Gdzie jest Król?

Fot. Maria Mikołajczyk/ Barcelona 5 stycznia zamienia się w magiczną krainę! Nawet króla można spotkać! Co więcej jego postać nie wzbudza politycznych sporów…

Zmęczona sesją w zupełnie innym stylu, już na samym jej początku poszukiwałam ciekawego, luźnego tematu. Wydawało mi się, że go mam. Po czym zobaczyłam poważne propozycje innych i zaczęłam się wahać. Nie dobrze! Wątpliwości co do czegoś, co przecież jeszcze nie powstało. Jednak temat postanowił znaleźć mnie sam. Przynieśli mi go w prezencie… Los Tres Reyes Magos (Trzej Królowie).

 

Wcześniej „celebrując” ten dzień w Polsce nie przywiązywałam do niego wielkiej wagi. Tradycja, Święto Objawienia Pańskiego, czyli początek niezwykłego życia. To fakt. Napis na drzwiach, sporządzony poświęconą kredą „C+M+B” i w pakiecie bieżący rok. Dzień wolny od pracy. No ale co to oznacza? Że Kacper, Melchior i Baltazar mają strzec mojego domu przez kolejne 365 dni? Otóż nie. Okazuje się, że Ktoś inny, gdyż skrót wziął się od: „Christus Mansionem Benedicat”, zatem „Niech Chrystus błogosławi temu domowi”. Są też inne smaczki! Na przykład tradycja Kościoła syryjskiego podaje, że Króli (a właściwie Magów) było 4 razy więcej. Wersji jest wiele, a i historia bardzo bogata. Jednak dziś przenieśmy się w inne miejsce.

Fot. Maria Mikołajczyk

Od 5 stycznia tego roku Barcelona wydaje mi się jeszcze bardziej niezwykłym miastem. A co by się działo, gdybym jakimś sposobem znów miała sześć lat, zaufanie we wszechwiedzę rodziców i wiarę, że to Święty Mikołaj, lub w tym przypadku Trzej Królowie, przynoszą mi co roku prezenty? Rodowita Katalonka wspominała, jak to dzieckiem będąc, postrzegała ten dzień, jako coś magicznego, wyczekiwanego i realnego. „La Cabalgata de Reyes Magos” rozpoczęła się w porcie około 16:00, a trwała do 21:00, swe zakończenie mając na wzgórzu Montjüic. Już od samego początku w sercu Barcelony wrzało. Dzieci w różnym wieku wraz z rodzinami zbierały się wzdłuż całej trasy orszaku nawet kilka godzin wcześniej, żeby tylko mieć dobre miejsce i obserwować widowisko bez przeszkód. To, co zobaczyłam, zupełnie przekroczyło moje oczekiwania. Zamiast piętnastominutowej prezentacji trzech Magów, zobaczyłam pochód tak wymyślny, bogaty i długi, że głowa mała. Niemal wszyscy uśmiechnięci, wchodzili
w interakcje z podekscytowanymi dziećmi. Jeden mały chłopiec, mający bezpieczny punkt widokowy na matczynych rękach, dotykał moich pleców, chcąc dać mi znak, że chyba powinnam zmienić miejsce. Ten gest i mina wyrażały wszystko: dziecięcą ciekawość  i niezmierzoną ochotę na prezenty.

Fot. Maria Mikołajczyk

Według niektórych interpretacji, ci trzej tajemniczy goście mają symbolizować przedstawicieli następujących kontynentów: „Europy  (potomków biblijnego Jafeta), Azji (potomków Sema) i Afryki (potomków Chama)” lub też starość, dojrzałość i młodość, przekrój wskazujący, że powinniśmy czcić Boga w każdym wieku. Jednak najpewniejszą wersją wydaje się być ta, głosząca, że Mędrcy ze Wschodu pochodzili z Persji, natomiast Biblijny fragment z ich udziałem wskazuje na objawienie chrześcijaństwa, nowej religii, poganom.

 

Ale to nie koniec! Poza niesamowitym widowiskiem, wieczorem 5 stycznia przygotowuje się buty, w których mają znaleźć się prezenty, a dzień później w rodzinie bądź gronie przyjaciół spożywa się tortell des Reis, okrągłe ciasto drożdżowe
z marcepanowym nadzieniem, zdobione glazurowanymi owocami. Jednak nie jest to zwykły placek, bowiem w środku ukryta jest figurka jednego z Trzech Króli oraz suche ziarno bobu. Osoba, która znajdzie w swoim kawałku malutką postać, później nosi papierową koronę, a przegrany z przeschłą „zdobyczą” musi zapłacić za całe ciasto. Według niektórych źródeł, w pozostałej części Hiszpanii, jak i w Meksyku, są drobne różnice dotyczące tej słodkiej tradycji. Katalonia musiała przecież choć trochę się wyróżnić. Taki to jej urok.

Fot. Maria Mikołajczyk

Wszystkie wymienione obyczaje, jak i wiele innych, są dla mnie ciekawe i ekscytujące, zwłaszcza gdy mogę doświadczyć ich na własnej skórze. Ale równocześnie całe to świętowanie straciło pewien swój walor. Nie sposób nie zauważyć górującej nad pozostałymi strony czysto rekreacyjnej, świeckiej, biorącej się być może z zamiłowania do wszelkiego rodzaju fiest. Jednak co stało się z szatą religijną tego święta, jej prawdziwym źródłem? Dlaczego Trzej Królowie nie kończą swojego pochodu w żłobie? Gdzie
w tym wszystkim zgubiliśmy postać Jezusa? Czy przemieniamy się coraz bardziej w materialistyczne istoty, które przeraża głębia?

Maria MIKOŁAJCZYK