MARCOWA POŻOGA

 

(PAP, Fot: CAF/ Tadeusz Zagoździński)

Lata sześćdziesiąte.  Epoka Beatlesów, Czerwonych Gitar i Poli Raksy. Jesteś studentem Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza. Studiujesz na wymarzonym kierunku, poznajesz wielu mądrych ludzi, wspaniałych przyjaciół, być może miłość swojego życia. Spokój ten zostaje jednak zaburzony pogłoskami z Warszawy. Twoi rówieśnicy zostali brutalnie potraktowani podczas pokojowej manifestacji. Nie możesz przejść obok tego obojętnie i bierzesz sprawy w swoje ręce, aktywnie uczestniczysz w protestach. W najlepszym razie zostaniesz spałowany/spałowana przez ORMO, w najgorszym, oprócz obrażeń fizycznych, czeka na Ciebie wydalenie z uczelni. To nie koniec. Wobec Twoich znajomych
o obcobrzmiących nazwiskach zaczynają się represje, które zmuszają ich do wyjazdu z Polski. Odprowadzasz ich na dworzec, rozstajecie się ze łzami w oczach, bo prawdopodobieństwo następnego spotkania jest niemal żadne. Zły sen? Nie. To Poznań i wiele innych polskich miast dokładnie pięćdziesiąt lat temu.

Co przeciętny Polak wie o Marcu ’68, jeśli oczywiście potrafi powiedzieć cokolwiek o tym wydarzeniu historycznym? Większość skojarzy go z protestami studenckimi i spektaklem Dejmka, część z Żydami, starsi z Gomułką. Sedno i główna nauka wydarzeń marcowych kryje się gdzie indziej. Ponad dwadzieścia lat po wojnie władza ludowa, uciekając się do metod godnych propagandy III Rzeszy, podzieliła obywateli swojego państwa, doprowadziła do otwartej nienawiści, uderzyła w inteligencję, zagrała na najniższych instynktach Polaków, tylko żeby zrealizować swój polityczny cel. Najgorsze, że to Polak Polakowi zgotował ten los. Kto pałował studentki w Dzień Kobiet? Aktyw robotniczy. Jak to się miało do rozdawania goździków i rajstop, czym chełpiła się władza komunistyczna? Wiele zaatakowanych studentek, notabene z tymi kwiatami, poszło na wiec. Żeby usprawiedliwić brutalne działania wobec studentów, podkreślano żydowskie pochodzenie części z nich. W końcu każda totalitarna władza do utrzymania się potrzebuje wroga. Wroga, którym można straszyć społeczeństwo, żeby było posłuszne.

SYJONISTA – WRÓG NUMER JEDEN

Dlaczego władza komunistyczna tak ostro zareagowała na wydarzenia marcowe? Dlaczego lata 1968-70 możemy zaliczać do jednych z najczarniejszych okresów w historii PRL, na równi ze stalinizmem i stanem wojennym? Dlaczego władze PRL nie podjęły dialogu z młodzieżą, która zachowywała się bardzo swobodnie i nie miała wygórowanych żądań, bo do takich nie można przecież zaliczyć przestrzegania konstytucji PRL oraz przywrócenia wyrzuconych z Uniwersytetu Warszawskiego Adama Michnika i Henryka Szlajfera? Dlaczego komuniści coraz bardziej podgrzewali atmosferę, zarzucając „Dziadom” w reżyserii Dejmka antyradziecką wymowę? Wiele pytań, wiele tragicznych ludzkich historii. Należy pamiętać, że Władysław Gomułka, ówczesny I Sekretarz PZPR, zaczynał już 12. rok swoich rządów. Z trwogą patrzył na wydarzenia w Czechosłowacji, gdzie dochodziło do licznych zmian politycznych i gospodarczych w celu stworzenia „socjalizmu z ludzką twarzą”. Poza tym w czerwcu 1967 roku, po wybuchu „wojny sześciodniowej” na Bliskim Wschodzie i zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Izraelem przez wszystkie państwa komunistyczne, Gomułka w swoim przemówieniu wspomniał o „piątej kolumnie” w Polsce i agenturze izraelskiej. Wszystkie te działania miały na celu umocnienie jego pozycji w partii, bowiem duże zakusy na objęcie władzy miał Mieczysław Moczar, ówczesny minister spraw wewnętrznych. Moczar zdobywał popularność w partii dzięki swoim przemówieniom, miał dużo przyjaciół i zwolenników, próbował nawet przekonać do siebie środowisko byłej AK. Starał się grać na antysemickich
i nacjonalistycznych pobudkach. Czystki antyżydowskie miały swój początek w wojsku. Starano się nie używać wyrażenia „Żyd”; głównym wrogiem był „syjonista”. Wszyscy mieli w pamięci okupację hitlerowską, dlatego głównym celem ataków było państwo Izrael, a nie poszczególni Żydzi.

ŚWIATOWE WRZENIE

Rok 1968 na stałe zapisał się w historii. Młodzi ludzie na całym świecie, między innymi w Polsce, Francji, RFN, Czechosłowacji, Stanach Zjednoczonych i Meksyku postanowili wyjść na ulice i zademonstrować swój sprzeciw. Pobudki i formy tych protestów były różne: polityczne, światopoglądowe, antywojenne. W dorosłość wchodziło pokolenie, które nie pamiętało koszmarów wojny. Ówczesny świat stał na krawędzi zagłady atomowej; wszyscy pamiętali kryzys kubański i związaną z nim panikę. Powojenny wyż demograficzny zaczął się domagać swoich praw. Wszystkie inicjatywy zostały stłumione w różny sposób, ale w długofalowej skali odniosły sukces. Ich skutki odczuwamy do dziś, między innymi w muzyce, podejściu społeczeństwa do spraw obyczajowych, kryzysie religijności państw Europy Zachodniej oraz polityce. Wydarzenia z tamtego okresu stały się kamieniem węgielnym współczesnej lewicy. Wróćmy jednak do naszego kraju. Po brutalnym stłumieniu zrywu na Uniwersytecie Warszawskim władza, poprzez prasę, radio i telewizję, starała się przedstawić jego organizatorów jako „chuliganów” i „podburzaczy”, którzy na zlecenie Izraela i Niemieckiej Republiki Federalnej (tak określano w PRL Niemcy Zachodnie przed nawiązaniem stosunków dyplomatycznych przez oba państwa w 1970 roku) mieli doprowadzić do imperialistycznej rewolucji w Polsce. Protesty, mimo prób zwalczenia ich w zarodku, rozlały się na cały kraj, również na miasta, w których nie było uczelni wyższych. W Poznaniu spokojne wiece na placu Mickiewicza zostały przerwane przez interwencję ZOMO. Wielu profesorów zostało zwolnionych z pracy, wielu studentów zostało relegowanych z uczelni, rozwiązano wydziały powiązane z protestami. Inteligencja otrzymała potężny cios. Komuniści zorganizowali potężne wiece przeciwko „podburzaczom”, w których absencja mogła się skończyć utratą pracy. Stosunek klasy robotniczej do studentów był obojętny, panowała atmosfera strachu.

EXODUS I MORAŁ

W połowie marca 1968 roku Gomułka wygłosił przemówienie na temat wydarzeń w kraju. Winą za zamieszki obarczył studentów pochodzenia żydowskiego, atakował rewizjonistycznych naukowców, lecz w pewnym momencie sam przestraszył się antysemickiej reakcji tłumu. Polskę opuściło około 20 tysięcy osób. To nie jest zwykła liczba, statystyka. To jest dwadzieścia tysięcy ludzkich historii, dwadzieścia tysięcy dramatów. Dwadzieścia tysięcy rozstań. Wyjazdy odbywały się w pośpiechu, zostawianie dobytku całego życia było wielką tragedią. Wiele mądrych osób, wartościowych ludzi, naukowców, postaci kultury, społeczników. Wszyscy opuścili Polskę pięćdziesiąt lat temu. Katastrofalna strata dla naszego kraju. Ci, co zostali w PRL, często nie byli w lepszej sytuacji. Z Uniwersytetu Warszawskiego usunięto 1616 studentów, z Wrocławskiego 1553, w Poznaniu sytuacja była znacznie bardziej łagodna, z wszystkich uczelni w mieście relegowano tylko 11 studentów. Wielu wyrzuconych zostało powołanych do wojska w ramach poboru. Około dwa i pół tysiąca osób zostało zatrzymanych, a aresztowania i procesy sądowe były codziennością. Kampania antysemicka została zakończona w czerwcu na wniosek Gomułki i urzędu cenzury. Po tym  Polska była postrzegana za granicą przez długi czas za państwo antysemickie, domagano się przywrócenia Żydom praw religijnych
i kulturowych. Przykładem nagonki antysemickiej było oskarżenie wybitnej polskiej biegaczki Ireny Kirszenstein-Szewińskiej
o celowe upuszczenie pałeczki podczas sztafety 4×100 metrów kobiet na Igrzyskach Olimpijskich w Meksyku, pojawiły się reportaże przedstawiające żydowskie pochodzenie Szewińskiej. Spadł poziom polskiej nauki, na uczelniach zatrudniano osoby bez habilitacji, ale wierne partii. Sytuacja nie wyglądała kolorowo. Wzmożono działania SB i propagandy, w sierpniu 1968 roku wojska Układu Warszawskiego, w tym Ludowego Wojska Polskiego, wkroczyły na teren Czechosłowacji. Era Gomułki skończyła się wraz
z Grudniem ’70, czyli krwawym stłumieniem wystąpień stoczniowców w Gdańsku i w Szczecinie. Wydarzenia z Marca nie poszły jednak na marne, wielu z uczestników manifestacji studenckich było ważną częścią KOR-u lub „Solidarności”.

Czego możemy się nauczyć z Marca ’68? Kontrowersje budzi fakt, że najbrutalniej wobec studentów zachował się tzw. „aktyw robotniczy”, czyli ORMO. Władza chciała mieć czyste ręce i pokazać, że zwykli obywatele i robotnicy sprzeciwiają się protestom studenckim. Nie była to oczywiście prawda. ORMO była wspierana przez żołnierzy w cywilu, a sami robotnicy bardzo dobrze opłacani, a przez sam fakt uczestnictwa w tym procederze spotykali się z ostracyzmem w swoich zakładach pracy. Inteligencja miała też zarzuty do klasy robotniczej o bierność, a do Kościoła o brak reakcji na prześladowania przez władzę obywateli pochodzenia żydowskiego. Należy jednak zrozumieć, że robotnicy, którzy przede wszystkich chcieli uchronić siebie i swoje rodziny, mieli potem często wyrzuty sumienia. Zaufanie do Kościoła z kolei było najniższe w historii PRL; był to skutek listu do biskupów niemieckich. Zdarzali się jednak i tacy, którzy skorzystali na tragicznej sytuacji Żydów i wzbogacili się na kupnie pożydowskiego mienia po zaniżonych cenach. Tak urządzony jest nasz świat i tego nie zmienimy. Ale możemy doprowadzić do tego, żeby taka sytuacja już nigdy więcej się nie powtórzyła – zapobiec dyskryminacji ze względu na pochodzenie, narodowość, wyznanie, kolor skóry, nie dać sobie wmówić, że część społeczeństwa jest gorsza lub lepsza od nas oraz zapobiec krzywdzie niewinnych ludzi.

 

                                                                                                          Sebastian Muraszewski