kobiety „umierają na ciąże” to jeszcze ich polityka „prorodzinna” nie sprawdziła się. Ani wyższe płace czy samo 500+ nie przyniosło i nie przynosi zamierzonych przez PiS efektów. Kobiety w Polsce boją się rodzić dzieci – z sondażu CBOS z 2022 r. wynika, że 68% Polek w wieku 18-45 lat nie chce mieć dzieci, a tylko 17% kobiet w tym wieku planuje w najbliższym czasie potomstwo. Wniosek jest więc prosty: najpierw oddajcie nam nasze prawa, ciała i prawidłową opiekę lekarską, a dopiero potem mówcie o urojonej rzeczywistości, którą sami kreujecie w ten chory sposób.

Julia REMISZ